Po 20 minutach Iga Świątek rzuciła siarczyste przekleństwo, to najbardziej znane z polskich. Kilka sekund później rzuciła rakietą. Wtedy przegrywała z Madison Keys już 0:5. Wtedy wydawało się, że w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie nie ma z Amerykanką szans. A jednak! Polka mimo fatalnego startu i chwilami wielkich nerwów wygrała ten mecz 0:6, 6:3, 6:2!
Rok temu Iga Świątek pokonała Madison Keys w półfinale w Madrycie 6:3, 6:1. Dwanaście dni później znów doszło do takiego meczu – w ćwierćfinale w Rzymie – i znów było 6:3, 6:1 dla Polki. – Do bani! Tak, do bani! – mówiła wtedy Keys, odpowiadając dziennikarzowi, który pytał, jak to jest grać przeciw Świątek na mączce.
Teraz pierwszy set w Madrycie pokazywał, że role kompletnie się odwróciły. Dlaczego? Wszyscy to widzimy: Świątek w tym roku często się szarpie, męczy się tenisem, a nie bawi. Natomiast Keys przeżywa zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. Taki, w którym wygrała pierwszy w życiu turniej wielkoszlemowy (Australian Open).