Piłka ręczna. Tłuczyński: Nasz czas chyba minął

- Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie Sławek Szmal w bramce, to byłoby nam bardzo ciężko. Nasz czas chyba na razie minął - mówi Tomasz Tłuczyński o reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych. Srebrny i brązowy medalista mistrzostw świata oraz nasz najlepszy strzelec w finałach MŚ w historii twierdzi, że na Euro 2014 jego koledzy mogą zająć ostatnie miejsce w swojej grupie.

Łukasz Jachimiak: Pół roku temu, kiedy Polska grała na mistrzostwach świata, a jeszcze nie poniosła klęski z Węgrami w 1/8 finału, przekonywałeś, że to ciągle jedna z najlepszych drużyn globu. Jak dziś oceniasz siłę naszej kadry na tle Francji, Serbii i Rosji, z którymi za kolejne pół roku zmierzymy się w grupie C mistrzostw Europy?

Tomasz Tłuczyński: Wydaje mi się, że nie mieliśmy farta w losowaniu. Teoretycznie możemy zająć nawet drugie miejsce, bo poza naszym zasięgiem jest tylko Francja. Ona ma za dobrych zawodników. My mamy tylko kilku takich. Dużo będzie zależało od składu, w jakim pojedziemy do Danii. Jak któryś z ważnych graczy będzie kontuzjowany, to będziemy mieli duży problem.

Już teraz wiadomo, że kontuzji nie unikniemy, bo przecież od kilku lat w każdym dużym turnieju kogoś nam brakuje.

- Wszystko dlatego, że nasi czołowi zawodnicy są już zmęczeni. Nie tylko ci starsi. Weźmy kielecką grupę, na której opiera się kadra. Nawet Michał Jurecki płaci za to, że na najwyższym poziomie walczy na wielu frontach. A to jest przecież kawał chłopa. Jego trudno zastąpić, tak samo na drugiej stronie rozegrania nie da się zastąpić Krzyśka Lijewskiego, a on ma często kłopoty zdrowotne. Będzie ciężko, żeby wszyscy byli gotowi w jednym momencie, bo my za długo ciągniemy grę tymi samymi chłopakami. Powiem szczerze, boję się, że możemy nawet nie wyjść z grupy, czyli zająć w niej ostatnie miejsce.

Co wtedy? Michaelowi Bieglerowi powierzono zadanie zbudowania drużyny, która na Euro 2016 w Polsce da nam tyle radości, ile kilka lat temu dostarczała kadra Bogdana Wenty m.in. z tobą w składzie. W drugim roku swojej pracy Niemiec już chyba powinien się czymś wykazać?

- Gdyby w styczniu na Euro nam nie wyszło, to na pewno byłoby nerwowo. Niby nie powinniśmy teraz snuć ponurych wizji na to, co dopiero się wydarzy, ale powiem szczerze, że nie byłem zadowolony, kiedy oglądałem ostatnie mecze chłopaków. Wiem, że eliminacje zakończyliśmy z tylko jedną porażką w sześciu meczach, ale nie widziałem w naszej grze wielkich zmian, które zapowiadał trener. Mówił, że będziemy dużo lepsi w obronie, a wcale nie jesteśmy. Nie może być tak, że cały czas mamy fazy przestojów, przysypiania, że nic nie jest pewne i nawet jak wysoko prowadzimy, to jeszcze mecz możemy przegrać.

Nie jest tak, że już pod koniec pracy Wenty w kadrze coś się wypaliło, a Biegler nie umie sobie z tym poradzić?

- Na pewno nie jest mu łatwo, bo teraz prawie wszyscy reprezentanci grają w polskiej lidze. W niej poziom jest znacznie niższy niż na mistrzowskich imprezach i trudno nagle zawodnikom zrobić taki przeskok. No i bardzo brakuje młodych chłopaków, którzy potrafiliby wspomóc tych doświadczonych.

Kiedy odchodził Wenta, prezesi Związku Piłki Ręcznej w Polsce przekonywali, że wcale nie zostawia spalonej ziemi, że mamy młodych, utalentowanych graczy, a Biegler umiejętnie wprowadzi ich do drużyny.

- Po roku jego pracy w kadrze rzeczywiście widać nowych chłopaków, ale co z tego, że zabrał kilku na mistrzostwa świata, skoro nie dał im grać? Teraz też widzę np. Przemysława Krajewskiego, ale na ławce. Na co dzień mieszkam w Niemczech, nie wiem, jak on sobie radzi w polskiej lidze, ale słyszę od różnych osób, że to dobry zawodnik, więc chciałbym go zobaczyć w akcji. Niestety, nie widzę. Trener musi dać grać nowym ludziom. Inaczej za chwilę będziemy mieli jeszcze większy problem.

Boisz się, że skończymy jak Niemcy?

- Niedawno nikt by nie powiedział, że będą mieli taki ciężki czas, więc skoro oni zaraz będą skazani na preeliminacje do wielkich imprez, to my musimy być pokorni. U nich doszło do wielu zmian, może nawet młodzi zostali wprowadzeni za szybko? Chociaż to dziwne, ich zawodnicy na co dzień grają w Bundeslidze, do reprezentacji trafiają tylko ci, którzy się wyróżniają, a jednak dali plamę. Dla nich to wielka porażka. Od 8 czerwca jestem w Polsce, ale czytam, co piszą i widzę, że ciężko im się z tym pogodzić. Nazwiska ciągle mają, dziwne, że w grupie gorszy od nich był tylko Izrael. Widać, że można przegrać z Czechami i z Czarnogórą, a nie tylko z Francją, Serbią czy Rosją.

Gdybyśmy znaleźli się w tej grupie eliminacji co Niemcy, też mielibyśmy problem?

- Powiedzmy sobie szczerze, gdyby nie Sławek Szmal w bramce, to byłoby nam bardzo ciężko. To, co ten chłopak wyczynia jest niesamowite, cały czas wyciąga piłki rzucane nawet z szóstego metra. Bez niego mielibyśmy duży kłopot. W ogóle nasz czas chyba na razie minął. Mieliśmy fajne lata, kiedy wszystko zaskoczyło, osiągnęliśmy sukcesy, zespół świetnie funkcjonował. Oczywiście teraz kadry nie można skreślać, ale musi wziąć się do roboty.

Kadra nie pracuje już tak mocno, jak kilka lat temu?

- Nie wiem, jak tam jest, bo nie mam z tą kadrą wielkiego kontaktu. Czasem z chłopakami do siebie dzwonimy, ale zostałem z drużyny nagle usunięty i to już nie jest ten kontakt, co kiedyś.

Koledzy nie porównują zajęć u Bieglera do tych, jakie zarządzał Wenta?

- Mogę mówić tylko o tym, jak to wyglądało kiedyś. Na pewno nie było lekko, przecież siedem lat temu, kiedy wchodziłem do tej drużyny, staliśmy nisko, ale bardzo chcieliśmy coś osiągnąć, potrafiliśmy razem pracować, motywować się, iść wspólną drogą. Teraz kadra płynie jeszcze na fali tego, co ugraliśmy, ale głównie dlatego, że cały czas ciągnie ją kilku chłopaków z tamtych medalowych ekip. Nie ma Grześka Tkaczyka, Marcina Lijewskiego, Mariusza Jurasika, Artura Siódmiaka czy mnie, szkoda, że młodzi nas nie zastąpili. Przecież zmiany pokoleniowe przechodzą wszystkie drużyny. Francuzi czy Serbowie też. Trzeba się dobrze przygotować i zawalczyć. Koniecznie wykorzystując potencjał wszystkich chłopaków.

Mówiłeś, że Biegler nie wykorzystuje potencjału młodych, a czy jesteś przekonany, że wyciska wszystko, co najlepsze z tych bardziej doświadczonych?

- Na pewno dużo więcej może dać drużynie Bartek Jaszka. Dla mnie to jeden z najlepszych rozgrywających świata. Jak widzę, co prezentuje w Niemczech, to naprawdę myślę sobie "superzawodnik". A w kadrze nie umie zrobić połowy tego, co pokazuje w Bundeslidze. U nas nie prowadzi drużyny, koledzy się go nie słuchają. W Berlinie on wszystko ustawia, mówi, co ma być grane i to świetnie funkcjonuje. W kadrze jest zagubiony, niepewny. Nie wiem, dlaczego to tak wygląda. Przecież trener na pewno nie zabrania mu grać najlepiej, jak umie. On widzi, jaki Bartek ma potencjał. Może to jeszcze zaskoczy? Trzymam kciuki za niego i za cały zespół.

Jeszcze kilka miesięcy temu nie wykluczałeś, że wróciłbyś do tego zespołu, gdyby Biegler sobie o tobie przypomniał. Teraz sam się skreśliłeś, bo podpisałeś kontrakt z niemieckim czwartoligowcem. Skąd ta decyzja?

- Może swego czasu pisało się, że przyjadę grać do Polski, ale z kraju żadnej konkretnej oferty nie dostałem, nikt do mnie dzwonił. Dlatego podjęliśmy z żoną decyzję, że zostajemy w Niemczech. Tu właśnie nasza córka pójdzie do szkoły, do pierwszej klasy, a ja zajmę się nowymi rzeczami, bo chcę mieć dobry zawód po zakończeniu kariery.

Dobry, czyli jaki?

- Będę spedytorem. Zacznę pracować w dużej firmie, która ma też swój oddział w Polsce. Ta firma ma ponad 600 ciężarówek i zatrudnia ponad tysiąc pracowników, a szefem jest były piłkarz ręczny. No i ważne, że wszystko mieści się blisko Lubeki. W czwartej lidze pogram przy okazji uczenia się fachu. Wolałem to niż drugą Bundesligę. Powiedziałem sobie, że jeśli dalej mam grać na poważnie, to tam, gdzie wszystko jest poukładane i gdzie są dobre pieniądze, bo przecież mam swoje osiągnięcia. Nie dostałem takiej oferty, więc teraz stawiam na inne sprawy. Będę też chciał zrobić papiery trenerskie i zająć się młodzieżą. Na pewno w piłce ręcznej będę siedział całe życie. Ale chcę też mieć coś poza sportem.

Więcej o: