Jak nie namawiać do jazdy rowerem

Powtórzę po raz kolejny: im więcej rowerzystów na drodze, tym jesteśmy bezpieczniejsi. Ponieważ każdy z nas dąży do tego, by swoje bezpieczeństwo podnosić, naturalne jest, że staramy się przekonać do jazdy naszych znajomych. Chcemy to zrobić również (a może przede wszystkim) dlatego, by podzielić się z nimi tym, co nas kręci. Doskonałym miejscem do promocji roweru jest szkoła lub praca, do których sami na rowerze dojeżdżamy. Ale uwaga! Nieumiejętnie poprowadzona propaganda może uczynić niepowetowane szkody. Dlatego przedstawiamy najważniejsze sposoby argumentacji, których w rozmowach o rowerze powinno się unikać.

1. Nie sprowokowani nie porównujcie czasów waszych przejazdów.

Większość kierowców samochodów wie, że stoi w korkach i że marnuje w ten sposób swój czas. Z kolei osoby dojeżdżające do pracy lub szkoły komunikacją zbiorową zdają sobie sprawę, że czasem zbyt długo czekają na przystankach. Po co ich denerwować informacją, że wy ZNOWU nie staliście w korku i ZNOWU jechaliście do domu tyle samo co zwykle (czyli szybciej niż oni). Wystarczy, że od czasu do czasu, niby to przypadkiem, wyminiecie swoich kolegów i koleżanki tkwiących na światłach lub czekających na autobus. Pomachajcie im z pewnego dystansu, ale nie za dużego, żeby przez pomyłkę nie wzięli waszego zachęcającego uśmiechu za złośliwy grymas.

2. Nie afiszujcie się ze swoim sportowym strojem

Pamiętajcie, że nie musicie na rower zakładać sportowych ciuchów! Przy odległościach rzędu kilku kilometrów naprawdę trudno się spocić. W krajach o rozwiniętej kulturze rowerowej większość codziennych rowerzystów dojeżdża do pracy i szkół w swoich zwykłych ubraniach. Jeśli jednak z jakichś powodów jeździcie na co dzień w termoaktywnych, obcisłych koszulkach i spodenkach, pamiętajcie o tym, żeby odpowiednio szybko przebrać się w "cywilny" uniform. Sportowe ciuchy mogą wystraszyć potencjalnych kandydatów na rowerzystów - kojarzą się z wysiłkiem, wyczynem, potrzebą zrobienia zakupów w sklepie sportowym, wywiadami dla Eurosportu i koniecznością brania środków dopingujących. Jazda rowerem do pracy to nie jest wyczyn! Większość ludzi może z dnia na dzień zacząć ją praktykować. Wystarczy rower. Znacznie lepiej od spodni z lycry i koszulek z tylnymi kieszeniami działają lekko podwinięta prawa nogawka (jeszcze lepiej - spięta klamerką do bielizny) lub elegancka sakwa.

3. Nie mówcie ciągle o zdrowiu

O tym, że rower jest zdrowy, pozwala utrzymać zgrabną sylwetkę i zapobiega chorobom krążenia mówią różne kolorowe pisma i jest to wiedza dostępna każdemu. Po co jeszcze zatruwać kolegom i koleżankom głowę powielaniem tych informacji. Oni przecież widzą, że chorujecie rzadziej niż oni, najczęściej nie macie problemów z nadwagą i zazwyczaj tryskacie optymizmem. Pozwólcie im samym odkryć związek pomiędzy tymi faktami, a sposobem, w jaki dojeżdżacie do pracy lub szkoły. Możecie nawet udawać zdziwienie, kiedy powiedzą: "No tak, ty nie masz brzucha, bo cały czas śmigasz na tym rowerze". Niech zobaczą, że rower nie jest gorzką pigułką, którą codziennie łykacie, by zachować zdrowie i dobrą formę. Że jeździcie rowerem, bo lubicie a zdrowie dostajecie do tego gratis.

Oczywiście reagujcie, kiedy ktoś, próbując usprawiedliwić się przed sobą utrzymuje, że rower tak naprawdę zdrowy nie jest, gdyż musicie łykać spaliny .

4. Nie poruszajcie w sposób otwarty kwestii ekonomicznych

Rower jest tani i stąd przez wiele osób uwięzionych w kredytowo-akcyzowej spirali opłat za samochód postrzegany jako pojazd ludzi ubogich. Mówienie komuś, kto żyłuje się na swój nowy piękny dwustukonny symbol statusu, że srogo przepłaca, może spotkać się z dość zrozumiałą ripostą w rodzaju: "zazdrość cię zżera, bo nie stać się na takie auto". Takiej dyskusji oczywiście nie warto kontynuować, gdyż obnoszenie się przed kimkolwiek ze stanem swojego portfela jest rzeczą nieelegancką. Można natomiast w sposób zakamuflowany uświadamiać kolegom i koleżankom, jak wielkie są różnice w kosztach nie tyle zakupu, ale przede wszystkim utrzymania roweru i samochodu. Przykładowe wątki w takich rozmowach: "Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie wprowadzą opłaty za parkowanie rowerami w centrum. Ciągle ktoś mi zastawia moje ulubione miejsce w stojaku i muszę parkować obok"; "Myślałem, że od kiedy nauczyłem się regulować hamulce, będę co roku oszczędzał 100 zł (słownie sto złotych), nie musząc robić przeglądu po zimie, ale i tak wydaje te pieniądze na komplet nowych opon"; "Po tym, jak mi ktoś zarysował ramę i musiałam wydać 200 zł na lakierowanie całego roweru, chciałam sobie wykupić AC i OC, ale okazało się, że nawet w pakiecie premium za 20 zł rocznie nie ma zwrotów za lakiernika". Jeśli wasi koledzy nie eksplodują z zawiści, ani nie zamordują was w afekcie, bądźcie przygotowani, że za jakiś czas zaczną was pytać o szczegóły dojeżdżania rowerem.

5. Nie opowiadajcie, jak świetnie jest jeździć w deszczu/śniegu/upale/mrozie/tornadzie

Rowerzysta z parasolemRowerzysta z parasolem fot. Rafał Muszczynko

Rowerem najlepiej jeździ się, kiedy świeci niezobowiązujące słońce, a temperatura waha się między 15 a 22 stopniami Celsjusza. Wcześniej czy później zdecydujecie się na jazdę w deszczu, śniegu lub jeszcze bardziej radykalnych warunkach atmosferycznych. Zrobicie to i uwierzycie, że można - nic się złego nie stało, a czasem wręcz było przyjemniej niż wówczas, gdy w podobną pogodę jechaliście samochodem lub komunikacją miejską. Ale uwaga - nikt, kto tego nie próbował, wam nie uwierzy! Dlatego nie przekonujcie swoich kolegów i koleżanek argumentami w rodzaju: "Jazda przy minus dwudziestu jest cooooool!". W najlepszym wypadku zaczną was unikać. W najgorszym - wezwą pogotowie. Po prostu spokojnie czekajcie na pytanie w rodzaju "Jeździsz rowerem w taką pogodę?" - odpowiadając na nie możecie posłużyć się naszym poradnikiem albo po prostu pokiwać głową i dalej w sposób niezakłócony wykonywać swoje służbowe obowiązki, pokazując tym samym, że nie ma w tym ani nic heroicznego, ani beznadziejnie głupiego.

6. Nie obnoście się ze swoim heroizmem.

Oczywiście jazda rowerem po polskich miastach jest w pewnym sensie heroiczna. Brak odpowiedniej infrastruktury, niemałe odległości, duże natężenie ruchu na arteriach i niewielka liczba rowerzystów, co sprawia, że wielu kierowców nie postrzega nas jako równouprawnionych użytkowników dróg - to wszystko sprawia, że dla osoby, która pierwszy raz jedzie do pracy lub szkoły rowerem, podróż ta może wydać się prawdziwą drogą przez mękę. Wy, jako doświadczeni rowerzyści oczywiście moglibyście zabłysnąć informacją o tym, jak sprawnie, szybko i hardkorowo minęła wam podróż po jakiejś miejskiej autostradzie. Ale tego typu wypowiedź co najwyżej zwiększy wasze ego, a nie liczbę rowerzystów w mieście. Przypomnijcie sobie, jak zaczynaliście. Podpowiedzcie skróty lub spokojne objazdy. Przypomnijcie, że nie ma obciachu, gdy część drogi debiutujący rowerzysta przejedzie komunikacją zbiorową. Przejedźcie się wreszcie sami z takim powolnym debiutantem - powoli i debiutancko, pokażcie mu lub jej, jak się zachowywać na drodze, żeby mieć z jazdy przyjemność poza tymi wszystkimi profitami, których wymieniać w prorowerowej argumentacji nie wypada.

Konrad Olgierd Muter

Więcej o: