Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

"Mordercy serdecznie witani". Dla transferów kibice pokochaliby nawet ISIS

Michał Kiedrowski
- Gdyby ludzie w ISIS byli mądrzy, to, zamiast podkładać bomby, kupiliby nasze kluby piłkarskie. Wtedy większość ludzi w kraju wychwalałby ich jako bohaterów i zbawicieli - zażartował brytyjski satyryk Mark Steel po przejęciu Newcastle United przez związany z Arabią Saudyjską Public Investment Fund.

"Przy sprzedaży Newcastle za 305 mln funtów Premier League raz na zawsze dobitnie pokazała, że troszczy się tylko o pieniądze. I nawet mordercy są serdecznie witani, jeśli są wystarczająco bogaci" - pisze Oliver Holt, sportowy publicysta brytyjskiego dziennika "Daily Mail". 

Zobacz wideo

Skoro wszystko na około gnije, to futbol powinien się do tego przyłączyć

"Badania opinii publicznej w ubiegłym roku pokazały, że 97 procent kibiców Newcastle jest za przejęciem klubu przez Saudów. Fani gotowi są przymknąć oczy na etyczne dylematy, twierdząc, że ich nowi właściciele nie są gorsi od tych w Manchesterze City, albo że Liverpool jest sponsorowany przez bank, który został oskarżony o pranie brudnych pieniędzy narkotykowych karteli, albo sugerując, że skoro wszyscy są szczęśliwi z powodu, że Wielka Brytania sprzedaje broń Saudom, to może równie dobrze sprzedawać im swoje drużyny piłkarskie. Twierdzą w ten sposób, że skoro wszystko naokoło gnije, to nie ma powodu, by się do tego gnicia nie przyłączyć" - pisze z kolei Rory Smith w "New York Timesie". 

Koniec z piknikami na meczach reprezentacji. PZPN ma plan. Koniec z piknikami na meczach reprezentacji. PZPN ma plan. "Siatkówki nie przebijemy"

Simon Kuper w biznesowym dzienniku "Financial Times" dodał: "Przyjmowanie brudnych pieniędzy prawdopodobnie pozostanie polityką krajową, zwłaszcza po tym, jak Brexit osłabił bezpośrednie inwestycje zagraniczne. W archaicznym kraju ludzi o niskich kwalifikacjach i niskiej produktywności najważniejszą rzeczą, którą obcokrajowcy chcą kupować, jest jego spuścizna, od wiejskich rezydencji po kluby piłkarskie". 

Po tych cytatach widać, jak wielkie wzburzenie moralne wywołał fakt przejęcia 19. drużyny Premier League przez Public Investment Fund, na którego czele stoi saudyjski następca tronu, Mohammed bin Salman. Doszło nawet do tego, że 19 pozostałych klubów angielskiej ekstraklasy piłkarskiej zwołało pilne spotkanie, aby przedyskutować sprzedaż Newcastle. Jak pisze "Guardian" są w lidze właściciele klubów, którzy uważają, że Saudowie spowodują wizerunkowe straty dla Premier League

Poważne zarzuty wobec nowych właścicieli Newcastle United

Głos zabrała walcząca o prawa człowieka organizacja Amnesty International, która wezwała władze ligi do zablokowania przejęcia klubu. Odezwała się też była narzeczona Dżamala Chaszukdżiego - dziennikarza "Washington Post". Ten wielki krytyk saudyjskiego reżimu został zamordowany i poćwiartowany prawdopodobnie na zlecenie Mohammeda bin Salmana. Tak twierdzą amerykańskie służby wywiadowcze w raporcie, który odtajnił prezydent Joe Biden. 

- Jestem bardzo rozczarowana - mówi Hatice Cengiz. - Każdego dnia od śmierci Dżamala walczę o sprawiedliwość dla niego. Nagle zobaczyłam, że w telewizji prowadzono dyskusję na temat przejęcia klubu. Jedyne co pomyślałam to: "Błagam, nie róbcie tego, miejcie szacunek dla samych siebie".  

Jej słowa miały niestety tylko taki skutek, że kobieta ściągnęła na siebie wyzwiska ze strony kibiców Newcastle United, którzy po ogłoszeniu przejęcia klubu przez saudyjski fundusz tłumnie zebrali się pod stadionem swojego klubu

Tak ma wyglądać skład Polski na Albanię. Rewolucja w meczu o życieTak ma wyglądać skład Polski na Albanię. Rewolucja w meczu o życie

A zamordowanie Chaszukdżiego, to tylko jeden z zarzutów wobec Saudów, którzy prowadzą krwawą wojnę w Jemenie, a poza tym prześladują społeczność LGBT w swoim kraju, akceptują niemal niewolnicze prawo pracownicze, stosują kary cielesne wobec przestępców i przyznają bardzo ograniczone prawa kobietom.  

Piłka nożna stała się bezwstydnym kultem pieniądza

O tym wszystkim można przeczytać i w "New York Timesie" u Rory’ego Smitha i w innych publikacjach na całym świecie. Gdy jednak zerknie się w media społecznościowe, to bardzo mało tam dyskusji o sprawach etycznych. To, co interesuje fanów futbolu, to przede wszystkim transfery. I słusznie Smith i Holt piszą w swoich tekstach, że piłka nożna stała się "bezwstydnym kultem pieniądza", a kibiców obchodzi przede wszystkim to, ile ich drużyna wyda na transfery.

Drużyn na najwyższym poziomie nie buduje się już poprzez rozwijanie piłkarzy przez lata i wychowywanie młodych talentów. Je się kupuje na transferowym rynku. Fani najbardziej interesują się tym, kto i za ile zmieni barwy klubowe. Portale sportowe codziennie pełne są spekulacji, gdzie odejdzie Erling Haaland, kogo wybierze Kyllian Mbappe po zakończeniu kontraktu, jakie transfery przeprowadzi Real Madryt. Tego łakną kibice. Dlatego fani Newcastle United, którzy przez lata musieli cierpieć Mike’a Ashley’a - właściciela, prowadzącego klub bardziej niż oszczędnie, z taką radością powitali nowego właściciela. Przed budynkiem klubowym powiewali nie tylko klubowymi flagami, ale także zieloną flagą Arabii Saudyjskiej z wypisaną na niej szahadą - islamskim wyznaniem wiary.  

Brytyjski satyryk Mark Steel zażartował:

Gdyby ludzie w ISIS byli mądrzy, to, zamiast podkładać bomby, kupiliby nasze kluby piłkarskie. Wtedy większość ludzi w kraju wychwalałaby ich jako bohaterów i zbawicieli. 

Można się śmiać, że inwestowanie w piłkarskie kluby mogłoby być idealną formą propagowania islamu. Nie byłoby to jednak na Wyspach nic nowego. Przecież do sportowego boomu, jaki przeżyła Wielka Brytania w XIX wieku, gdy kształtowały się dzisiejsze dyscypliny sportowe jak piłka nożna, rugby, czy lekkoatletyka, przyłożyły rękę w bardzo dużym stopniu kościoły, propagując tzw. muskularne chrześcijaństwo według zasady: w zdrowym ciele, zdrowy duch. Uprawianie sportu miało duchowy wymiar kształtowania charakteru i panowania nad popędami. Chrześcijańska spuścizna była tak mocno zakorzeniona w sporcie, że dopiero w 1974 r. ligi angielskie zdecydowały się na grę w niedzielę

Emir Kataru powinien być dozgonnie wdzięczny Realowi Madryt

Jedno jest jednak pewne: ani teraz Saudowie, ani wcześniej szejkowie z ZEA w Manchesterze City, ani Katarczycy w Paris Saint Germain nie kupili klubów, by na nich zarabiać. To nie są inwestycje biznesowe, ale reprezentacyjne. To miejsca, gdzie krytykowani za autorytarne rządy w swoich krajach władcy, mogą pokazać się z całkiem innej strony jako hojni sponsorzy największej rozrywki na świecie. Mecze to idealna okazja na imprezy integracyjne z politykami, artystami, lobbystami - wszystkimi tymi, którzy chcą zostać przyjaciółmi rodzin arabskich władców.

Katar może być tu i ówdzie oskarżany, że wspiera takie ekstremistyczne organizacje jak Bractwo Muzułmańskie, Hezbollah czy Hamas, ale w opinii zwykłego Europejczyka jest przede wszystkim właścicielem ubiegłorocznego finalisty Ligi Mistrzów, który kupił Neymara, Mbappe i Messiego. I pewnie to drugie jest dla Katarczyków ważniejsze niż to pierwsze, bo splendor za wygrane mecze spada dla piłkarzy, a chwała za ich kupowanie na właściciela klubu. Z tego powodu emir Tamim ibn Hamad Al Sani powinien być dozgonnie wdzięczny Realowi Madryt. Nic tak nie ugruntowało przekonania o potędze Kataru jak odrzucanie notorycznie ponawianych ofert kupna Mbappe w ostatnim okienku transferowym za 200 mln euro, choć Francuz już w czerwcu przyszłego roku będzie mógł odejść za darmo. 

Air Albania StadiumBezprecedensowa decyzja Albanii przed meczem z Polską. "Potrzebujemy tego"

Saudowie wobec prestiżowych sukcesów rywali znad Zatoki Perskiej nie mogli pozostać w tyle. Już od dawna są aktywni w piłkarskim światku. Organizowali Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Włoch, to oni na kongresie FIFA wystąpili z inicjatywą organizacji mundialu co dwa lata, a wcześniej zgłosili pomysł organizacji ogólnoświatowej Ligi Narodów. Klub piłkarski w Anglii chcieli kupić już kilka lat temu. Plotkowano, że złożyli ofertę za Manchester United, potem Chelsea. W końcu doszli do wniosku, że najłatwiej kupić Newcastle United, którego Ashley już dawno chciał się pozbyć, a kibice klubu mieli serdecznie dość dawnego właściciela i każdego innego przyjęliby z otwartymi ramionami. 

Media piszą o transferowym szaleństwie, ale to nie ma nic wspólnego z obłędem

Media już zastanawiają się, jak Saudowie wydadzą 220 mln funtów, które obiecali na pierwsze transfery. Kolejne plotki, kto może wylądować w Newcastle, rozgrzeją do czerwoności zainteresowanie kibiców. UEFA i jej finansowe Fair Play znów się skompromitują, jak było to w przypadku PSG i Manchesteru City. Dziennikarze będą pisać peany na temat piłkarskiego biznesu, który jest w znakomitej formie, bo pada transferowy rekord za rekordem i nie widać sufitu tego szaleństwa. 

Ale z szaleństwem nie ma to nic wspólnego. Saudowie, Katarczycy czy Arabowie z Abu Zabi nie szaleją na punkcie piłki nożnej, ale sprawnie jej używają dla swojej chwały i interesu swoich państw. A ci pierwsi to instrumentalne traktowanie futbolu wzniosą jeszcze na wyższy poziom, bo ambicje mają większe niż ich rywale z Zatoki Perskiej.

W 2016 r. książę Mohammed bin Salman ogłosił program znany pod nazwą Saudi Vision 2030. Jego celem jest uniezależnienie królestwa od wpływów ze sprzedaży ropy naftowej. Saudowie chcą rozwijać usługi publiczne – ochronę zdrowia, edukację i infrastrukturę, a także inwestować w naukę, turystykę i stać się międzykontynentalnym centrum handlu międzynarodowego. Public Investment Fund, który kupił Newcastle, dysponuje kapitałem w wysokości 500 miliardów dolarów. Wcześniej zainwestował m.in. w akcje takich firm jak Facebook (522 mln), Boeing (713 mln), Citigroup (522 mln), Disney (496 mln), Bank of America (487 mln).

Inwestycje, a także fasadowe reformy społeczne, które w niczym nie naruszają absolutystycznego ustroju państwa i obowiązującego w kraju prawa koranicznego, mają ocieplić wizerunek państwa na arenie międzynarodowej. Newcastle to tylko kolejny krok na tej drodze. 

Więcej o: