Kapitalne wiadomości o Stochu. "Nie wiem, czy był kiedyś lepiej przygotowany do sezonu"

Piotr Majchrzak
Puchar Świata w skokach narciarskich startuje już w piątek! Michal Doleżal jest zadowolony z pracy, jaką wykonali nasi skoczkowie. A w przypadku Kamila Stocha mówi nawet, że było to 110 procent jego możliwości. Czeski trener kadry skoczków w rozmowie ze Sport.pl zdradza, kto w ostatnim czasie prezentował się najlepiej i co najbardziej ucieszyło go po czwartkowym sprawdzianie formy skoczków.

Piotr Majchrzak: Rok temu mówił pan o tej porze, że jest pan bardzo zadowolony ze skoków Stocha, Kubackiego i Żyły, i że skakali "wybornie" na pierwszych treningach na lodzie. Zapytam więc, jak wygląda forma liderów na tym etapie, ale rok później.

Michal Doleżal: - Myślę, że poziom jest wysoki. Oczywiście zawsze są jakieś rezerwy, ale to spokojnie. To co najlepsze pokazuje się dopiero na zawodach. Muszę też powiedzieć, że jestem zadowolony z formy innych skoczków, bo to nie jest tak, że jest tylko ta najlepsza trójka.

Zobacz wideo

Przyzwyczaił pan do tego, że zwykle mówi pan szczerze i nie owija w bawełnę. Zapytam więc wprost, czy to Klemens Murańka tak podniósł swój poziom, że wygrał ten ostatni sprawdzian na Wielkiej Krokwi w Zakopanem, czy Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Piotr Żyła skaczą gorzej.

- Powiem tak, że ten wygrany sprawdzian mnie ucieszył, bo Klimek przez lato pokazywał w treningach, że skacze na wysokim poziomie. Całe lato był bardzo blisko tej trójki, ale w zawodach za bardzo się na wszystko nastawiał. Ale chyba się już nauczył tego trybu startowego. Wiadomo, że mieliśmy więcej takich sprawdzianów, jak w ostatni czwartek. Myślę, że akurat dla niego było to bardzo korzystne.

Ostatnio m.in Kamil Stoch pokazywał, jak przechodzi różnego rodzaju badania siłowe i wydolnościowe. A pan jak oceni obecną fizyczną formę Stocha, bo wiadomo, że mistrzostwa świata w lotach w Planicy już w połowie grudnia. To będzie dla niego ważny moment sezonu, choć wiadomo, że on sam o tym nie powie.

-  Sezon to nie tylko Planica, ale wiemy, że wszyscy o tym dyskutują, bo to jest rzecz (mistrzostwo świata w lotach - przyp. red), której Kamilowi jeszcze brakuje. Kamil jest bardzo zmotywowany w tym roku. Mogę też powiedzieć, że nie wiem, czy był kiedyś lepiej przygotowany fizycznie do sezonu. Dla mnie to, co on zrobił w tych przygotowaniach, to było jakieś 110 procent.

Mówi to pan na podstawie badań z platformy dynamometrycznej?

Tak. Myślę, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani. Żeby powiedzieć dokładnie, to musiałbym popatrzeć jeszcze raz w analizy, ale sam profesor Harald Pernitsch (specjalista od przygotowania fizycznego) powiedział, że nie byliśmy lepiej przygotowani fizycznie.

Latem bardzo dobrze skakał Tomasz Pilch. Tak dobrze, że w Oberstdorfie nabawił się przeciążenia pleców, było jeszcze przeziębienie i pod koniec przygotowań drugi raz odezwały się plecy. Jak pan oceni stan jego przygotowań, czy wobec tych kilku problemów możemy liczyć, że w tym sezonie 20-latek zacznie zbierać punkty?

- Myślę, że ta przerwa nie była za duża. Dostał trochę wolnego, żeby doleczyć plecy. Ostatnio czuł się już dobrze i po jego skokach też było już widać, że prezentuje się przyzwoicie.

Trenerze, wiemy, że Polscy skoczkowie zwykle powoli wchodzą w sezon i  konkursy w Ruce czy w Niżnym Tagile raczej rzadko były dla nas dobre. W tym roku mamy jednak Planicę już w połowie grudnia, czy w związku z tym jakoś modyfikowaliście przygotowania, by z większym impetem wejść w zimę?

- Trzeba być gotowym już na Wisłę. Wiem, jaka była historia naszych początków zimy, dlatego jesteśmy nieco inaczej przygotowani do sezonu i mam nadzieję, że to pokażemy już w Wiśle.

Ostatnio skoczkowie nieco narzekali, że te treningi w poprzednim tygodniu były naprawdę ciężkie. Teraz czas na nieco więcej luzu, by złapać świeżość na Wisłę?

- Okres tego najmocniejszego treningu się skończył jakiś czas temu, ale wiadomo, że potem trzeba było to wszystko połączyć z techniką na skoczni. Przed nami już tylko ostatnia faza przygotowań i trzeba szukać świeżości, bo w ostatnim czasie też mocno trenowaliśmy. Ogólnie było mało takich obozów, żebyśmy skakali na świeżości.

Wiadomo, że latem praktycznie nie mieliście możliwości sprawdzenia się z rywalami poza Wisłą. W jaki sposób trenerzy mogą analizować, jak wygląda faktyczna forma. Czy na obozach dobieracie belki np. do realiów Pucharu Świata?

- Tak, patrzyliśmy na to. Można powiedzieć, że porównywaliśmy się do wysokości belek z ostatniego Pucharu Świata. Wiadomo, że tory zimowe są odrobinę szybsze, ale porównywaliśmy też prędkości. Drugą sprawą jest zmiana kroju kombinezonów i nie do końca jeszcze wiemy, jak to wpłynie na skoki. Możemy tylko spekulować.

Nie obawia się pan tej zmiany przepisów? Wytłumaczmy może kibicom, że chodzi o dodatkowe ograniczenia we wszywaniu nogawek w kombinezony. Chodzi o to, żeby w kroku zawodnika nie tworzyła się dodatkowa przestrzeń pozwalająca na zwiększenie powierzchni nośnej.

- Myślę, że teraz wszystko jest uregulowane dużo lepiej niż było. Ogranicza to pole do kombinowania.

Pan jako trener doskonale zna swoich zawodników. Nie uważa pan, że ten sezon będzie wielkim wyzwaniem dla Dawida Kubackiego? W październiku Dawid nie skakał najlepiej. Wiadomo, że to ważny rok w jego życiu, wkrótce zostanie ojcem, kończy budowę domu. Zwykle w takich sytuacjach skoczkowie mają problemy z formą.

- Ten sezon to będzie wielkie wyzwanie dla wszystkich, nie tylko dla Dawida. W mojej ocenie Dawid jest bardzo dobrze mentalnie przygotowany do tego sezonu. On jest doświadczonym zawodnikiem i brakuje mu już zawodów. Wiem, że jak przyjdą konkursy, to ci najlepsi potrafią od razu zmienić podejście do skoków. Potrafią się jeszcze lepiej skoncentrować i przygotować niż ma to miejsce na zwykłych treningach.

Z czego jest pan najbardziej zadowolony po letnich przygotowaniach?

- Wszystko pokażą nam dopiero zawody, ale ja jestem bardzo zadowolony z pracy pozostałych skoczków. Ta trójka czołowa dalej jest najlepsza, ale są też skoczkowie, jak Klemens Murańka, Tomasz Pilch czy Paweł Wąsek, którzy w ostatnim czasie skakali bardzo dobrze. Aleksander Zniszczoł czy Andrzej Stękała pokazali dobre próby na mistrzostwach Polski i teraz też nie skaczą źle.

A coś się nie udało?

- Na razie chyba nie ma takiej rzeczy. Nie przychodzi mi do głowy coś, z czego nie byłbym zadowolony. Wydaje mi się, że jesteśmy gotowi.

Ale sprawdzian w Zakopanem pokazał, że niestety Jakub Wolny i Maciej Kot w warunkach większego stresu nadal popełniają błędy.

- Tak, ale nie byli daleko od wyników tych najlepszych. Ten sprawdzian był dosyć wyrównany. Maciej Kot na ostatnim zgrupowaniu zrobił duży progres, a w przypadku Jakuba Wolnego muszę powiedzieć, że jego dyspozycja idzie do góry od jakiegoś miesiąca. Zobaczymy więc na zawodach, jak to będzie wyglądało. Bo trening to jedno, a zawody drugie.

Wiktor PękalaZnakomite informacje przed inauguracją PŚ w Wiśle. Tak dobrze jeszcze nie było

Nasi skoczkowie nie lubią mówić o celach, ale czy pan postawił przed swoją drużyną jakiś cel?

- Tak. Wiadomo, że za ery Stefana Horngachera dwa razy zdobywaliśmy Puchar Narodów. Muszę powiedzieć, że to jest najlepsza ocena dla całego teamu. Wszyscy ciężko pracują przez cały sezon, ale po zwycięstwie każdy może założyć tę żółtą koszulkę. Na pewno będziemy na to ciężko pracowali.

Nie boi się pan o to, że tej zimy szóstka skoczków może jeździć na Puchary Świata, ale ci słabsi to mogą wiele nie startować. Wiele wskazuje na to, że Puchary Kontynentalnego będą odwoływane jeden po drugim.

- Nie wiemy, jak to będzie wyglądało. Jest to trudna sytuacja. Mam nadzieję, że będzie jak najwięcej tych kontynentalów, bo wszystkich do Pucharu Świata nie zmieścimy. Tylko że w obecnej sytuacji trudno jest rozmawiać o czymś, co będzie za kilka tygodni.

Największe letnie zaskoczenie dla pana to Jarosław Krzak? 20-latek, który od niedawna profesjonalnie skacze nagle przebił się do kadry na Puchar Świata. Jest poza kadrami, ale dołączył latem do drużyny juniorów, tylko że wszystkich tam przeskakiwał.

- Można tak powiedzieć. To jest zawodnik, który ma duży potencjał. Bardzo dobrze pracował, dlatego włączyliśmy go do naszej grupy. Na końcu sam sobie wywalczył miejsce w 12-osobowej kadrze na Puchar Świata, ale on i Kacper Juroszek mają jeszcze dużo do uczenia. Dla nich możliwości treningu z takimi zawodnikami to bardzo dobra szkoła i cały czas im o tym mówimy.

Wiadomo, że każdy musiał trenować głównie w swoim kraju. My mamy właściwie trzy skocznie do treningu. To wystarczająco? Wiadomo, że w treningu trzeba zmieniać skocznie, by nie przyzwyczaić się do jednego obiektu.

- Było trochę trudności organizacyjnych, ale ogólnie wszystko się udało. Mieliśmy problem z zaplanowanym wyjazdem do Planicy, bo chcieliśmy jechać w maju, a pojechaliśmy dopiero w lipcu. Mimo pandemii nie wyglądało to źle, bo udało nam się w czasie przygotowań skoczyć np. w Innsbrucku, w Stams, w Bischofshofen, w Oberhofie i we wspomnianej Planicy. To jest jednak ważne, żeby wyjeżdżać. Oczywiście, gdyby się nie dało, to w Polsce są te trzy bardzo dobre skocznie do treningów. No ale profile trzeba zmieniać, żeby zawodnicy musieli się adaptować do innych obiektów.

Panie trenerze, chciałbym też zapytać o sytuację z koronawirusem w Czechach. Jak patrzę na statystyki, to wygląda to podobnie jak w Polsce, czyli źle.

- Powiedziałbym nawet, że w Czechach wyglądało dużo gorzej, ale wydaje się, że powoli będziemy z tego wychodzić, bo już jest nieco lepiej.

Stefan Hula poważnie myślał o zakończeniu kariery. Stefan Hula poważnie myślał o zakończeniu kariery. "Pytałem siebie, czy dam jeszcze radę"

Jak rozmawialiśmy w marcu, to uważał pan Czechów za wzór. Wszyscy nosili maseczki, stali w odstępach, szybko wprowadzono lockdown. Na jesień było z tym dużo gorzej. Czesi byli wśród narodów najbardziej dotkniętych pandemią.

- Wydaje mi się, że politycy wprowadzili za duże rozluźnienie. Trochę wszystko zostało odpuszczone i nie byliśmy odpowiednio przygotowani na drugą falę epidemii. Wszyscy eksperci mówią, że rząd podszedł do tego zbyt lekceważąco.

Czytałem, że czeskie krematoria odczuwają poważny wzrost śmierci, niektóre nawet musiały dobudować dodatkowe chłodnie. Zmieniły się też przepisy pochówków. Tę drugą falę da się odczuć w normalnym życiu?

- Dokładnie tak jest. Teraz drugą falę da się odczuć w normalnym życiu. Jest ten tzw. soft lockdown. Od dwudziestej nie można wychodzić z domu. Wszyscy chodzą też znowu w maseczkach. Ogólnie rzecz biorąc, czuć to w społeczeństwie.

Wiosną w Polsce pojawiały się opinie, że nie ma koronawirusa, a sceptycy pytali, czy "znasz kogoś z wirusem". Teraz właściwie każdy miał już przypadki Covida-19 w swojej rodzinie. A jak jest w Czechach?

- Wiosną też tak było. Każdy pytał, czy ktoś zna kogoś z wirusem, a niewiele takich osób było. Teraz właściwie każdy zna kogoś chorego. Moja najbliższa rodzina jest zdrowa, ale mój szwagier zachorował. To jest właściwie jeden przypadek w moim otoczeniu.