Jest gorzej niż się spodziewano! Znamy wyniki badań piłkarzy Legii po zwolnieniu Michniewicza

Bartłomiej Kubiak
Wtorkowe badania potwierdziły słabą dyspozycję fizyczną piłkarzy Legii - ich wyniki są gorsze niż się spodziewano. I to też tłumaczy kiepską grę mistrzów Polski, którzy mają problemy z graniem w pressingu. Legia pozwala grać rywalom, a sama dołuje pod względem kontaktów z piłką i podań w polu karnym. Czasu na odbudowę jednak nie ma - trzy dni po wysiłku przeciwko Napoli, Legię czeka kolejny mecz na przełamanie.

We wtorek, dwa dni po kolejnym rozczarowującym meczu w ekstraklasie (0:2 z Pogonią, piąta porażka z rzędu), piłkarzom Legii pobierana była krew, mistrzowie Polski przeszli też specjalne badania rezonansem, które miały wykazać ich poziom wytrenowania i ewentualne braki w kwestii witamin. - Wtorek to był dla nas bardzo intensywny dzień - mówił trener Marek Gołębiewski na konferencji prasowej przed czwartkowym meczem z Napoli. - Cały czas staramy się przemycać swoje pomysły taktyczne. Ale nie jest to wymarzona sytuacja, bo trudno jest coś budować na dwa dni przed kolejnym meczem. I trzy dni po takim meczu, jak ten z Pogonią, kiedy nie zaprezentowaliśmy choćby 10 procent tego, co chcemy pokazywać w ofensywie.

Zobacz wideo Bednarz grzmi po zwolnieniu Michniewicza. "To źle świadczy o zarządzie"

Odlot! Włosi zadziwieni meczem Legii Warszawa z Napoli. Odlot! Włosi zadziwieni meczem Legii Warszawa z Napoli. "Arcydzieło"

O wynikach badań przy Łazienkowskiej nikt nie chce mówić, wszyscy zasłaniają się tajemnicą lekarską. Z kilku źródeł wiemy jednak, że wyniki są kiepskie. Zlecając badania w Legii, zdawano sobie sprawę z tego, że badania nie wyjdą dobrze, ale nawet pomimo tego pojawił się efekt zaskoczenia. Jest gorzej, niż się spodziewano.

- To są dane medyczne, więc nie mogę ich ujawnić. Mogę jedynie powiedzieć, że takie badania się odbyły i płyną z nich dla nas bardzo ważne wnioski - powiedział Gołębiewski, z którym rozmawialiśmy jeszcze przed meczem z Napoli. - Czy te wnioski oznaczają problemy? Problemy to my mamy przede wszystkim na boisku i każdy je widzi. A resztę, proszę mi wybaczyć, muszę zachować dla siebie. Mogę tylko dodać, że jestem właśnie po spotkaniu z naszym lekarzem, dietetykiem i działamy. Imamy się wszystkiego, by wyciągnąć ten zespół z dołka.

To nie w Lidze Europy jest problem

W czwartek Legia nie tworzyła wielu okazji przeciwko Napoli (1:4), ale od 10. do 51. minuty prowadziła z liderem Serie A. Wszystko co złe zaczęło się później. Dwa rzuty karne dla Napoli, potem kolejne dwie bramki dla gości - Legia kończyła mecz zupełnie rozbita. - Myślę, że porażka 1:4 jest trochę za wysoka. Ale to Napoli było lepszym zespołem, wygrało zasłużenie - powiedział po meczu Gołębiewski i na koniec przypomniał, że to ekstraklasa jest w tej chwili dla Legii priorytetem.

"Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl"

W lidze Legia przegrała pięć meczów z rzędu. Ten ostatni z Pogonią po spotkaniu, którego podstawowe statystyki nie wskazują, że drużyna Gołębiewskiego była słabszym zespołem. Częściej była przy piłce (57 proc.), oddała zdecydowanie więcej strzałów (20 do 10), w tym także celnych (8 do 7), miała także więcej rzutów rożnych (8 do 2).

Różnice na niekorzyść Legii widać dopiero, jak spojrzymy w statystyki fitness, gdzie piłkarze Gołębiewskiego przebiegli ponad sześć kilometrów mniej niż piłkarze Pogoni (104,04 do 110,71 km). I choć mieli więcej sprintów (107 do 94) i pokonali nimi większy dystans (2,16 do 1,77 km), to z tych liczb i tak nadal nie wynikała ta najważniejsza statytystka - dotycząca goli.

Filip MladenovićMladenović aż złapał się za głowę. Wawrzyniak reaguje: Sytuacja jest dramatyczna!

To nie liczba przebiegniętych kilometrów jest problemem

Jeśli przychodzą słabe wyniki i gorsza forma, często patrzy się na to przez pryzmat przygotowania fizycznego. Tutaj problem wydaje się jednak dużo bardziej złożony. Fakt: Legia w tym sezonie biegała mniej od przeciwników w ośmiu z 11 ligowych meczów. I siedem z tych meczów przegrała: z Pogonią, Piastem, Lechem, Lechią, Rakowem, Wisłą Kraków i Radomiakiem. Wygrała tylko ten pierwszy mecz - pod koniec lipca z Wisłą Płock, kiedy przebiegła 113,15 km, a rywale - 116,31.

Ale to też nie był dobry mecz w wykonaniu Legii. I to też nie jest żaden wyznacznik, bo ogólna liczba kilometrów sama w sobie mówi niewiele. Tym bardziej że poza spotkaniami z Wisłą Kraków i Lechią, legioniści w każdym z tych ośmiu meczów byli częściej przy piłce. To rywale musieli za nią biegać. A skoro biegali, siłą rzeczy mieli też więcej przebiegniętych kilometrów. Tak jak Legia miała ich więcej w meczu z Napoli, kiedy też sama musiała więcej biegać za piłką.

- Jeśli chodzi o mankamenty, rzuca mi się w oczy przede wszystkim coś innego: słaba organizacja gry, nawet jak na ekstraklasę. Bo o ile w niskim pressingu - a przecież trener Czesław Michniewicz od dawna znany jest z tego, że potrafi to wypracować - legioniści są dobrze zorganizowani, o tyle gdy pochodzą wyżej - a wcale ostatnio nie podchodzą tak często - pojawiają się problemy - mówi Michał Zachodny, dziennikarz Viaplay.

- I to jest dla mnie największe zaskoczenie, bo rywale, którzy w tym sezonie strzelali Legii gole w ekstraklasie, wiele razy stosunkowo łatwo wychodzili spod jej pressingu. A wychodzili właśnie dlatego, że ten pressing był po prostu nieskoordynowany. Gdy jeden z piłkarzy Legii - i mam tu na myśli różne strefy boiska i różnych piłkarzy - doskakiwał do rywala przy piłce, to albo robił to bez wsparcia innych, albo na dodatek sam był w tym pressingu spóźniony - analizuje Zachodny.

Mniej piłki w polu karnym, mniej dryblingów

- W Lidze Europy ta drużyna potrafi zaskoczyć, ale ekstraklasa wymaga od niej czegoś innego - tłumaczy dziennikarz Viaplay. - Legia często musi tutaj grać w ataku pozycyjnym, posiadać piłkę. I to robi, ale problem zaczyna się, kiedy tę piłkę traci i musi ją znowu odzyskać. Kiedy traci gole po stałych fragmentach gry, ale także w ataku pozycyjnym jak ostatnio dwukrotnie z Pogonią czy przy kontrach rywali, jak to miało miejsce choćby w meczu z Radomiakiem, kiedy Legia nie była w stanie założyć pressingu i od środkowej strefy musiała gonić za przeciwnikiem.

Zachodny przytacza kolejne statystyki: - W narzędziu analitycznym Wyscouta jest taki wskaźnik - PPDA. Oznacza on liczbę podań przeciwnika, na które pozwala broniący zespół. W Legii wynosi on 10. To taka ligowa średnia. W meczach ze Świtem i Pogonią był już poniżej sześciu, czyli było lepiej. To były dwa z czterech najniższych wyników PPDA Legii w tym sezonie. O ile ze Świtem to zrozumiałe, bo to rywal z niższej ligi, o tyle z Pogonią już niekoniecznie. Ten mecz bardziej pokazał, że trener Gołębiewski stara się tutaj coś zmienić, narzucić piłkarzom bardziej intensywny pressing. Czym to się kończy? Każdy chyba widział. Właśnie tym, o czym już mówiłem wcześniej, czyli problemami z organizacją pressingu przy ataku pozycyjnym rywala. Kontrast między Legią i Pogonią przy obu traconych bramkach był spory. Przy pierwszej pressing Legii był... jednoosobowy - nie miał szansy powodzenia, a przy drugim Pogoń pokazała, jak świetnie zorganizować się w obronie wysokiej na połowie rywala, odebrać piłkę i skończyć atak - zauważa Zachodny.

- A to tylko jedna ze statystyk. Inna, też z Wyscouta, jest jeszcze bardziej zdumiewająca. Chodzi o kluczowe podania oraz liczbę kontaktów z piłką w polu karnym przeciwnika. W zeszłym sezonie Legia była tutaj w czołówce. Teraz jest w dolnej części klasyfikacji ligowej. Równie słabo jest pod względem pojedynków w ataku i dryblingów. Te statystyki same piętrzą pytania i o styl, którego wymagał trener, i o profil piłkarzy ściąganych latem do Legii, bo jak spojrzymy też na statystyki środkowych pomocników, zobaczymy, że tylko Igor Charatin strzelił jednego gola, a oprócz niego nikt nawet nie ma asysty. Dlatego z konieczności na tej pozycji gra Josue, który jest piłkarzem bardziej kreatywnym, ale to z kolei - co pokazał mecz z Napoli, kiedy Legia grała w niskim pressingu - przysparza jej sporo problemów.

Trener Legii zabrał głos po porażce z Napoli. Wskazał kluczowy momentTrener Legii zabrał głos po porażce z Napoli. Wskazał kluczowy moment

Teraz najważniejszy jest czas

Ofensywa, o czym przed meczem z Napoli mówił sam Gołębiewski, to w tej chwili duży problem mistrzów Polski. Zresztą wystarczył tydzień, by nowy trener sam zmienił sposób mówienia o zespole. Zaraz po zastąpieniu Michniewicza wskazywał, że największy problem jest w głowach. Po tygodniu okazało się, że to nie tylko głowa, ale też nogi. 

Legii teraz przede wszystkim potrzebny jest czas, którego nie ma. Czwartkowy mecz z Napoli kosztował mistrzów Polski sporo wysiłku, a już w niedzielę przy Łazienkowskiej spotkanie ze Stalą Mielec. Ligowym średniakiem, który na wyjeździe nie wygrał, ale dla Legii nie ma teraz łatwych rywali. Tym bardziej że rosną i presja, i zmęczenie.

Formy fizycznej nie da się jednak odbudować w tygodniowym mikrocyklu, który i tak już został nieco zmodyfikowany. W Legii wiedzą, że trzeba po prostu jakoś dotrwać do zimy. I liczyć, że do tego czasu na pomysł na dany mecz i jakość piłkarzy, którzy nawet bez sił - przy energooszczędnej taktyce - powinni dawać Legii lepsze wyniki.

Ale to "powinni" to tylko teoria, która od kilku tygodni nie znajduje żadnego odwzorowania w legijnej praktyce.

Więcej o: