Odwrócony trend. Hitowa gra już nie przyciąga tylu graczy

Autimatic, nitr0, draken - to bohaterzy transferowej karuzeli w CS:GO. Co ich łączy? Cała trójka wróciła do Counter-Strike'a, mimo że w ostatnich miesiącach rozwijała karierę w Valorancie. Wygląda na to, że powoli kończy się exodus graczy do produkcji Riot Games. Jeszcze 2 lata temu można było słyszeć głosy, że Valorant pogrzebie CS:GO.

Counter-Strike jest wiecznie żywy. Gracze co prawda narzekają na małą ingerencję producentów w swój produkt, ale nadal grają w CS:GO, a także oglądają esportowe rozgrywki. Do produkcji Valve wracają również esportowcy, którzy mieli podbić świat Valoranta.

Zobacz wideo Uczymy mistrzynię świata, o co chodzi w tym Counter-Strike'u!

Głośne powroty

Nicholas „nitr0" Cannella wraca tam, gdzie najlepiej się czuł – do Teamu Liquid w grze CS:GO. Amerykanin w sierpniu 2020 roku pożegnał się ze słynną strzelanką, by rozwijać się w nowopowstałym Valorancie. Okazało się jednak, że był to tylko niewinny romans, a Cannella ostatecznie wrócił do starej miłości, która nigdy nie zardzewiała.

Moment, kiedy nitr0 zamieniał CS:GO na Valoranta był przełomowy. 26-latek bowiem był pierwszym graczem ze światowego topu, który przenosił się do gry Riotu. Do jego czasu przeprowadzkę zaliczali „wygnańcy" czyli gracze zbanowani w CS:GO lub ci, którzy na większą karierę nie mogli liczyć, więc próbowali sił w nowej grze. Nitr0 jednak złamał ten stereotyp i zdecydował się na odważny ruch.

Robert Lewandowski i Cristiano RonaldoPoznaliśmy najlepszych piłkarzy roku FIFA 22. Brakuje jednego nazwiska

Karierę Cannelli w Valorancie najlepiej opisuje jego decyzja powrotu do CS:GO sprzed kilku dni. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że Amerykanin pewne sukcesy zdążył osiągnąć. Zagrał na prestiżowym Masters w Berlinie, gdzie dotarł do półfinału. Otarł się również o awans na mistrzostwa świata. Ostatecznie jednak CS:GO wygrało w jego wewnętrznej walce.

Głośnym powrotem był również transfer Timothy’ego „autimatic" Ta. 25-latek w Valorancie spędził niecały rok. Jego sukcesy były jednak znacznie mniejsze, a wręcz tak małe, że nie ma sensu o nich wspominać. Amerykanin więc zdecydował się powrócić do CS:GO, dołączając do Evil Geniuses.

Gracze uciekali do Valoranta po większe pieniądze, czy też szansę na większą karierę na dopiero co rodzącej się scenie. Po kilku miesiącach mogli jednak dojść do wniosku, że droga na szczyt nie jest taka łatwa, a bycie dobrym w CS:GO niekoniecznie przełoży się na dominację w teoretycznie mniej rozwiniętej grze strzeleckiej. 

Oleksandr 's1mple' Kostyliev podczas meczu ćwierćfinałowego PGL Major Stockholm.Znany gracz krytykuje brazylijski zespół. "Mogą wygrać jeden mecz, ale nic więcej"

Ameryka się odradza

Oba te transfery to sygnał dla amerykańskiej sceny CSa, która od 2020 roku przeżywała ogromny kryzys. Wielu graczy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady zdecydowało się bowiem na kontynuowanie swojej kariery w Valorancie. Ten exodus wyciął niemal wszystkie amerykańskie drużyny w CS:GO, a te które przetrwały, ratowały się przeprowadzką do europejskich rozgrywek.

Obecnie można odnieść wrażenie, że upadek amerykańskiego CSa znacznie wyhamował. Świadczą o tym nie tylko powroty, ale także chociażby odważne inwestycje Evil Geniuses, które 2021 rok nie zaliczyło do udanych i można było się obawiać, że organizacja zakończy współpracę z tą dywizją. Z pieniędzmi do Stanów powróciło także Complexity, które w ostatnich latach inwestowało w europejskich zawodników.

W Europie również doszło do kilku powrotów. Był wspomniany wcześniej draken, ale również Nathan „NBK" Schmitt. Francuz w lecie 2021 roku robił przymiarki do kontynuowania kariery w Valorancie. Ostatecznie Schmitt nawet nie zadebiutował, co więcej, porzucił ten pomysł i wrócił do CS:GO. Niewiadoma jest również przyszłość jego rodaka – Kenny’ego „KennyS" Schruba, który również zastanawiał się nad zmianą gry. W grudniu wziął jednak udział w turnieju CS:GO – IEM Winter.

Więcej treści esportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

CS:GO nadal żyje

Wieści o śmierci CS:GO okazały się przedwczesne. Gra od Valve nadal świetnie się trzyma, a pule nagród turniejów wciąż rosną, tak jak i oglądalność rozgrywek. Valorant robi wszystko, co może, by przyciągnąć widzów, ale wszystko wskazuje na to, że ostatecznie obie te gry będą mogły jednocześnie rozwijać się w swoim tempie.

Bjergsen w barwach Teamu LiquidProblemy amerykańskiej organizacji esportowej. Koronawirus komplikuje sytuację

Więcej o: