Największy transferowy zawód ekstraklasy. Błąd za błędem. Wisła Kraków ma problem

Piotr Majchrzak
Wisła Kraków wpadła w pierwszy duży kryzys za kadencji Adriana Guli. Wiślacy przegrali pięć meczów ligowych w tym sezonie, choć niemal w każdym potrafili zdominować rywali. Rywale wykorzystują jednak każde niedociągnięcie, a Wiślacy tracą przeraźliwie głupie bramki. Największym zawodem są za to kolejne kuriozalne błędy Pawła Kieszka.

Wisła Kraków przegrała trzy ostatnie spotkania w ekstraklasie, a drużyna Adriana Guli ewidentnie wpadła w pierwszy poważny kryzys. Biała Gwiazda, która po szóstej kolejce i po pokonaniu Legii Warszawa 1:0 zajmowała trzecie miejsce, teraz po kolejnych porażkach pikuje w tabeli i jest dopiero 13. Seria porażek od razu przyciąga wspomnienia do sezonu 2019/2020, gdy Wiślacy przegrali aż 10 spotkań z rzędu i do końca walczyli o utrzymanie. Teraz Wisła Kraków powinna być jednak w zupełnie innym miejscu. Klub poważnie wzmocnił się w letnim oknie transferowym. Zatrudnił dobrego trenera z dużo poważniejszej ligi, dobrego dyrektora sportowego i kilku piłkarzy, którzy nawet już w tym sezonie pokazywali wysoką jakość. Dlaczego więc Wisła Kraków zaczęła znowu seryjnie przegrywać?

Zobacz wideo Piotr Obidziński wskazał swój największy błąd w Wiśle Kraków

Wiślacy łamią się mentalnie. Sprawdza się najgorszy scenariusz?

Gdy czytaliśmy o Adrianie Guli i jego ostatniej pracy w Victorii Pilzno można było dowiedzieć się, że szkoleniowiec bardzo lubi ofensywny styl gry, czasami nawet przedkłada go nad grę defensywną, a zachwiany balans gry nie jest dla niego żadnym problemem. Jak mecz zakończy się wynikiem 3:2, to znaczy, że było to dobre spotkanie. Tylko można odnieść wrażenie, że zaimplementowanie tego stylu gry w Wiśle na razie wychodzi tylko połowicznie. Można się też zastanawiać, czy nie sprawdza się najgorszy możliwy scenariusz i czy Wisła ma już na tyle dobrych piłkarzy, by grać tak, jak chce tego Gul'a. Dlaczego?

Wisła Kraków praktycznie każde spotkanie w lidze rozpoczynała od szalonych, frontalnych ataków na rywali. Pierwsze 10-15 minut gry Wiślaków jest wręcz spektakularne. W ostatnim meczu z Piastem drużyna Waldemara Fornalika właściwie nie miała nawet piłki. Tylko że największym problemem Wisły jest to, że choć potrafi zdominować rywala, to nie bombarduje jego bramki strzałami. I tej wielkiej przewagi nie jest w stanie przełożyć na gole. Wiśle brakuje pomysłu jak sfinalizować akcje. Gra wygląda świetnie, ale tylko do linii pola karnego. Potem brakuje wizji, jak wejść w szesnastkę. A kluczowe jest to, że zespół nie jest w stanie utrzymać rytmu takiego grania dłużej niż 15 minut na połowę. - Nie mamy wyniku. Ważne jest w tym też to, jak gramy. Ekstraklasa to wciąż maraton i jeśli będziemy grać dobrą piłkę i będziemy mieć dużo sytuacji, które zaczniemy wykorzystywać, to przyniesie to też wyniki - mówił Gul'a po ostatnim meczu. 

Zawodzi też ulubieniec trenera Michal Skvarka, który miał być rozwiązaniem tych problemów. I był, ale tylko w meczu z Górnikiem Łęczna (3:1), a z każdym kolejnym meczem gasł. Efekt jest przytłaczający: Wisła od trzech meczów nie strzeliła gola, a straciła aż siedem. 

Najlepsi obrońcy w grze FIFA 22. Lider mógł być tylko jeden. Prawdziwa skałaNajlepsi obrońcy w grze FIFA 22. Lider mógł być tylko jeden. Prawdziwa skała

 - Wiedzieliśmy, że Wisła nas mocno zaatakuje, musieliśmy przetrwać pierwsze minuty, a potem wiedzieliśmy, że będziemy mieli swoje okazje - mówili piłkarze Lechii Gdańsk po spotkaniu zakończonym wynikiem (2:2). I to jest chyba najlepsze podsumowanie Wisły Kraków w tym sezonie.

Gdy Wiślacy nie strzelają szybko bramki, przychodzi okres irytacji, znużenia i jakiegoś rozprężenia. Rywal wykorzystuje któryś z kontrataków, bo drużyna Guli nie należy do najlepiej zorganizowanych w środku pola. Zarówno Patryk Plewka, jak i Giorgij Żukow, którzy grają na pozycji numer "8" nie dają zespołowi odpowiednio dużo. O ile Plewka jest kluczowy w zamykaniu stref i lepiej zabezpiecza drużynę, to Żukow jest z kolei lepszy w grze do przodu, ale cierpi na tym defensywa i rywale często wykorzystują dziury w środku pola.

Trenerzy z ekstraklasy zaskakują Adriana Gulę

Adrian Gul'a jest pewny swojej wizji. Chce, żeby Wisła Kraków grała ofensywną, ładną piłkę. Żeby to jego drużyna narzucała rywalom styl gry i potem ich punktowała. Tylko że nie ma co ukrywać, że to najtrudniejszy ze wszystkich sposobów grania. Trudniejszy o tyle, że w Polsce nie ma piłkarzy o tak bardzo wysokich umiejętnościach, by byli w stanie "rozklepywać" rywali dobrze organizujących swoją grę w defensywie i będą zaskakiwać rywali, wykorzystując ofensywne zapędy Wisły i brak organizacji w tyłach. Tak, jak było to w przypadku choćby Lechii Gdańsk, Pogoni Szczecin czy Piasta Gliwice w pierwszych 30 minutach meczu. A najlepiej było to widoczne w meczu z rozpędzonym Lechem. Tam Wisła też wyszła grać wysoko i ofensywnie i szybko się przekonała, jak będzie to bolesne doświadczenie. 

Kolejny sukces Kacpra Kozłowskiego. Znalazł się wśród znakomitych piłkarzyLiverpool chce reprezentanta Polski. To byłaby prawdziwa sensacja. "Przygotowuje umowę"

Słowacki szkoleniowiec w rozmowie z "Łączy nas Pasja" sam przyznał, że nie jest typem trenera, który ogląda wszystkie mecze rywali po kilka razy, bo woli się skupiać na swojej drużynie, a odpowiednią pigułkę informacji na temat rywali przekazują mu analitycy. Tylko że polska piłka jest dość specyficzna i trzeba się jej nauczyć, a po pierwszych 10 kolejkach tego sezonu widać, że trenerzy rywali doskonale przeczytali Wisłę i wiedzą jak ją zneutralizować. A widać też, że Guli brakuje nieco znajomości polskiej ekstraklasy. Na razie to on jest zaskakiwany przez rywali, a nie na odwrót. Wisła zaś w ostatnich meczach zaczęła bić głową w mur. Z Lechem oddała 0 celnych strzałów, z Pogonią trzy, a z Piastem cztery. Choć tu już widać było pewną modyfikację gry, bo o ile Pogoń kompletnie wyłączyła z gry Mahdiouiego, to Piast chciał robić to samo, ale wtedy bardziej w rozgrywanie angażował się schodzący niżej Skvarka. 

Szkoleniowiec Wisły Kraków potrzebuje jednak czasu i w klubie dobrze o tym wiedzą. Współwłaściciel klubu Jarosław Królewski po każdym meczu podkreśla, że celem Wisły na ten sezon jest spokojne utrzymanie w lidze i zajęcia miejsce w okolicy połowy tabeli, a wszystko, co powyżej byłoby wielkim sukcesem. Ostatnie czego teraz potrzebowałaby Wisła to kolejne bezsensowne ruchy i zwalnianie trenerów. Wszak Adrian Gul'a w dotychczasowej karierze pokazywał, że potrafi budować kluby i piłkarzy, ale potrzebuje na to czasu.

Zmiana systemu mogłaby pomóc

Adrian Gul'a od początku sezonu ma problem nie tylko z pozycją numer "8", ale także z lewym skrzydłem. Grali już na nim Piotr Starzyński, Dor Hugi, Mateusz Młyński, Stefan Savić i napastnik Jan Kliment. Żaden z nich nie dawał jednak odpowiedniej jakości. Zarówno w grze ofensywnej, jak i w defensywie. Bo jeśli chodzi o liczby to najlepiej wypada tu Dor Hugi, który ma niezwykłą umiejętność notowania asyst (w tym sezonie już trzy na 217 minut gry), co pokazał choćby w lidze austriackiej.

Warto się jednak zastanowić, czy lepszym rozwiązaniem dla Wisły Kraków nie byłaby gra na trzech stoperów i coś w rodzaju ustawienia 3-4-2-1, Wisła stara się grać bardzo wysoko i często dochodzi do pojedynków biegowych stoperów z szybkimi napastnikami, a nie ma co ukrywać, ze zarówno Frydrych, jak i Szota nie wydają się być demonami prędkości. Tym bardziej dziwi fakt, że szans u Guli nie dostaje zdrowy już stoper Adi Mehremić, który w poprzednim sezonie pokazał, że jest jednym z najszybszych piłkarzy w lidze, a potrafi też posłać otwierające podanie do pomocników, czym mógłby odciążyć Aschrafa el Mahdiouiego.

Największy zawód letnich transferów

W tym sezonie w Wiśle Kraków broniło już trzech bramkarzy. Sezon zaczynał Mateusz Lis, który był niezwykle pewnym punktem drużyny, ale już wcześniej było pewne, że latem wyjedzie do zagranicznej ligi. Potem w bramce pojawił się wielki talent - Mikołaj Biegański. I choć bramkarz wielokrotnie ratował Wisłę w meczach np. z Napoli czy Termaliką, to popełniał też błędy wynikające z braku doświadczenia i trenerzy zdecydowali się sprowadzić doświadczonego, 37-letniego Pawła Kieszka, który miał wprowadzić do drużyny sporo doświadczenia i spokoju. Tyle że on też popełnia błąd za błędem i trudno odnieść wrażenie, by pomagał klubowi. Kieszek zaliczył już dwie spektakularne, wręcz kuriozalne wpadki, które obiegły internet (z Lechem Poznań przy strzale Amarala i z Piastem Gliwice, gdy nie złapał piłki, wyleciał poza pole karne, rywal umieścił piłkę w bramce.

Ba, kilka minut przed golem Kieszek też zaliczył niepewną interwencję, gdy położył się na murawie jeszcze zanim piłką znalazła się w jego pobliżu, a że lekko skręciła na murawie, to było blisko zaskoczenia bramkarza i powtórzenia sytuacji z meczu z Lechem. Dyskusyjny był także gol dla Lechii Gdańsk z rzutu wolnego, gdy Ilkay Durmus kopnął piłkę niezbyt mocno, a ta i tak wpadła do bramki. Tutaj można było mieć wątpliwości co do ustawienia Kieszka i czasu reakcji potrzebnej do zabrania się do interwencji. Zatem jeśli 37-letni bramkarz również popełnia szkolne błędy, to po prostu lepiej dać szansę i stawiać na 19-latka, który pokazał, że bronić potrafi, ale brakuje mu ogrania w ekstraklasie.

Więcej o: