Nie chcą stracić kolejnych miliardów, dogadują się z rządem. "Cały czas się boimy"

- Jesteśmy naprawdę miło zaskoczeni, że to nie są mrzonki i zaczynamy z rządem rozmawiać o konkretach - mówi Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness, której przedstawiciele mieli w tym tygodniu spotkanie w NFZ na temat zmian w funkcjonowaniu branży fitness, która cały czas obawia się kolejnego lockdownu.

Łącznie 11 miesięcy. Tyle dla siłowni i klubów fitness trwały dwa lockdowny. - Wygenerowały one 6 miliardów straty. Tego już nikt nie cofnie. To jest i będzie nas prześladować, bo niestety w wielu przypadkach tych strat już po prostu nie da się odrobić. Ale my nie chcemy być już branżą, która marudzi. Chcemy wyciągać wnioski. Oficjalnie iść w kierunku nie tylko sportowym, ale też medyczno-sportowym - mówił kilka dni temu Tomasz Napiórkowski, prezes Polskiej Federacji Fitness, która właśnie wychodzi z kolejnego lockdownu i obiera kierunek prozdrowotny. Ma już nawet przygotowany program - "Fitness na receptę". Jego idea w skrócie opiera się na tym, by jak najszybciej przekształcić siłownie i kluby fitness w miejsca, które będą też spełniały wymogi placówek fizjoterapeutycznych i rehabilitacyjnych. - My naprawdę możemy odkorkować państwową służbę zdrowia. Ale tutaj musi być do tego dobra wola z obu stron - tłumaczył Napiórkowski.

Zobacz wideo Niesamowite emocje przy ringu! Kulisy walki Szpilka vs Różański

"Linette uśmiechnęła się z niedowierzaniem". Dwa obrazki symbolami zwycięstwa nad liderką WTA

Branża fitness obawia się kolejnego lockdownu

I wygląda na to, że ta dobra wola jest, bo we wtorek przedstawiciele branży fitness spotkali się z Anną Miszczak, która w NFZ pełni funkcję dyrektora Departamentu Systemu Zdrowia. - To było bardzo konstruktywne spotkanie. Wiadomo, że przed nami jeszcze sporo formalności do załatwienia, ale jesteśmy naprawdę miło zaskoczeni, że ze strony rządu nie widzimy na ten moment żadnych przeszkód. Na spotkaniu dowiedzieliśmy się np., że w przypadku konkursów i przetargów, które oczywiście muszą w takich wypadkach być organizowane, jako branża mamy jedną naprawdę bardzo mocną stronę. A tą stroną jest cena, która może być mocno konkurencyjna na rynku medycznym, bo dla nas to jest tylko dodatek do działalności, a nie tzw. must have - tłumaczy Napiórkowski.

Siłownie i kluby fitness myślą o tym, by zmienić profil swojej działalności też dlatego, że obawiają się kolejnego lockdownu, a co za tym idzie: kolejnych strat idących w miliardy złotych. - Gdybym dzisiaj miał obstawiać, to obstawiłbym, że jesienią on nas czeka. I coś czuję, że niestety bym wygrał, co wcale mnie nie cieszy. Może ktoś powie, że jestem pesymistą, ale wolę się pozytywnie zaskoczyć niż niemiło rozczarować. Tym bardziej że wiele osób o tym trzecim lockdownie cały czas mówi. Zbyt wiele, by się go nie bać i nie próbować już teraz na niego reagować - zauważa Napiórkowski.

US Open 2015. Magda Linette i Agnieszka Radwańska po meczuMagda Linette przebiła Igę Świątek. Życiowy sukces, którego nikt się nie spodziewał

"Zaczynamy z rządem rozmawiać o konkretach"

I branża fitness reaguje. - Jesteśmy naprawdę miło zaskoczeni, że to nie są mrzonki i zaczynamy z rządem rozmawiać o konkretach. W najbliższych tygodniach będziemy ustalać taryfikatory usług i dalej przekształcać nasze kluby w stronę placówek spełniających wymogi fizjoterapii i rehabilitacji. Do tego na wtorkowym spotkaniu w NFZ dowiedzieliśmy się, że warto byłoby porozmawiać też z Ministerstwem Zdrowia o rozszerzeniu tzw. gwarantowanych świadczeń socjalnych, bo dzisiaj nie ma u nas profilaktyki obejmującej aktywność fizyczną. A przecież mogłaby być. To pomogłoby finansowo nie tylko nam, ale także państwu. Bo my niestety wciąż nie za bardzo zdajemy sobie sprawę, jak zdają sobie w wielu innych państwach - np. w Szwecji, Niemczech, Francji czy USA - że profilaktyka opłaca się dużo bardziej niż samo leczenie choćby otyłości i chorób jej towarzyszących. Nie jesteśmy za bardzo świadomi, ile wszystkie firmy i budżet państwa, czyli de facto nas samych, kosztują później nieobecności w pracy, które notują osoby chore będące na zwolnieniach - tłumaczy Napiórkowski.

Po raz kolejny jednak dodaje, że to wszystko na szczęście zaczyna nabierać tempa - Ruszamy z kopyta. 17 czerwca w hotelu Hilton w Warszawie mamy kongres branży fitness, na który już teraz serdecznie zapraszam. Tam podamy więcej szczegółów i będziemy między sobą rozmawiać. Dalej rozmawiać, bo my nie jesteśmy branżą, która teraz siedzi z założonymi rękami i cieszy się, że rząd poluzował obostrzenia i znowu pozwolił nam funkcjonować. Musimy się zabezpieczyć na przyszłość, która wcale nie rysuje się tak dobrze, jak niektórym się może wydawać. Nas już nie stać na kolejny lockdown. Stać nas na to, by funkcjonować w surowym reżimie sanitarnym, ale trzeba się na to przygotować. Razem z rządem, bo sami tego nie udźwigniemy - kończy.