Wielki skandal w Formule 1. Wg przepisów Verstappen może stracić tytuł MŚ

Karol Górka
Media w piątek ujawniły "aferę budżetową" w Formule 1. Dwa zespoły miały przekroczyć limit budżetowy, z czego jeden w "znaczny" sposób. Jeśli te doniesienia się ostatecznie potwierdzą, przed FIA kluczowa decyzja - czy limity budżetowe będą traktowanie poważnie, czy już przy pierwszym poważnym kryzysie zostaną zmarginalizowane.

Pierwsze głosy dotyczące możliwego przekroczenia limitów budżetowych w Formule 1 pojawiały się już w ubiegłym roku. Wówczas ludzie z otoczenia Mercedesa sugerowali, że Red Bull mógł przekroczyć limit budżetowy, dzięki czemu do końca sezonu byli w stanie tworzyć poprawki do swojego bolidu, by Max Verstappen mógł walczyć o tytuł mistrza świata. Ostatecznie został mistrzem po jednym z najbardziej kontrowersyjnych wyścigów w historii Formuły 1.

Zobacz wideo Hit! Wojciech Szczęsny żartuje z Garetha Bale'a: Nie chcę psuć sobie relacji

Wówczas opinie osób z Mercedesa traktowano z przymrużeniem oka. Bomba wybuchła w piątek, gdy jednocześnie "Auto Motor und Sport" i "La Gazzetta dello Sport" poinformowały, że dwa zespoły przekroczyły limit budżetowy w 2021 roku. Jak podkreślono, jeden z zespołów "znacznie" przeoczył limit, drugi "nieznacznie".

screen twitter F1Chwile grozy w F1. Bolid w ogniu [WIDEO]

Co konkretnie ukrywa się za określeniami "znacznie" i "nieznacznie"? W ubiegłym sezonie limit budżetowy wynosił 147,4 mln dolarów. Zgodnie z zapisami regulaminowymi "nieznaczne" przekroczenie tego limitu to jego przekroczenie o maksymalnie 5 procent, czyli niespełna 7,4 mln dolarów. Analogicznie, znaczne przekroczenie limitu to kwota wyższa niż podane wyżej prawie 7,4 mln dolarów.

"Znaczne" przekroczenie limitu dało tytuł mistrza świata Verstappena?

Według nieoficjalnych doniesień limit budżetowy miał zostać przekroczony przez Red Bulla i Astona Martina. Co oczywiste, najwięcej zainteresowania budzi sytuacja Red Bulla, który zdobył w ubiegłym roku tytuł w klasyfikacji kierowców. Interesujący jest również fakt, że nie można jednocześnie stwierdzić, jakiej kary mógłby spodziewać się austriacki zespół w przypadku potwierdzenia "znacznego" przekroczenia limitu.

Zgodnie z regulaminem najłagodniejszą karą mogłoby być odjęcie punktów z klasyfikacji konstruktorów lub ograniczenie testów na torze i testów aerodynamicznych. Trudno jednak uwierzyć, by Mercedes czy Ferrari przeszły obojętnie obok takiej kary, szczególnie biorąc pod uwagę słowa ludzi z niemieckiego zespołu. Ich zdaniem dodatkowe pięć milionów euro przekłada się nawet na pół sekundy na torze.

W przepisach znajdują się także znacznie surowsze kary za to przewinienie, wliczając w to odjęcie punktów z klasyfikacji kierowców, zawieszenie w jednym lub kilku weekendach wyścigowych czy nawet wykluczenie z mistrzostw świata. Trzeba być jednak naiwnym, by liczyć, że FIA podejmie decyzję o odjęciu punktów Maxowi Verstappenowi, co miałoby odebrać mu tytuł mistrzowski zdobyty przed rokiem, czy o wykluczeniu Red Bulla z mistrzostw świata.

Michael Schumacher w Poznaniu w 2007 r.Michael Schumacher przepadł za murem. "Płacze, gdy jest przewracany na bok"

Red Bull jest pewny swego. "Wątpliwości uda się wyjaśnić"

Sytuacja jest o tyle ciekawa, że Red Bull uważa, że nie ma tematu przekroczenia przez nich limitu budżetowego. Christian Horner, szef ekipy, w rozmowach z dziennikarzami zapewniał, że ich zgłoszenie było prawidłowe, a cała sprawa jest efektem "niedojrzałości całego procesu" weryfikacji limitów budżetowych. Brytyjczyk jest pewien, że jego zespół dopełnił wszelkich formalności, a ewentualne wątpliwości uda się wyjaśnić.

- To zupełnie nowy zestaw przepisów, do tego bardzo skomplikowanych przepisów. Dlatego sposób interpretacji lub stosowania przepisów będzie subiektywny między różnymi zespołami. Jestem pewien, że z biegiem lat wszystko zostanie uporządkowane. Na razie jesteśmy jednak pewni naszego zgłoszenia - podkreślił Horner w rozmowie ze Sky Sports.

Jeśli jednak informacje mediów się potwierdzą, można spodziewać się, że Red Bull będzie miał znacznie obniżony budżet w kolejnym sezonie, by zrekompensować ewentualne zyski ekipy w poprzednim i obecnym sezonie. Tym bardziej że już w padoku pojawiają się pierwsze głosy, że nie dość, że przekroczony limit w 2021 roku mógł wpłynąć na dobry start Red Bulla w aktualnym sezonie, to austriacki zespół także w tym roku jest podejrzewany przez rywali o przekroczenie limitu.

Kluczowy test dla FIA

Taka kara wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. FIA w ostatnich latach udowodniła, że nie chce iść z zespołami na wojnę, a raczej kompromisowo rozwiązywać wszelkie afery. Tak jak w 2019 roku, gdy odkryto, że Ferrari w nielegalny sposób poprawiło moc swojego silnika. Do dziś nie ujawniano, w jaki sposób oszukiwał włoski zespół, jednak "w ramach kary" podpisano tajne porozumienie, w którym Ferrari zobowiązało się do usunięcia nielegalnego wspomagania, co w znaczący sposób odbiło się na wynikach zespołu.

Przed FIA więc bardzo ważny sprawdzian. Wprowadzone od 2021 roku limity budżetowe już w pierwszym sezonie ich obowiązywania przyniosły poważny kryzys. Decyzja dotycząca ew. kary dla zespołów, które przekroczyły limit, da jasną deklarację, jak poważnie traktowane będzie w kolejnych latach przekraczanie limitu. Jeśli kara będzie zbyt łagodna, nikt nie będzie respektował zapisanych kwot. Na decyzję wcale nie będziemy musieli długo czekać - spodziewana jest już podczas GP Japonii za tydzień.

Więcej o: