Itas Trentino to jeden z najbardziej utytułowanych siatkarskich klubów w Europie. Na swoim koncie ma cztery zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Po raz ostatni w tych rozgrywkach triumfował dwa lata temu po zwycięstwie 3:0 z Jastrzębskim Węglem. W zeszłym sezonie zdobył za to szóste w historii mistrzostwo Włoch. Obecne rozgrywki okazały się jednak dla siatkarzy z Trydentu kompletną katastrofą.
Zespół prowadzony przez Marcelo Mendeza w teorii znów powinien bić się o najwyższe cele. W Lidze Mistrzów odpadł jednak już w 1/8 finału. Zadecydował o tym złoty set w konfrontacji z Projektem Warszawa. Z kolei w lidze włoskiej w fazie zasadniczej Itas zajął wysokie trzecie miejsce. Mimo to w ogóle nie zakwalifikował się do europejskich pucharów. Jak to możliwe?
O wszystkim zadecydowały play-offy. A w nich siatkarz Itasu okazali się słabsi w ćwierćfinale od Lube Civitanovy. Przegrali 0:3 i 1:3. Pozostała im więc jedynie walka o miejsca 5-10. O ile, w starciu z Monzą sobie prowadzili (dwa razy wygrali po 3:0), o tyle z Valsą Group Modena już nie. U siebie przegrali 0:3, a we wtorkowym rewanżu 1:3. Wobec tego na koniec sezonu zajęli szóste miejsce w lidze. A to oznacza, że w kolejnych rozgrywkach nie wystąpią ani w Lidze Mistrzów, ani w Pucharze CEV.
Zobacz też: Tymi słowami Kubiak rozpętał burzę. Jest odpowiedź z Rosji
Dla zespołu z Trydentu to oczywiście gigantyczne rozczarowanie. Gdzie można upatrywać przyczyn tej katastrofy? W dużej mierze wpływ na nią miały kontuzje. W play-offach Itas musiał radzić sobie bez kilku gwiazd. Z powodów zdrowotnych pauzowali Theo Faure, Alessandro Michieletto czy Jordi Ramon. Na domiar złego na ostatni mecz ze składu wypadł Alessandro Bristot. Rezerwowi zaś w kluczowych meczach nie udźwignęli presji.
Po raz ostatni Itasu Trentino w europejskich pucharach nie oglądaliśmy w sezonie 2007/2008. Od tamtej pory za każdym razem grał albo w Lidze Mistrzów, albo w Pucharze CEV. Jak poinformował Jakub Balcerzak, klub w tej sytuacji będzie starał się o "dziką kartę", jeżeli oczywiście takie będą przyznawane.