Justyna Kowalczyk-Tekieli przed laty zachwycała nas na trasach biegowych całego świata. Zdobyła mnóstwo medali najważniejszych imprez. Najcenniejsze są rzecz jasna krążki olimpijskie. Dwukrotnie sięgnęła po złoto, raz po srebro i dwa razy po brąz. Zachwycała także w Pucharze Świata - cztery razy zgarniała kryształową kulę dla najlepszej zawodniczki sezonu. W 2020 roku jej mężem został Kacper Tekieli, doświadczony alpinista.
Kacper Tekieli zaraził małżonkę swoją pasję, często wybierali się razem w góry. W 2023 roku miał ambitny cel - chciał zdobyć wszystkie czterotysięczniki alpejskie. Niestety podczas zejścia z Jungfrau (4158 m n.p.m.) został porwany przez lawinę. Jego ciało znaleziono następnego dnia.
W sieci opublikowano fragment rozmowy "Oko w oko" Jacka Kurowskiego z Justyną Kowalczyk-Tekieli. Legenda polskiego sportu została zapytana o to, czy ma żal do losu po tym, co się wydarzyło w Szwajcarii.
- Nie. Mam w sobie bardzo dużo pokory budowanej przez całe życie - odpowiedziała.
Kowalczyk-Tekieli przyznaje wprost, że etap wstrząsu dla niej minął i wraz z synkiem Hugo żyje jej się dobrze. - Życie toczy się dalej. Mam małego synka, który potrzebuje uśmiechu, szczęścia, wesołej mamy, więc staramy się żyć najlepiej, jak potrafimy. Blizny się pojawiają jak wszędzie - dodała.
Przyznała, że po wypadku do tej pory wiele osób wciąż do niej pisze. To są ludzie, którzy także stracili bliskie osoby - w różnych okolicznościach. Ból naszej mistrzyni pozwolił trochę oswoić fakt, że podobne dramaty dotykają wielu ludzi, ale i tak smutek pozostaje na zawsze.
- Ja też dostałam ogromne wsparcie od kobiet, które wcześniej przeżyły wielkie tragedie, na przykład po katastrofie smoleńskiej. One również musiały się z tym zmierzyć - powiedziała Kowalczyk-Tekieli.
Była biegaczka narciarska wypowiedziała się także o samej wspinaczce. Podkreśliła wprost, że to bardzo niebezpieczny sport.
- Bardzo niepokorne byłoby myśleć, że mnie to musi ominąć, zwłaszcza w profesji, którą uprawiał mój mąż. Ryzyko w tej profesji jest duże. No i trafiło na niego, co jest ogromną tragedią. Jednak się wydarzyło - oceniła.
Na góry natomiast się nie obraziła. Mówi, że one niczemu nie zawiniły. Nadal lubi góry, ale oczywiście nie robi takich rzeczy, które wykonywała wspólnie z mężem. Jak natomiast oceniłaby samą siebie w obecnym momencie życia?
- Niedawno usłyszałam takie zdanie, że jestem osobą, która przeszła wiele pożarów i widać, że wyszła z nich obronną ręką. Chyba jest to zdanie, które najbardziej w tym momencie trafia do mnie. Rzeczywiście przeszłam ogromne pożary i na dzień dzisiejszy powiem, że wyszłam z nich obronną ręką. Czuję się spokojnie, dobrze, a na co dzień staram się czerpać z życia ile potrafię - zakończyła.