Polska zadziwia na ME! "Byliśmy głęboko w...". A teraz? Ależ przemiana

Łukasz Jachimiak
Polscy szczypiorniści grali w szachy, a teraz grają w szachy błyskawiczne. - Każdy z nas ma przygotowanych 20 zagrywek, a do każdej są cztery warianty. Czyli robi się 80 opcji - opowiada Michał Daszek. - Mam nadzieję, że w końcu zaczęliśmy grać tak, jak nam się marzyło - dodaje jeden z liderów kadry. We wtorek mecz z Niemcami o wygranie grupy D na mistrzostwach Europy. Relacja na żywo na Sport.pl o godz. 18.

Polska - Austria 36:31 i Polska - Białoruś 29:20: oto wyniki naszej kadry osiągnięte w Bratysławie. We wtorek w stolicy Słowacji zagramy ostatni mecz w grupie D. O pierwsze miejsce zagramy z Niemcami, którzy również pokonali Austriaków i Białorusinów.

Zobacz wideo Nasz człowiek w Barcelonie i PSG. Syprzak: Zostałem rzucony na głęboką wodę

Stawka jest duża, bo wynik tego meczu zabierzemy ze sobą do kolejnej fazy mistrzostw. W niej zagramy z dwiema najlepszymi drużynami grupy E i dwie najlepszymi ekipami grupy F - najpewniej z Hiszpanią, Szwecją oraz Rosją i Norwegią. Z nowej, sześciozespołowej grupy, wyłonieni zostaną dwaj półfinaliści. A dwaj kolejni wyjdą z grupy, którą stworzą najlepsze drużyny z grup A, B oraz C.

Bratysława, 16.01.2022. Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Mecz Polska - BiałoruśTak wygląda tabela "polskiej" grupy na ME. Kluczowy mecz z Niemcami

Po świetnym początku mistrzostw marzy nam się, że kadra prowadzona przez Patryka Rombla powalczy z najlepszymi. Czy to możliwe? Pytamy Michała Daszka. 29-latek z Wisły Płock gra w reprezentacji już od 2013 roku. Teraz jest jednym z liderów drużyny. W meczach z Austrią i Białorusią rzucił po sześć bramek (6/7 z Austrią i 6/8 z Białorusią), w obu świetnie napędzał ofensywę Polaków.

Łukasz Jachimiak: Przez lata było wygrywanie "na luzie jedną", a teraz jest "na luzie kilkoma". Jesteście zaskoczeni, że z Austrią i Białorusią wygraliście tak pewnie? Tylko szczerze proszę!

Michał Daszek: Za nami dwa najłatwiejsze i jednocześnie najtrudniejsze mecze. Wiedzieliśmy, że bardzo dużo może nam dać udany pierwszy mecz. I tak jest. Udało nam się odciąć od problemów z covidem, od całego zamieszania. Bardzo dużo dało to, że w okresie przygotowawczym wzięło udział aż 35 zawodników. U nas kluczowa jest wymienność, bo jak ktoś wypada ze składu, to po prostu wchodzi ktoś inny też z jakością. Mam nadzieję, że w końcu zaczęliśmy grać tak, jak nam się marzyło. Mamy drugą fazę mistrzostw, nie mamy nic do stracenia i wierzymy, że taka perspektywa podziała na nas jeszcze lepiej.

Selekcjoner reprezentacji Polski w piłce ręcznej Patryk Rombel podczas meczu z Niemcami "Ten zespół stać na wszystko". Czy Polska może być czarnym koniem ME piłkarzy ręcznych?

Mówisz, że za wami dwa najłatwiejsze i zarazem najtrudniejsze mecze i dokładnie tak samo mówił przed startem mistrzostw Sławomir Szmal. Wiceprezes ZPRP wierzył, że możecie być czarnym koniem, ale podkreślał, że trudnym testem dla was będą mecze w roli faworytów z Austrią i Białorusią. Czyli dotąd musieliście, a teraz już tylko możecie?

- Presja z nas zeszła. Mogło tak być, że te mecze przegramy. Ale wygraliśmy je i przez cały czas oba kontrolowaliśmy. To pokazuje, że nasz zespół dojrzał. Ale za nami dopiero dwa mecze i chociaż w pierwszym pokazaliśmy się bardzo fajnie w ataku, a w drugim świetnie w obronie, to jeszcze wszystko przed nami. Z Niemcami już nie będziemy faworytem. Ale w przeszłości gra w takiej roli nam służyła i mam nadzieję, że teraz też tak będzie.

Prawie trzy lata temu Patryk Rombel zaczął swoją trenerską kadencję w kadrze od dwumeczu z Niemcami w eliminacjach ME 2020. Wtedy byliście bez szans. Dziś mówisz ostrożnie, że nie jesteście faworytami, a mi się wydaje, że szanse są 50 na 50. Zresztą, ostatni mecz z nimi - na ubiegłorocznych MŚ w Egipcie - zremisowaliście.

- Powinniśmy tamten mecz wygrać. Teraz to już będzie inna historia. Oni mają inny zespół, my też, bo mamy lekkie braki kadrowe. Ale to mniej istotne. Ważne, że ten pierwszy mecz z Niemcami, na starcie kadencji Patryka Rombla, był dla nas chyba najtrudniejszy ze wszystkich. My się wtedy uczyliśmy nowego systemu gry. Teraz, po kilku latach trudnej drogi, widzimy, że ona może nas poprowadzić ku kilku niespodziankom już na tym turnieju.

To była droga przez mękę. Remisowaliście z Kosowem, a chwilę przed przyjściem trenera Rombla przegrywaliście z Izraelem. Aż trudno uwierzyć, gdy się teraz słucha, jak trener mistrzów Europy Hiszpanów mówi, że Polskę stać na wszystko.

- Tak, byliśmy głęboko w... wiadomo gdzie. Spadliśmy tak nisko, że niżej się nie dało. Długo trener szukał odpowiednich osób do tego systemu grania. Nie każdy sobie z tym systemem radzi, a niektórzy potrzebują nawet kilkunastu meczów, żeby się zaadaptować. My, zawodnicy z Płocka i zawodnicy z Kielc, mamy trochę łatwiej, bo tak samo gramy w swoich klubach. Ale tylko my nie jesteśmy w stanie stworzyć 16-osobowej reprezentacji. Dlatego musieliśmy poczekać aż wszyscy zawodnicy wejdą w system. Wpadki z Izraelem i Kosowem bolały. Ale chociaż to był bolesny krok do tyłu, to był potrzebny. Bo pozwolił zrobić dwa kroki do przodu. Uważam, że takich wpadek już nie będzie. Już jesteśmy w innym miejscu.

Wytłumaczysz założenia systemu, którym gracie? Widać, że biegacie jak króliczki Duracella. Jesteście strasznie nabuzowani. Tak szybko nasza kadra nigdy nie grała.

- Zacznę od tego, że mamy w kadrze świetną atmosferę. Spędzamy razem mnóstwo czasu, świetnie się rozumiemy. A system? Wyobraźmy sobie akcję 1 na 1. To prosta akcja. Wygrywasz albo przegrywasz. Niby są tylko te dwie opcje. Ale dla nas to akcja o większym stopniu skomplikowania. Ja idąc 1 na 1 muszę wiedzieć, co zrobię, jeżeli mój kolega pójdzie mi za plecy, co zrobię idąc w lewo, co idąc w prawo i co zrobię, jeśli obrońca zejdzie. Musimy być przygotowani na cztery opcje. A mówię tylko o jednej, prostej akcji. Każdy z nas ma przygotowanych 20 zagrywek i do każdej z zagrywek są cztery warianty. Czyli robi się z tego 80 różnych opcji. Musimy mieć to wszystko zakodowane. Duży szacunek dla trenera za to, że nas tak przygotowuje. I za to, że po rozmowach z nim i ze środkowymi rozgrywającymi, czyli z mózgami naszego zespołu, byliśmy w stanie ograniczyć ilość tych rozwiązań i bazować na tym, co już tak dopracowaliśmy, że robimy to instynktownie. Oczywiście dla nas wszystkich podstawą jest szybkość. Dla mnie zwłaszcza - nie mam dobrych warunków fizycznych, więc muszę nadrabiać czymś innym.

Czyli można powiedzieć, że kiedyś graliście w szachy, a teraz gracie w szachy błyskawiczne?

- Jasne! To dobre porównanie. Musimy działać w ułamkach sekund, musimy mieć wyrobiony automatyzm i nie możemy się wahać, bo jak nie zastosujemy danego rozwiązania, to szansa ucieknie, już jej po prostu nie będzie. Zgranie z klubów trochę tu pomaga. Na przykład Michał Olejniczak i Szymon Sićko znają się bardzo dobrze i przekładają zagrania z Kielc na reprezentację. Piłka ręczna zawsze była dynamiczną grą, ale teraz ta dynamika jest jeszcze większa i my musimy się w tym odnaleźć, musimy być odważni. Oczywiście, że przez to zdarzają się błędy. Ale trudno, my wiemy, że później z tyłu jesteśmy w stanie wszystko wybronić. Dzięki temu możemy dużo ryzykować w ataku.

A propos Michała Olejniczaka - po kilku jego fantastycznych indywidualnych akcjach w meczu z Białorusią Paweł Kotwica z "Echa Dnia" podsumował na Twitterze: "jazda figurowa na wykładzinie".

- Michał zagrał fenomenalny mecz. Chyba najlepszy ze wszystkich swoich meczów w reprezentacji. On ma ogromny potencjał, jest jeszcze bardzo młodym zawodnikiem [ma 21 lat], a już zdobył takie doświadczenie w kadrze, które teraz owocuje. Mam nadzieję, że to będzie jego turniej. Chłopak jest w gazie, a my musimy to wykorzystywać. Musimy tak ustawiać grę, żeby on miał jak najwięcej sytuacji 1 na 1. Ja i Szymon Sićko musimy stwarzać mu jak najwięcej miejsca na boisku. To się na razie udaje.

Zdecydowanie się udaje. Szczerze - kiedy Olejniczak szedł po nagrodę dla zawodnika meczu z Białorusią, to myślałem, że równie dobrze wyróżnienie mogłeś dostać ty.

- Myślę, że Białorusini byli lepiej przygotowani na moją grę niż Austriacy i było mi trochę ciężej. Ale koniec końców i tym razem udawało się znaleźć najlepsze rozwiązania - były gole, była świetna współpraca z kolegami. A nagrody indywidualne? To naprawdę bez znaczenia.

Skandaliczna sytuacja w meczu Polaków z Białorusinami podczas mistrzostw Europy w piłce ręcznej. Mikalaj Aliochin uderzył pięścią w twarz Michała Olejniczaka. Otrzymał za to niebieską kartkę.Reprezentant Polski padł po ciosie. Sędzia pokazała czerwoną, a potem niebieską kartkę

Kim ty się teraz czujesz - już bardziej rozgrywającym czy jednak skrzydłowym?

- Już bardzo długo nie grałem na skrzydle, ale to trudne pytanie. Kiedyś bym odpowiedział, że oczywiście lepiej się czuję na skrzydle. Ale dostałem możliwość pogrania na rozegraniu i widzę, że to działa, dlatego dzisiaj moja odpowiedź jest taka, że wolę mieć decyzyjność. Dlatego lepiej się czuję na rozegraniu.

Tam kreujesz i rzucasz spektakularne bramki. Ale chyba jeszcze nie rzuciłeś ładniejszej niż ta z Danią na wagę dogrywki w półfinale igrzysk olimpijskich Rio 2016?

 

- Kilka ładnych bramek już było, ale tamta chyba jednak była najładniejsza ze wszystkich.

Szkoda, że nie dała olimpijskiego medalu. Wiem, że jeszcze długa droga przed wami, ale pewnie przyjmiesz życzenia, żebyś w tym turnieju rzucił taką piękną bramkę, która da jeszcze więcej?

- Byłoby super. Ale naprawdę my myślimy tylko o meczu z Niemcami. Musimy twardo stąpać po ziemi. Zagraliśmy dwa dobre mecze, ale po nich jeszcze nie można wywnioskować, że jesteśmy klasowym, dobrym zespołem.

Dobrym zespołem na pewno jesteście. I moim zdaniem można wywnioskować, że Niemcy, Hiszpanie, z którymi się spotkacie za kilka dni, i inne czołowe ekipy świata są w waszym zasięgu. Absolutnie nie mówię, że będziecie faworytami takich meczów, ale uważam, że z każdym możecie powalczyć.

- Z tym się zgadzam. Ale przyjechaliśmy tu z prostą, dobrą filozofią - że idziemy od meczu do meczu. I tego będziemy się trzymać. Szykujemy się więc do meczu z Niemcami. Myślimy wyłącznie o Niemcach, a później będziemy mogli patrzeć dalej i może wtedy też zastanawiać się trochę bardziej, na co nas stać w turnieju.

Wspomnieliśmy już o covidowym zamieszaniu, więc na koniec rozwińmy ten denerwujący temat. Przed meczem z Austriakami przeszliście po cztery testy w ciągu 24 godzin. I w końcu pozwolono wam zagrać, mimo że nie wszystkie wyniki przyszły. Słowacy nadal mają taki organizacyjny chaos czy trochę nad tym zapanowali?

- My już się troszeczkę do tego chaosu przyzwyczailiśmy. Nie denerwujemy się już tak bardzo. Uznaliśmy, że jest jak jest, nie mamy na to wpływu. Nie jest to łatwe, ciągle widać nieścisłości i błędy, ale trudno - takie życie, my musimy robić swoje. I cieszymy się już na myśl o przyszłorocznych mistrzostwach świata, bo mamy pewność, że u nas organizacyjnie wszystko będzie zapięte na ostatni guzik. Dobrze pamiętam, jak świetne mistrzostwa Europy zrobiliśmy w 2016 roku i jestem przekonany, że MŚ 2023 też zorganizujemy znakomicie, nawet w pandemii.

Więcej o: