Gigantyczny skandal w Ekstraklasie! Marciniak przerwał mecz [WIDEO]

Butelka w polu karnym, potężne gwizdy z trybun, Szymon Marciniak odsyłający piłkarzy do szatni i przerywający mecz, grający po raz 150. w barwach WKS-u Erik Exposito uspokajający trybuny. W takich warunkach Śląsk Wrocław przegrał pierwsze Ekstraklasowe spotkanie od sierpnia. Wrocławianie zostali strąceni z fotelu lidera przez Jagiellonię, która wcześniej pokonała na wyjeździe Widzew 3:1.

W 86. minucie Valentin Cojocaru został trafiony częściowo wypełnioną butelką przez jednego z kibiców Śląska Wrocław. A przynajmniej tak się wydawało, bo bramkarz zaczął zwijać się z bólu, choć powtórki telewizyjne pokazały, że raczej uniknął trafienia.

Nie usprawiedliwia to jednak w żaden sposób zachowania fanów Śląska. Po chwili, kiedy Rumun podniósł się z murawy, w pole karne Pogoni poleciał kolejny przedmiot. Szymon Marciniak odesłał piłkarzy na kilka minut do szatni, a Erik Exposito podbiegł pod trybunę B, by uspokoić kibiców. Piłkarze wrócili na murawę, ale spiker zawodów poinformował, że jeśli ten haniebny wybryk się powtórzy, to spotkanie zostanie przerwane. To wydarzenie rzuciło cień na cały mecz, a także miłą uroczystość, która odbyła się w przerwie. 

Zobacz wideo Imponująca oprawa kibiców Ruchu Chorzów w trakcie meczu z Legią

- Nie było okazji, żeby Wam podziękować za te trzy i pół roku, które tutaj spędziłem, tak że dzisiaj jest super chwila, żeby to zrobić. Dziękuję za trzy i pół roku wsparcia, które czułem od pierwszego dnia, kiedy tu przyjechałem. Jeszcze raz dziękuję. Nagadałem się przez trzy i pół roku - wystarczy tego, dzięki za wszystko - takimi słowami, w przerwie spotkania Śląska z Pogonią, Krzysztof Mączyński podziękował kibicom. Były kapitan klubu rozstał się z wrocławianami w 2022 roku i oficjalnie zakończył piłkarską karierę. W styczniu pisaliśmy o tym, że Mączyński nie wróci już do profesjonalnego grania.

Przed rozpoczęciem owacyjne brawa otrzymał za to obecny kapitan. Erik Expósito otrzymał od klubu koszulkę z liczbą "150" - tyle spotkań Hiszpan rozegrał już w barwach wrocławskiego klubu. W dużej mierze dzięki jego postawie podczas piłkarskiej jesieni Śląsk zimował na pozycji lidera. Czy oznacza to, że celem wrocławian jest mistrzostwo kraju?

Jacek Magiera tonuje nastroje. "Nie myślę o tym, co będzie w maju"

- Nie o to chodzi, by unikać deklaracji. Dziś po prostu nie patrzę na to w ten sposób. Nie myślę o tym, co będzie w maju. Dla mnie liczy się niedzielny mecz z Pogonią, a później następny ze Stalą Mielec. I tak będzie do ostatniej kolejki. Poza tym jak ktoś sobie przypomni dwa poprzednie sezony, to przed startem obecnego większość skazywała nas na spadek, a nie na to, że będziemy drużyną, która walczyć będzie o mistrzostwo Polski - mówił Jacek Magiera w rozmowie ze Sport.pl tuż przed inauguracją piłkarskiej wiosny

Koncentracja na każdym kolejnym meczu to narracja, którą obrał szkoleniowiec Śląska. Bo choć wrocławianie zanotowali doskonałą jesień i do meczu z Pogonią przystępowali, gdy mieli na koncie 16 meczów ligowych bez porażki z rzędu, to wydaje się, że wiosna będzie dla WKS-u trudniejsza. - Każdy grając ze Śląskiem, będzie stosować motto "bij lidera" - dodawał wieloletni spiker klubu, Andrzej Gliniak, który w wywiadzie dla Sport.pl podzielił się swoimi prognozami dotyczącymi wracającej po zimowej przerwie Ekstraklasy

Z takim hasłem do Wrocławia zawitała Pogoń, która nie wygrała w stolicy Dolnego Śląska od... 2001 roku. O tym, jak wiele wody w Odrze upłynęło od tego czasu niech świadczy fakt, że na świecie nie było jeszcze niektórych uczestników niedzielnego meczu - Łukasza Bejgera, Piotra Samca-Talara i Adriana Przyborka. 

O pierwszej połowie zarówno kibice Śląska, jak i Pogoni nie będą jednak długo pamiętać. Na boisku działo się niewiele, brakowało klarownych szans na pokonanie Leszczyńskiego i Cojocaru. Najlepszą miał Petr Schwarz, który z bliskiej odległości nie potrafił dobić strzału Nahuela. W oczy rzucała się za to pozostawiająca sporo do życzenia murawa. 

Po zmianie stron po stronie Pogoni błyszczał Valentin Cojocaru. Rumun świetnie obronił strzały Patricka Olsena i Matiasa Nahuela. Piotr Samiec-Talar uderzył z kolei obok bramki. Śląsk mimo optycznej przewagi nie potrafił znaleźć drogi do siatki rywali.

Śląsk grał, a Pogoń strzeliła

Goście obudzili się w 70. minucie, ale strzał Koulourisa końcami palców obronił Leszczyński. Grek tylko złapał się za głowę, bo mógł fetować swojego dziewiątego gola w tym sezonie. Ta sytuacja pobudziła "Portowców", którzy trzy minuty później wyszli na niespodziewane prowadzenie. Piłkę niefortunną interwencją do własnej bramki skierował Patryk Janasik.

Reakcja Jacka Magiery była natychmiastowa. Na murawie pojawiło się trzech nowych piłkarzy. Mateusz Żukowski, Alen Mustafić i Patryk Klimala. Nie potrafili oni jednak zmienić oblicza meczu. Ani przed wznowieniem gry przez Marciniaka, ani już po powrocie na boisko nikt nie znalazł sposobu na Cojocaru. Porażka w niedzielnym meczu oznacza, że Śląsk stracił fotel lidera na rzecz Jagiellonii.

W kolejnym ligowym meczu wrocławianie, także na swoim stadionie, zagrają ze Stalą Mielec. Pogoń Szczecin u siebie podejmie Radomiaka. Oba spotkania rozegrane zostaną w piątek 16 lutego.

Śląsk Wrocław -  Pogoń Szczecin 0:1 (0:0)

Gole: Patryk Janasik'73 (bramka samobójcza)

Więcej o:
Copyright © Agora SA