Rywal Carlsena zadziwił w trakcie finału szachowych MŚ. Później przepraszał

Kacper Sosnowski
Magnus Carlsen w Dubaju został szachowym mistrzem świata po raz piąty w karierze. Uczynił to również dlatego, że był graczem bardziej doświadczonym i odpornym na stres. Demonów, z którymi kiedyś walczył, było sporo. Nieraz wspomagał się alkoholem i zachowywał dziwnie. Teraz to jego rywal sprawiał wrażenie jakby wysiadł psychicznie.

To najwyższe zwycięstwo w starciach o mistrzostwo świata od 1993 r. Wówczas o tytuł walczyli Rosjanin Garri Kasparow i Brytyjczyk Nigel Short. Kasparow wygrał 12,5 do 7,5. Teraz Norweg Magnus Carlsen pokonał Rosjanina Jana Niepomniaszczija 7,5 do 3,5.

Zobacz wideo Kosecki: Były imprezy, ale nigdy nie przyszedłem na trening pod wpływem alkoholu

"On po prostu się załamał"

W jedenastu meczach odniósł cztery zwycięstwa, zanotował siedem remisów i - co istotne - ani razu nie przegrał. Na początku nic nie zapowiadało, że mecz zakończy się taką klęską pretendenta do tytułu. W pierwszych sześciu spotkaniach finałowej rywalizacji walka była przecież wyrównana. Rekordowy okazał się szósty pojedynek. Zawodnicy wykonali w nim 136 ruchów, na które potrzebowali siedem godzin i 45 minut. Tyle że Niepomniaszczij od tego momentu nie wytrzymał ciśnienia. Popełniał infantylne błędy i dziwne się zachowywał. Widać to było również w decydującym o mistrzostwie Carlsena jedenastym starciu. Kiedy Norweg majestatycznie analizował układy na szachownicy, Niepomniaszczij kręcił się na fotelu, patrzył na boki, często odchodził od stołu, robił dziwne miny, zakrywał uszy rękami. Potem przepraszał za swoje zachowanie.

- Na początku wierzyłem, że walka będzie wyrównana. Jego przygotowanie nie było złe, on po prostu się załamał. To są poważne obciążenia - komentował były mistrz świata Anatolij Karpow. - Ten wynik to katastrofa. Rywalizację zabił jednak nie wynik, a jakość gry - dodawał arcymistrz Siergiej Smagin, wbijając szpilki rodakowi. "Gołym okiem można było dostrzec niezrozumienie szachów i rozbieżność Rosjanina z poziomem meczu. Popełniał on błędy zarówno jednorazowe, jak i znacznie poważniejsze - strategiczne" - napisał z kolei dziennikarz Sports.ru Jewgienij Kamieniecki. Sygnalizował, że Niepomniaszczij przegrał mecz nie tylko przez psychikę, ale też umiejętności.

Kazachska wódka i błyskawiczne wygrane

Być może jednak królujący od 2013 roku Carlsen, przyglądając się rywalowi, widział odbicie samego siebie sprzed lat? Kiedyś też był krnąbrnym i nieprzewidywalnym arcymistrzem. Najmłodszym w historii szachistą z 2800 punktami w rankingu Elo (oficjalnie przyjętym systemie obliczania siły w szachowym świecie). Norweg dokonał tego w wieku 18 lat. Zresztą dekadę temu osiągnął historycznie najwyższą ocenę - miał 2882 punkty. Pobił wtedy wynik Kasparowa z 1999 roku. A 2012 rok nie musiał być jednak wcale dla Carlsena idealny. Szachista miał swoje problemy.

Jan-Krzysztof Duda vs Magnus Carlsen"Magnus Carlsen to nie jest człowiek, tylko maszyna. A 22-letni Duda go zmiażdżył"

Na mistrzostwach świata w szachach szybkich i błyskawicznych rozgrywanych w Astanie zaczął nieźle. Po dwóch dniach rywalizacji w szachach szybkich był w czołówce. Potem jednak Norwegowi przeszkodziło zatrucie. Jak relacjonował, zjadł coś złego na obiad, nie mógł spać. Trzeciego dnia jego wyniki były dramatyczne. "Ludzie kilka razy podchodzili do tablicy z wynikami, aby upewnić się, czy to prawda, że tak cholernie źle grałem" - opisywał potem w jednym z wywiadów.

Ból brzucha zastąpiło spalenie się psychiczne i kolejny dzień w partiach błyskawicznych też nie przynosił nic dobrego. "Wtedy pozostał mi już tylko jedna rzecz. Poszedłem do hotelowego pokoju, otworzyłem minibar. Wyjąłem wódkę rosyjską, albo kazachską, wypiłem w 15 minut tyle, ile mogłem i wróciłem do gry" - relacjonował. "Najpierw ludzie zaczęli się zastanawiać: dlaczego ten facet, który wyglądał na tak niezadowolonego, jest teraz taki wesoły? Kiedy zacząłem grać zastanawiali się już, dlaczego gra tak cholernie szybko i pewnie" - opisywał tamte wydarzenia.

Norweg w Astanie wygrał wszystkie pozostałe mecze, do triumfu zabrakło mu niewiele. Carlsen w podcaście "Uncut" Wolfganga Wee przyznał, że w stanie po lekkim spożyciu, techniczne i intuicyjne partie błyskawiczne wychodziły mu całkiem nieźle. Zasugerował też, że miał wrażenie, że czasem nawet większa ilość alkoholu lub innego typu zmęczenie pomagało mu w partiach klasycznych.

Pół promila na większą wydajność

"Gdy jestem zmęczony lub w kiepskiej formie fizycznej, to często przychodzą mi do głowy lepsze pomysły. To dlatego, że nie myślę wtedy w sposób logiczny. W pewnym sensie poszerzam swoje poszukiwania, a to może przynieść rezultaty. Jedna z rzeczy, których nauczyły mnie szachy, jest ta dotycząca zawężania poszukiwań rozwiązań. W szachach jest tak wiele możliwości, że jak zaczniesz analizować je wszystkie, to zmarnujesz zbyt dużo czasu" - opisywał.

Przyznał, że kiedyś zainspirował się też skandynawską czarną komedią "Another Round" ("Na rauszu"). W filmie nauczyciele szkół średnich testowali hipotezę pewnego naukowca i psychoterapeuty, że 0,5 promila alkoholu we krwi pomaga zwiększyć wydajność i wpływa na poziom szczęścia organizmu. Tezę Norweg postanowił sprawdzić na sobie podczas turniejów online. To wtedy grał pod pseudonimem Dr Drunkenstein (dr Pijak). Szło mu nieźle, a to, na co szczególnie zwrócił uwagę, dotyczyło braku złości w przypadku porażki. Przestały go martwić. Potem zmienił jednak przydomek na Dr Nykterstein i zapewniał, że dalej grał już na trzeźwo. Zmobilizował się do tego jak... kilka razy po alkoholu zupełnie zemdlał, co wcześniej mu się nie zdarzało. To go przestraszyło. Uznał, że szachowo-alkoholowe eksperymenty czas skończyć.

Leżał na podłodze i uciekł z konferencji

Carlsen wspinający się na szczyt kariery miał też momenty dziwnych zachowań. Z pewnością niejeden obserwator powiedziałby wówczas, że pękł mentalnie. Zawodnik mówi, że porażki wiązały się u niego z żalem, wpadaniem w złość, gniewem czy depresją. Czasem musiał mierzyć się z jednym, czasem ze wszystkimi tymi elementami.

Anya Taylor-Joy w serialu 'Gambit Królowej'Boom na szachy po "Gambicie królowej". "Będziemy mieli szachową małyszomanię"

Po jednym z zeszłorocznych turniejów, kiedy przegrał półfinał z Hikaru Nakamurą, położył się na podłodze w pozycji embrionalnej. Takie leżenie mu pomagało. Rozmyślał wtedy, jak może to znieść? Leżeć mógł długo i w samotności, bo turniej na szczęście dla niego odbywał się w formule online.

Innym razem, gdy w 2016 r. przegrał jeden z meczów o mistrzostwo świata z Siergiejem Kariakinem, uciekł z konferencji prasowej, wymachując w złości rękami. Dziennikarze i kibice nazwali go wtedy dzieciakiem, który nie potrafi zachowywać się jak mistrz. Warto jednak zauważyć, że Carlsen zmienił losy rywalizacji i tamtą walkę o mistrzowski tytuł rozstrzygnął na swoją korzyść.

- Gdy zdałem sobie sprawę, że nie muszę się martwić o opinie innych ludzi na mój temat, radzenie sobie ze mną z pewnością stało się trudniejsze. Dla mnie jednak było to dobre, przede wszystkim z psychologicznego punktu widzenia. Zrobiłem wtedy to, co chciałem i musiałem. Nie miałem wyrzutów sumienia - tłumaczył.

Przypominając te dziwne momenty z kariery Carlsena i patrząc na świat szachów nieco szerzej, może  dziwne zachowanie Niepomniaszczija w Dubaju wcale nie było takie dziwne? Rosjanin nawet po wysokiej porażce konferencję prasową wysiedział przecież do końca.

"Sport.pl Live" - Nowy program Sport.pl startuje już w poniedziałek!

W poniedziałek, 13 grudnia o godz. 20:00 zadebiutuje nowy program wideo premium – "Sport.pl Live". Będzie go można oglądać co tydzień na stronach głównych Gazeta.pl i Sport.pl, a także na platformie YouTube i Twitchu Sport.pl. W pierwszym odcinku głównym tematem będzie forma polskich skoczków narciarskich i rewolucyjna zmiana w sprzęcie, z której korzystają już nasi rywale. Naszym gościem będzie m.in Apoloniusz Tajner (prezes PZN). Więcej informacji dostępne tutaj.

 
Więcej o: