Bartosz Zmarzlik to żużlowy fenomen. Od 2019 roku (z jednoroczną przerwą na końcowe zwycięstwo Artioma Łaguty) utrzymuje się na szczycie światowego żużla. Jeśli w obecnym sezonie siódmy raz wygra cykl Grand Prix, wówczas stanie się samodzielnym liderem wśród najskuteczniejszych zawodników w dziejach. Wyprzedzi w ten sposób legendy: Ivana Maugera oraz Tony'ego Rickardssona.
W ubiegłym roku 31-latek "o błysk szprychy" sięgnął po złoty medal. Do samego końca ostatniego turnieju w duńskim Vojens walczył o finalne zwycięstwo z Bradym Kurtzem. Australijczyk przegrał z naszym reprezentantem zaledwie o punkt, co jest niezwykłe, biorąc pod uwagę 10 rund rywalizacji.
- Anglik Robert Lambert oraz Australijczycy Jack Holder i Brady Kurtz bardzo by chcieli i mają podstawy, by wierzyć w powodzenie misji. Ja jednak wierzę, że na status numeru jeden w historii Indywidualnych Mistrzostw Świata zapracuje sobie Bartosz Zmarzlik, sięgając po siódme złoto. Choć żadna runda nie odbędzie się na jego domowym torze. Za to Kurtz dwukrotnie pojedzie w swoim Manchesterze i raz w swoim Wrocławiu - powiedział na łamach Sport.pl Wojciech Koerber, ekspert stacji TVP Sport.
Oprócz wspomnianej wyżej trójki żużlowców z Bartoszem Zmarzlikiem może także powalczyć m.in. Anglik Dan Bewley czy Łotysz Andrzej Lebiediew. To jednak Polak jest głównym faworytem do zdobycia tytułu IMŚ w 2026 roku.
Premierowa odsłona Grand Prix na torze w Landshut odbędzie się w sobotę 2 maja. Pierwszy bieg zaplanowano na godzinę 19.00. Transmisję z zawodów przeprowadzi stacja Eurosport 3. Będzie także dostępna w internecie na platformach HBO Max oraz w Playerze.