Ostatnio w podcaście "Trzeci Serwis" u Lecha Sidora pojawiła się dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska, doktor psychologii i psychoterapeutka, która wypowiadała się nt. Igi Świątek i Darii Abramowicz, która jest psycholożką w sztabie Polki. Jej słowa wywołały spory skandal. - Iga wyskoczyła jako gwiazda, wykreowała się na rozumną, dojrzałą, mądrą dziewczynę, a najprawdopodobniej jest głupiutka, wystraszona i sama nie rozumie, co się dzieje. Prawdopodobnie psycholog jest tam dla kasy, bo nieźle musi zarabiać. I nic nie robi, siedzi i ogląda mecze - mówiła Woydyłło. Podcast już został usunięty z sieci.
Do słów Woydyłło nt. Świątek odniósł się Marcin Kwiatkowski, znany psycholog sportowy i właściciel "Sport and Minds - Psychologia Sportu i Trening Mentalny" w rozmowie z WP SportowymiFaktami. Efekt wypowiedzi Woydyłło może mieć wpływ na całą branżę, w której pracuje.
- Jest mi przykro, bo w ostatnim czasie dużo zrobiliśmy dla promowania psychologii w sporcie, stoczyliśmy trudną walkę z utartymi opiniami, a niestety takie wypowiedzi nam nie pomagają. Zwłaszcza, że słowa wypowiedziała osoba, która jest bardzo doświadczona. Jestem za tym, by każdy miał prawo wypowiadać swoje zdanie w mediach, ale jeśli ktoś wypowiada się jako psycholog, to oczekuje się od niego eksperckiej wiedzy - powiedział.
Kwiatkowski ma nadzieję, że u Woydyłło pojawi się pewna refleksja. - Przestrzegałbym przed myśleniem czarno-białym. Także psycholog ma prawo do popełnienia błędu. Ale zawsze jest czas na refleksję i ewentualne wycofanie się z pewnych stwierdzeń. Druga szansa w sporcie to coś równie naturalnego, jak drugi serwis w tenisie. To była prywatna opinia, która w żaden sposób nie była oparta na faktach - wyjaśnił psycholog.
- Niestety pani Ewa swoimi wypowiedziami nie pomaga w budowaniu prestiżu zawodu psychologa sportowego. Takie komentarze nie ułatwią nam pracy z zawodnikami. Nie mam wątpliwości, że to duży błąd na kilku płaszczyznach. Przecież w psychologii dużo mówi się o szacunku do zawodniczek, nieocenianiu, jeśli nie mamy ku temu obiektywnych danych i generalnie etyce w sporcie. Część tych wypowiedzi jest dla mnie nie do przyjęcia - podsumował Kwiatkowski.
Zobacz też: 0:6, 0:4 i krecz. Tak zaczęła się współpraca Ostapenko z byłym trenerem Świątek
Woydyłło zareagowała na całą aferę w rozmowie z "Faktem". Z jej słów wynika, że nie widzi w tym swojej winy. - Ktoś mi zarzuca pogardę. Niestety, znam dobrze język polski. No i niech mi ktokolwiek pokaże jedno słowo, jedno zdanie w tym wywiadzie, które by świadczyło o pogardzie. Że użyłam zdrobnienia głupiutka i wystraszona? To wyraża troskę. Tak, ta dziewczyna troszkę straciła panowanie nad sobą. I to nie jest pogardliwe. Ja mówię bardzo miłymi słowami - opowiada Woydyłło.
Woydyłło została skrytykowana m.in. przez Justynę Kowalczyk-Tekieli. "Wielokrotnie słuchałam podcastów z udziałem Pani Woydyłło. Już nie będę. Szkoda" - napisała była biegaczka narciarska na Instagramie.
"Słowa osób z autorytetem mają szczególne znaczenie. Tym bardziej warto pamiętać o zasadzie, która obowiązuje nie tylko w gabinecie, ale również w przestrzeni publicznej. Krytykować można zachowania, decyzje i strategie. Nie człowieka. Krytykowanie sportowca, jego decyzji czy sposobu gry jest czymś naturalnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast oceny zachowania pojawia się ocena człowieka" - tłumaczy Maja Herman, psychiatrka i edukatorka zdrowia psychicznego.