Od ostatniego występu rewelacji tegorocznego Roland Garros minęło aż 36 dni. Dokładnie tyle czasu upłynęło od meczu Mai Chwalińskiej (22. WTA) z Tajką Mananchayą Sawangkaew (109. WTA) podczas I rundy Wimbledonu. Na kortach All England Club rywalka wykorzystała uraz Polki i zwyciężyła 2:6, 7:5, 6:2.
Tak długa przerwa w grze 24-latki musiała odbić się na jej formie. Poza tym, Talia Gibson (74. WTA) jest zawodniczką znacznie bardziej doświadczoną na kortach twardych od Polki. Przegrana Chwalińskiej, choć z pewnością zasmuciła polskich fanów, nie była ogromnym zaskoczeniem.
Po wyrównanym pierwszym secie, w drugim nasza reprezentantka nie miała wiele do powiedzenia. "Już w pierwszym gemie drugiej partii Chwalińska nie wykorzystała aż trzech break pointów. W kolejnym gemie Gibson po kilku dobrych, ofensywnych akcjach przełamała Polkę, a po chwili wygrała szósty gem z rzędu i prowadziła aż 4:0. Wynik był zły, ale też była inna niedobra dla Mai informacja: Australijka praktycznie przestała popełniać niewymuszone błędy i bardzo dobrze atakowała. Chwalińska na taką grę nie miała w tej fazie meczu odpowiedzi. Efekt? W tym secie wygrała tylko jeden gem" - zrelacjonował na naszych łamach Paweł Matys.
Jak występ 24-latki w Toronto ocenili eksperci?
"Za Mają Chwalińską drugi test w nowej rzeczywistości. Oba wiązały się ze zmianą nawierzchni i były poprzedzone dłuższą przerwą. Pytanie, czy już w Cincinnati będzie widać różnicę" - zastanawia się Agnieszka Niedziałek ze Sport.pl.
"Niestety początki na twardych kortach są bardzo trudne dla Mai Chwalińskiej. Porażka 5:7, 1:6 z solidną Talią Gibson pokazuje, co będzie czekać na Polkę w każdym turnieju na hardzie. Będzie ciężko, ale to nie znaczy, że beznadziejnie. Trzeba grać, a zwycięstwa przyjdą" - ocenił Adam Romer z magazynu Tenisklub.
"Cenna lekcja dla Polki. Teraz czas na kolejne dni treningowe, a następnie start w Cincinnati. Najważniejsze, że Maja wróciła już do rywalizacji i oby dopisywało teraz zdrowie" - czytamy na profilu "Z kortu - informacje tenisowe".
"Fajnie było zobaczyć to święto narodowe, jakie Polonii z Kanady dała Maja Chwalińska (widzieliście, jak ludzie próbowali sobie robić z nią selfie, gdy schodziła na przerwy?). Szkoda, że to nie potrwa dłużej. Ale tak naprawdę porażka Mai to żadna sensacja" - zaznaczył Łukasz Jachimiak.
Dziennikarz Sport.pl rozwinął swoją myśl na naszych łamach:
"Jak bowiem miał czytać szanse Chwalińskiej w meczu z Gibson ktoś, kto opierał się tylko na rankingowych miejscach obu tenisistek? Australijka jest dopiero 74. Ale w tysięcznikach w Indian Wells i w Miami w tym roku wygrywała z takimi rywalkami jak Jekatierina Aleksandrowa, Clara Tauson, Jasmine Paolini, Naomi Osaka i Iva Jović. W obu tych wielkich turniejach zaczynała od kwalifikacji, a dotarła odpowiednio aż do ćwierćfinału i czwartej rundy. Krótko mówiąc: przegrana Chwalińskiej z Gibson to nie jest niespodzianka. A na pewno nie sensacja" - podkreślił.
"Trudne przywitanie Mai Chwalińskiej z poziomem turniejów rangi 1000. Talia Gibson może nie robi wrażenia nazwiskiem, ale potrafi grać na hardzie, w tych warunkach należało się spodziewać trudnej przeprawy. Dodatkowo Maja bez rytmu meczowego i ogrania na kortach twardych. Jak to wszystko sobie złożymy, to porażka nie może szokować" - napisał w X dziennikarz Canal+ Sport Maciej Łuczak.
"Chwalińska przeszła od walki o tytuł Wielkiego Szlema do dwóch porażek z rzędu, co pokazuje, jak wymagający może być kobiecy tenis. Zmienianie nawierzchni, radzenie sobie z oczekiwaniami i utrzymywanie wysokiego poziomu po dużym sukcesie często staje się jednym z najtrudniejszych wyzwań dla zawodniczek, które chcą dostać się do elity" - czytamy w portalu puntodebreak.com.
"Chwalińska poniosła dwie porażki w pierwszych rundach od czasu awansu do finału Roland Garros. Do Kanady przyjechała bez właściwego rytmu meczowego po kontuzji, której doznała w pierwszej rundzie Wimbledonu. Jako finalistka French Open będzie musiała zmierzyć się z znacznie większymi oczekiwaniami ze strony kibiców i może odczuwać większą presję niż wcześniej. Przekonamy się, czy uda jej się osiągnąć lepszy wynik w Cincinnati" - zauważył Guillermo Falcon.
Australijka Talia Gibson w III rundzie turnieju w Toronto zmierzy się z Jekatieriną Aleksandrową (19. WTA). Rosjanka wygrała 6:3, 7:6 z Kolumbijką Camilą Osorio (60. WTA).