Świątek przyznała po pierwszym meczu w Toronto. "Nie grałam takiego od dawna"

- Na pewno to był dobry mecz i dobry początek sezonu na kortach twardych. Jestem zadowolona z pierwszego seta, grałam z dużą pewnością siebie i bezpośredniością - mówiła Iga Świątek po wygranym 6:3, 6:0 meczu z Sarą Bejlek w turnieju. Na pomeczowej konferencji prasowej Polka mówiła też o tym, jak odnajduje warunki na kortach w Toronto czy o bardzo długim, dwunastym gemie.
Iga Świątek
Dan Hamilton-Imagn Images / REUTERS

Iga Świątek (8. WTA) rozpoczęła kolejny etap sezonu. W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Toronto pokonała 6:0, 6:3 Sarę Bejlek (38. WTA). Mimo dość jednostronnego wyniku Polka spędziła na korcie 94 minuty, więc musiała się mocniej wysilić.

Zobacz wideo 14-letnia Maja Chwalińska o tenisowych marzeniach

Iga Świątek zabrała głos po zwycięstwie nad Sarą Bejlek w Toronto. "Kiedy gram, nie czuję tego"

Jak sama podsumowała swój występ na późniejszej konferencji prasowej? - Na pewno to był dobry mecz i dobry początek sezonu na kortach twardych. Jestem zadowolona z pierwszego seta, grałam z dużą pewnością siebie i bezpośredniością, na pewno to był dobry fragment. Później, w drugim, część była taka jak wcześniej, ale było też kilka trudniejszych gemów, zwłaszcza ten długi (dwunasty - red.). Nie grałam takiego od dawna. Cieszę się, że go wygrałam i byłam solidna na koniec. Na pewno to był dobry mecz - mówiła.

Zobacz również: Polak "ocieka złotem", a Grbić trzyma go na ławce. Kibicom trudno to zrozumieć

Nie mogło zabraknąć pytania o sam gem rozpoczęty przy stanie 6:0, 3:2 dla Polki, w którym obroniła ona aż dziewięć break pointów, a sama przechyliła szalę na swoją korzyść dopiero przy szóstej sytuacji do tego.

- Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że ten gem był tak długi. Kiedy gram, nie czuję tego. Z pewnością ona i ja zmarnowałyśmy swoje szanse, więc bardzo chciałam solidnie zagrać dwa punkty z rzędu, bo finalnie tego potrzebujesz do wygrania gema. Wiedziałam, że mogę wykorzystać okazje, dwie lub trzy zmarnowałam. To był mój błąd, wtedy wiedziałam, że nie mogę wrócić do solidności. Trochę pomogła mi to zakończyć. Potem myślałam, że mogę się zresetować i grać to samo, jak na początku seta - tłumaczyła Polka.

Kolejne pytanie dotyczyło różnych sposobów gry i tego, który z nich woli 25-latka. - Muszę grać na oba sposoby, w otwartej przestrzeni i za nią. To zależy od zawodniczki, jest wiele, które zostają, ale wiele też wraca. Trochę musisz to poczuć na korcie. Obie opcje są dobre, szczerze to gdy atakujesz i zrobisz to dobrze, nie ma to większego znaczenia, prawdopodobieństwo wygrania punktu jest duże, jeśli nie spudłujesz. To zależy od sytuacji, przeciwniczki, jak czuję się w grze i gdzie moje uderzenie może stworzyć większe zagrożenie. Jest to zależne od wielu rzeczy - wyjaśniła.

Tak Świątek ocenia warunki w Toronto. Oto jak radzi sobie między meczami

Następnie jeden z dziennikarzy zapytał ją o warunki na kortach w Toronto, mianowicie szybkość kortu i wysokość odbicia piłki. Oraz o to, czy odpowiada to jej stylowi gry? - Trudno powiedzieć, jeśli chodzi o drugą część, nie czuję się tu źle, ale nie wiem, czy to pasuje do mojej gry. Musimy rywalizować na różnych nawierzchniach, przestałam myśleć, co pasuje albo nie pasuje do mojej gry, bo chcę dobrze prezentować się w każdym turnieju - podkreśliła. Po chwili powiedziała nieco więcej o samych kortach.

- Myślę, że nie są tak szybkie, zeszłoroczne w Montrealu były znacznie szybsze. Szybkość jest średnia, odbicie wysokie, a piłki lekkie, więc czasami w powietrzu trochę latają jak szalone ze względu na wiatr. Takie są warunki - dodała.

Kolejny dziennikarz trochę odbiegł od tenisa i spytał Świątek o przygotowania do meczu poprzez wizytę do meczu. - To nie było przygotowanie do meczu - odparła. W związku z czym dziennikarz wyjaśnił, że chodzi mu o szerszy kontekst, konkretnie spędzania czasu między spotkaniami oraz treningami.

- Turnieje stają się dłuższe, więc masz więcej czasu między meczami. Masz dzień wolny praktycznie po każdym meczu, więc musisz wiedzieć, jak pozostać skoncentrowanym, ale nie znudzonym przebywaniem w jednym miejscu. Próbuję odkrywać miasta, w których jestem albo odwiedzić interesujące miejsca, nie poszła bym imprezować albo coś takiego. Nic, co by mnie zmęczyło. Sądzę, że jestem dobra w utrzymaniu tej równowagi i cieszę się większością miejsc, do których przychodzę. Może to nie jest tak istotne na początku kariery, lecz wracasz do tych samych miast i musisz dobrze spędzać czas - zdradziła.

Ostatnie pytanie dotyczyło tego, jak Świątek radziła sobie z często stosowanymi przez Beljek lobami i "moonshotami" czyli dwoma typami zagrań z podnoszeniem piłki, która wtedy zwalnia. - To trochę "resetuje" akcję. Zależy, jak to robi - jeśli zagranie jest "za krótkie", możesz je skontrować. Jeśli jest "długie", to podstępne uderzenie, bo jeśli zagrasz tuż po odbiciu, szybko też się odbije, zwłaszcza przy tych lekkich piłkach. Niełatwo to kontrolować, więc czasami musisz odpowiedzieć takim samym uderzeniem. Czasami widzisz, jak zawodnicy ruszają zaatakować taką piłkę i czasem wyraźnie pudłują. Trzeba być rozważnym, nie chcesz tak grać przez cały czas, chcesz sobie z nimi radzić i być proaktywny. Jeśli lubisz grać dość agresywnie, gdy masz okazję. Wszystko zależy od decyzji i oceny piłki - oceniła.

W trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Toronto Iga Świątek zagra z Viktorią Golubić (51. WTA), która we wtorek pokonała 5:7, 6:2, 6:3 Donnę Vekić (35. WTA), rozstawioną z numerem 31.

Więcej o: