Reakcja piłkarza Widzewa mówi wszystko. "Nie mam słów w ogóle, nie będę tu gadał"

- Nie zgodzę się, że rozpaczliwie się broniliśmy, bo też mieliśmy lepsze momenty. Ale. to jest niewiarygodne - mówił wyraźnie rozczarowany Mateusz Żyro. Obrońca Widzewa Łódź nie mógł uwierzyć w to, co wydarzyło się w ostatnich sekundach piątkowego spotkania. Kto wie, może ta porażka będzie zespół kosztować spadek z Ekstraklasy. Trudno więc dziwić się emocjom, które skłoniły Żyro do dość szybkiego zakończenia wywiadu.
Mateusz Żyro
Screen z Canal+Sport

"Legia Warszawa - Widzew Łódź, czyli mecz, który może zdecydować o spadku jednej z tych drużyn z ligi. Dziwnie to brzmi, gdy weźmie się pod uwagę przedsezonowe oczekiwania, ale oba kluby zrobiły wiele, żeby znaleźć się w takiej sytuacji. W dzisiejszym spotkaniu tylko potwierdziły, że doły ligowej tabeli to miejsce, na które zasługują" - pisał Bartosz Naus ze Sport.pl. Obie ekipy rozegrały żenująco słaby mecz, a o jego losach zadecydowała ostatnia akcja. Doszło do ogromnego zamieszania w polu karnym Widzewa, po którym piłkę do siatki wbił Rafał Adamski. 

Zobacz wideo Żelazny mocno o trenerze Arsenalu: Arteta to trener z Instagrama

Mateusz Żyro mówi wprost po porażce z Legią: Nie ma co się oszukiwać

Łódzka ekipa może pluć sobie w brodę, że nie utrzymała tego jednego punktu do końca. Nic więc dziwnego, że tuż po ostatnim gwizdku piłkarze Aleksandara Vukovicia byli mocno rozgoryczeni, a wręcz wściekli. Świadczy również o tym reakcja Mateusza Żyro.

Podszedł do redaktora Canal+Sport i udzielił wywiadu. Zaczął dość spokojnie i rzeczowo, choć widać było, że nie ma ochoty na rozmowę. - Nie zgodzę się, że rozpaczliwie się broniliśmy, bo też mieliśmy lepsze momenty. Ale… to jest niewiarygodne. Trudno to opisać słowami - mówił obrońca Widzewa. - Nie chcę powiedzieć za dużo. Kolejny raz to uczucie nam towarzyszy, że dostajemy w ostatniej minucie bramkę i przegrywamy mecz. To jest niemożliwe - podkreślał.

Następnie przeanalizował nieco spotkanie. Wprawdzie Widzew miał swoje akcje, ale było ich naprawdę niewiele. - To prawda, ta gra ofensywna to jest nasza bolączka od początku tej rundy i nie ma co się oszukiwać. Za mało sobie kreujemy, mieliśmy dzisiaj pół sytuacji, nic klarownego - dodawał, ale od razu podkreślił, że to samo dotyczyło w tym spotkaniu rywali. I nagle przerwał wywiad. - Nie mam słów w ogóle, nie będę tu gadał. Przepraszam - wypalił.

Zobacz też: "Nie widziałem dla siebie żadnej nadziei. Uciekłem w alkohol". 

Żyro przeprasza kibiców. "Było mi wstyd"

Po kilku minutach pojawił się w mix-zonie. Tam zwrócił się do kibiców. Przeprosił ich za zachowanie drużyny po ostatnim gwizdku. - Możemy przeprosić kibiców, że nie podeszliśmy. Mam nadzieję, że zrozumieją. Było mi wstyd, że znowu przyjechali, a my znowu przegrywamy w takich okolicznościach - zaczął. - Czuliśmy ich wsparcie. Wiemy, że weszli trochę później, ale było słychać ich doping. Oni są tymi, których najbardziej - mam nadzieję - nam jest szkoda. Jestem tutaj czwarty sezon, ale to, co wyprawia się w tym, jest niewiarygodne - puentował.

Sytuacja Widzewa robi się coraz bardziej dramatyczna. Do końca sezonu pozostały trzy spotkania, a łódzki klub traci dwa punkty do bezpiecznej strefy, ale wkrótce ta różnica może wzrosnąć do aż pięciu "oczek". To spore rozczarowanie, patrząc na to, jak mocno władze wzmacniały zespół przed i w trakcie sezonu. Wydały miliony złotych, ale efektów całkowicie nie widać. 

Więcej o: