To była 72. minuta niedzielnego meczu z Wartą Poznań (0:1). Sędzia Łukasz Kuźma po konsultacji z VAR pokazał wtedy czerwoną kartkę Arturowi Borucowi. Bramkarz Legii wyleciał z boiska za uderzenie i odepchnięcie Dawida Szymonowicza. W pozornie niegroźnej sytuacji, bo Boruc miał już piłkę w rękach i wyprowadzał akcję Legii, jeszcze bardziej osłabił i tak już słaby zespół.
To nie był koniec frustracji Boruca, bo już po zejściu z boiska, tuż przy szatniach, odepchnął jednego z kamerzystów. Już wiadomo, że bramkarz Legii będzie pauzował dwa mecze. Ale może nawet dłużej, bo w środę sytuację ma przeanalizować Komisja Ligi, która może nałożyć na Boruca jeszcze dłuższą dyskwalifikację.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
- Może i Artur trochę przesadził, ale na boisku zdarzają się różne rzeczy. W zasadzie żadnej krzywdy mu [Szymonowiczowi] nie zrobił. Są przecież sytuacje, że ktoś komuś wjeżdża dwoma nogami i łamie kości. A tu? Wybryk i już - powiedział w WP Sportowe Fakty Jacek Kazimierski.
Były bramkarz Legii uważa, że za ten wybryk Boruc nie powinien zobaczyć czerwonej kartki. - Ani go Artur nie uderzył, ani nie chciał mu nic zrobić. Tamten trochę "przypajacował". Padł, jakby Artur go znokautował - zauważył Kazimierski.
Kazimierski to nie tylko były bramkarz Legii, ale także jej kapitan. Przy Łazienkowskiej występował w latach 1978-1987, zdobył dwa Puchary Polski. O to trofeum w tym sezonie walczy też zespół Aleksandara Vukovica. Tylko o to trofeum, bo w lidze aktualny mistrz Polski zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Ale nawet zdobycie PP może okazać się dla Legii trudne, a wręcz niewykonalne, jeśli spojrzymy, jaką formę obecnie prezentują piłkarze Vukovicia.
- Powiem panu, że ja na miejscu Boruc też bym nie wytrzymał. Tu już nie chodzi o atak na rywala. On jest po prostu sfrustrowany, ale proszę mi powiedzieć, jak ma nie być? Przyszedł do Legii, żeby walczyć o mistrzostwo Polski, a gra w zespole z jakąś bandą przeciętniaków - stwierdził Kazimierski.
I dodał: - Gdybym ja był bramkarzem Legii teraz, to 80 procent obecnego składu wyrzuciłbym do rezerw. Ci zawodnicy nie potrafią grać w piłkę. Jak to jest możliwe, żeby na własnym stadionie nie zrobić jednej porządnej akcji? Noż ku**a mać, przecież to jest skandal! Kogo oni wzięli do tej drużyny, kto jest za to odpowiedzialny? Pan spojrzy na twarze tych ludzi.
Te twarze faktycznie są zmęczone, zrezygnowane, przybite. Legia cały czas gra topornie i słabo. Widać to było także w niedzielę, kiedy przegrała 14. ligowe spotkanie w tym sezonie. Tak niechlubnej statystyki w ekstraklasie nie miała nigdy w swojej ponad stuletniej historii. A to przecież nie koniec, bo w lidze do rozegrania ma jeszcze 14 spotkań. I z taką grą może być pewna tego, o czym mówi teraz sam Vuković, czyli że do ostatniego meczu będzie walczyła o utrzymanie.