Pierwsza rozprawa między Robertem Lewandowski a Cezarym Kucharskim, która odbyła się w lutym, będzie jedyną, którą w tym roku odnotujemy w sprawie rzekomego szantażu popełnionego przez menedżera. Postępowanie cały czas kręci się wokół rozstrzygnięcia autentyczności nagrań, jednego z dowodów w sprawie. Materiałem zajęli się kolejni eksperci. Nie tylko sąd ma do ich pracy zastrzeżenia.
Zaczęło się od nagrań Roberta Lewandowskiego, który potajemnie rejestrował rozmowy z Cezarym Kucharskim. Potem sprawy poszły w lawinowym tempie: zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, zeznania Lewandowskiego, wszczęcie postępowania, przesłuchanie, decyzja o zatrzymaniu Kucharskiego i późniejsze doprowadzenie go na przesłuchanie w towarzystwie kamer. Po kilku tygodniach wyciekły też krótkie fragmenty rozmów, na których obaj rozmawiają za co, dlaczego i ile Lewandowski miałby płacić Kucharskiemu. To tam pada kwota 20 mln euro. Dla strony piłkarza do dziś ten fragment jest szantażem, dla menedżera "przedłużeniem" negocjacji w sprawie rozliczenia jego wyjścia ze spółki RL Management. Jak rozmowy oceni sąd? Na razie do etapu ich odsłuchania przejść nie można.