Lewandowski kontra Kucharski. Wiadomo, co z nagraniami. A jednak

Kacper Sosnowski
Pierwsza rozprawa między Robertem Lewandowski a Cezarym Kucharskim, która odbyła się w lutym, będzie jedyną, którą w tym roku odnotujemy w sprawie rzekomego szantażu popełnionego przez menedżera. Postępowanie cały czas kręci się wokół rozstrzygnięcia autentyczności nagrań, jednego z dowodów w sprawie. Materiałem zajęli się kolejni eksperci. Nie tylko sąd ma do ich pracy zastrzeżenia.

Zaczęło się od nagrań Roberta Lewandowskiego, który potajemnie rejestrował rozmowy z Cezarym Kucharskim. Potem sprawy poszły w lawinowym tempie: zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa, zeznania Lewandowskiego, wszczęcie postępowania, przesłuchanie, decyzja o zatrzymaniu Kucharskiego i późniejsze doprowadzenie go na przesłuchanie w towarzystwie kamer. Po kilku tygodniach wyciekły też krótkie fragmenty rozmów, na których obaj rozmawiają za co, dlaczego i ile Lewandowski miałby płacić Kucharskiemu. To tam pada kwota 20 mln euro. Dla strony piłkarza do dziś ten fragment jest szantażem, dla menedżera "przedłużeniem" negocjacji w sprawie rozliczenia jego wyjścia ze spółki RL Management. Jak rozmowy oceni sąd? Na razie do etapu ich odsłuchania przejść nie można.

Zobacz wideo Rozprawa Lewandowski - Kucharski. Pierwsze spotkanie w sądzie

Niebawem rok od pierwszej rozprawy i próby rozstrzygnięcia autentyczności nagrań

Na początku konfliktu Kucharskiego z Lewandowskim wyciekły też m.in. zeznania Anny Lewandowskiej.  Żona piłkarza opisała problemy zdrowotne, które odczuwa w związku z napiętą sytuacją wokół konfliktu jej męża. Ponieważ Kucharski przed zatrzymaniem założył też sprawę przeciw Annie Lewandowskiej i spółce RL Menagement o kompensację szkody udziałowej (na 39 mln złotych), media też pisały o tej sprawie.

Potem sprawa wyhamowała. 2021 r. minął na tworzeniu przez prokuraturę aktu oskarżenia, który został złożony do sądu w maju 2022. Trochę wcześniej, bo zimą 2021 r., Kucharski trafił do szpitala z układowym zapaleniem naczyń krwionośnych. Przez miesiąc pozostawał w stanie śpiączki farmakologicznej, walczył o życie.

Kucharski wyszedł ze szpitala na Święta Wielkanocne i sprawa ruszyła na nowo. Obrońcy menedżera nie zgadzali się z zarzutami i podważali działania prokuratury, choćby w zakresie obchodzenia się z nagraniami i załączonymi przez prokuratora analizami informatycznymi i fonoskopijnymi ekspertów (z Biura Ekspertyz Sądowych w Lublinie i Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej w Poznaniu). Na pierwszej rozprawie, do której doszło w lutym 2023 r., obrońcy Kucharskiego wnieśli o dodatkową ekspertyzę nagrań. Sąd Rejonowy dla Warszawy–Śródmieścia zgodził się z ich wnioskiem. Tu sprawa zaczęła się komplikować i właściwie kręci się wokół tego punktu do dziś, za chwilę będzie to już rok.

Polski Towarzystwo Kryminalistyczne i szybki wniosek bez uzasadnienia

Sąd zlecił ekspertyzę informatyczną i fonoskopijną materiałów Krakowskiemu Instytutowi Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna. Tuż przed tym, jak w czerwcu upływał wyznaczony przez sąd termin na analizę, instytut poprosił o zwolnienie z obowiązku wydania opinii w tej sprawie. Jak informowaliśmy jako pierwsi, eksperci z tego instytutu, którzy dostali sprawę, zachowali się tajemniczo - albo zwolnili się z pracy, albo zachorowali. Te analizy miały być przeprowadzone z danych (nagrań) uzyskanych z telefonów, na których dokonywano nagrań. Na początku sprawy prokuratura operowała tylko pendrive'ami ze skopiowanymi plikami z tych urządzeń. Same telefony załączono dopiero później. Teraz przekazano je do badań. W krakowskim instytucie opinia fonoskopijna jednak nie powstała, zatrzymano się tylko na opinii z zakresu informatyki.

Warszawski sąd, który prowadzi sprawę, szukał zatem kolejnych ekspertów mogących wesprzeć go swymi analizami.

"Sporządzenie opinii zlecono Polskiemu Towarzystwu Kryminalistycznemu Instytutowi Kryminalistyki PTK w Warszawie" - przekazał nam sąd. Jak się dowiedzieliśmy, sprawa trafiła do tej jednostki z prośbą o opinię informatyczną i fonoskopijną w połowie października.

Opinii fonoskopijnej na razie nie wykonano. Opinia informatyczna spłynęła dość szybko, dokładnie w dwa tygodnie. Ekspert, który ją wykonywał, na jej stworzenie i napisanie poświęcił około 190 godzin pracy. Jak łatwo policzyć, musiał pracować nad sprawą dzień w dzień przez ponad 13 godzin. Raport liczy kilka stron. Opisuje, jakie pliki są w poszczególnych telefonach i przekazuje, że były one nagrywane dyktafonem na tych telefonach, ale też przenoszone między telefonami i że "są autentyczne". To właściwie tyle.

Taki zapis widnieje też przy plikach na telefonie Huawei P40. Biegły z PTK uznał, że znajdujące się na urządzeniu pliki wykonane zostały programem "Dyktafon" zainstalowanym na telefonie Huawei P40 i przesłane komunikatorem WhatsApp we wrześniu 2019 roku i w styczniu roku 2020. Problem w tym, że ten telefon w tym czasie fizycznie nie istniał. Został wyprodukowany dopiero w marcu 2020 r., co szybko można sprawdzić poprzez weryfikację jego IMEI czy też numeru seryjnego w ogólnodostępnej w internecie bazie. Dokument nie zawierał żadnej metodologii badań oraz uzasadnień, dlaczego pliki zostały uznane za autentyczne.

Rozmowy w restauracji i hotelu nagrano telefonem, który potem został zresetowany

Sposób przeprowadzenia i przedstawienia kilku stronicowego raportu, ale też czas i koszty, które pochłonął, musiały mocno zdziwić obronę oskarżonego i samego sędziego prowadzącego sprawę, bo Polskie Towarzystwo Kryminalistyczne zostało poproszone o uzupełnienie raportu i uzasadnienie wydanych przez siebie tez. Nie jest na razie jasne, ile może to zająć, ale biorąc pod uwagę również zlecenie na wykonanie czasochłonnego raportu fonoskopijnego, trudno zakładać, że te raporty spłyną do sądu jeszcze w tym roku, a tym bardziej że na ten rok zostanie wyznaczona data kolejnej rozprawy. Na razie sąd przekazał Sport.pl, że daty posiedzenia nie ma.

Jednocześnie obrońcy Kucharskiego złożyli po wakacjach do sądu ekspertyzę informatyczno-fonoskopijną wykonaną przez biegłego Arkadiusza Lecha dokonaną na kopiach binarnych danych ściągniętych z czterech telefonów dostarczonych prokuraturze przez Roberta Lewandowskiego. Na podstawie badań binarnych i odczytów metadanych ekspert orzekł, że nagrania z dwóch restauracji i pliki znane jako "CK Kempiński" z 12.09.2019 roku i "CK Baczewski" z 6.01.2020, które obecnie znajdują się na telefonach Huawei P30 i P40 pracujących na systemie Android 10, były nagrywane telefonem Huawei P20 z Androidem 9. Ten telefon został przekazany przez piłkarza do prokuratury już po przywróceniu go do ustawień fabrycznych. To znaczy, że nie da się z niego nic odczytać i dotrzeć do tego, co zawierał. Zdaniem Lecha m.in. dlatego przesyłane potem i dzielone na mniejsze pliki rozmowy należy uznać za nieautentyczne lub - mówiąc inaczej - zepsute (takie, które straciły szansę na status autentycznych) na skutek złego, dziwnego lub podejrzanego obchodzenia się z nimi. Sprawę telefonu po resecie i odniesienie się do tego wątku obu stron postępowania opisywaliśmy TU. Pełnomocnik Lewandowskiego, profesor Tomasz Siemiątkowski, określił to wówczas jako "odwracanie uwagi opinii publicznej".

Więcej o:
Copyright © Agora SA