Pozamiatane. Legia na straconej pozycji. Anglicy działali z premedytacją

Kacper Sosnowski
Legia najpierw się z Aston Villą dogadała. Kibiców miało być 1700. Potem Anglicy przestraszyli się, że na ich stadionie będzie niespokojnie i zmniejszyli liczbę biletów dla przyjezdnych z Warszawy. Z pięciu procent miejscówek zrobiło się dwa procent. UEFA, która została poinformowana o sprawie, na tę i podobne sytuacje reagować nie może. Dlaczego?

Na meczu w Birmingham w teorii mogło pojawić się nieco ponad 2100 kibiców Legii Warszawa. Starcie dwóch najlepszych drużyn grupy E Ligi Konferencji Europy przyciągało jak magnes nie tylko miejscowych, lecz także polskich kibiców. Stadion Villa Park, który liczy 42,5 tys. krzesełek, w sektorze gości był jednak pusty. Legioniści stali pod stadionem. Choć "stali" to zbyt łagodne słowo.

Zobacz wideo Holenderscy policjanci sami to przyznali. Sceny w areszcie

Pięć proc., a nawet więcej, ale...

Abstrahując jednak od tego, co działo się pod obiektem - agresji w stronę policjantów, rzucania różnych przedmiotów na trybuny gospodarzy i odpalania rac - kibice stali, bo najpierw uznali, że albo wchodzą wszyscy, albo nie wchodzi nikt. A potem to już i tak wejść nie mogli, bo ich agresywne zachowanie skłoniło funkcjonariuszy do wydania komunikatu "o wykluczeniu ze wstępu na zawody wszystkich przyjezdnych fanów". Przyjezdnych było oczywiście i tak więcej, niż wynosiła liczba dostępnych dla gości biletów. Jak ta liczba jest ustalana? To z jednej strony jasno określa punkt 19.02 podręcznika UEFA dotyczącego ochrony i bezpieczeństwa na stadionie w rozdziale "Bilety":

Stowarzyszenie lub klub przyjezdny musi otrzymać pięć proc. biletów z całkowitej pojemności stadionu w wydzielonym sektorze. Lokalizacja kibiców gości w tym sektorze musi zostać wcześniej uzgodniona z policją i władzami publicznymi.

Potem jest nawet bardziej optymistycznie, bo jeden z kolejnych punktów informuje, że "jeśli wydzielona część stadionu dla kibiców przyjezdnych stanowi więcej niż pięć procent całkowitej pojemności stadionu, wszystkie miejsca na wydzielonej powierzchni stadionu muszą zostać udostępnione stowarzyszeniu lub klubowi przyjezdnemu". Przy dobrych wiatrach na wyjazdy można zatem jechać większą grupą, niż przewiduje ustawa, o ile taką grupę ktoś będzie chciał zaprosić. Tyle teorii, bo inne punkty regulaminów mają więcej wspólnego z praktyką. Dokument UEFA informuje też, że to kluby między sobą uzgadniają dokładną kwotę przekazywanych biletów, oczywiście z założeniem, by w te pięć procent celować.

To lokalne władze decydują o trybunach

Ale są też inne punkty, które przekazują, że "w porozumieniu z policją i/lub innymi władzami publicznymi organizator meczu musi zapewnić, jeśli uzna to za konieczne, przydział biletów w sposób zapewniający optymalną segregację różnych grup kibiców". Tu już do głosu dochodzą służby lokalne. Czasem zresztą regulacje UEFA są na drugim planie, bo dany miejscowy organ, wojewoda lub inna państwowa komórka zamyka stadion, sektor, ogranicza liczbę uczestników zawodów, czy to w wyniku kary, czy względów bezpieczeństwa, czy - jak to bywało niedawno - przez pandemię.

Anglicy już na początku biletowych negocjacji przekazali Legii, że "w związku z rekomendacją organów miejskich, tzw. Safety Advisory Group (SAG), Aston Villa FC przekaże Legii Warszawa 990 wejściówek". To stanowiło niecałe dwa i pół procent całości obiektu, czyli połowę kwoty dla gości. Decyzja ta była motywowana właśnie względami bezpieczeństwa. Legia się od tego odwoływała i negocjowała dalej, używając biznesowej zasady wzajemności.

Przy okazji wrześniowego meczu w Warszawie, na który Legia przekazała przyjezdnym 1700 biletów, poprosiła o taką samą liczbę na rewanż. Jak czytamy w jej oświadczeniu: "Ta propozycja została przyjęta w dniu 21 września, potwierdzona podczas spotkania z Delegatem UEFA oraz opisana w raporcie Security Officer UEFA".

Sprawa wróciła jednak na początku listopada. Już po Wyjeździe Legii do Alkmaar, który nie był spokojny. Nie tylko przez zamknięcie piłkarzy Legii na stadionie po meczu, lecz także zamieszki na trybunach. Legia dostała za to od UEFA karę finansową i zakaz wyjazdu na kolejny mecz, a Anglicy szerzej otworzyli oczy.

Legia nie dogadała się z kibicami?

Być może przez to, co się działo w Holandii, a być może jako rewizję własnego zabezpieczenia spotkania poinformowali Legię, że biletów jednak przekażą mniej - 890. Znów powołali się na Grupę Doradczą ds. Bezpieczeństwa. Przedstawiciele Legii, z którymi rozmawialiśmy, dają do zrozumienia, że klub sam zasugerował lokalnym władzom, by ograniczyć liczbę widzów "w swoich interesach". Wcześniej przecież chętnie przyjęli 1700 wejściówek na obiekt Legii i po negocjacjach przekazali, że zrewanżują się tym samym.

Anglicy przekazują poprzez media, że liczbę miejscówek na Villa Park rzeczywiście zmniejszyli do niecałego tysiąca ze względów bezpieczeństwa, ale za to, co działo się potem, obwiniają Polaków. Angielski zespół miał poinformować Legię o tej zmianie zawczasu i to Legia nie porozumiała się czy też nie dogadała ze swoimi kibicami, by do Birmingham nie przyjeżdżało nadprogramowe tysiąc osób.

UEFA o sprawie wiedziała, ale jej regulaminy nie są ponad krajowym prawem albo rozporządzeniami samorządów. To dlatego odmówiła interwencji. Czy z pewnym sprytem, czy nie, Aston Villa paragrafów nie złamała. Pewnie jej zachowanie można odebrać jako nie fair, ale z drugiej strony do kombinowania być może skłonił ją strach przed polskimi kibicami. Wszak to już kolejny wyjazdowy mecz Legii, po którym z jej rywalem więcej jest oświadczeń, skandali, wzajemnych pretensji i medialnych przepychanek. Niezależnie od tego, kto ma rację, ta seria nie napawa optymizmem.

Więcej o:
Copyright © Agora SA