Dziewięć razy Maja Chwalińska cieszyła się ze zwycięstwa podczas tegorocznego Rolanda Garrosa. Dopiero w finale 24-latka znalazła pogromczynię. Mirra Andriejewa po raz pierwszy zatriumfowała w Wielkim Szlemie, pokonując polską kwalifikantkę 6:3, 6:2.
Finał wielkoszlemowego turnieju z udziałem rosyjskiej tenisistki był też okazją dla Rosjan dla manifestacji swojej przynależności narodowej, a zwycięstwo Andriejewej - idealnym momentem do zaprezentowania narodowych symboli. I choć organizatorzy starali się jak mogli, nie udało im się uniknąć skandalicznych sytuacji.
"Gdy Andriejewa celebrowała swoje zwycięstwo, para kibiców rozwinęła rosyjską flagę. Ochroniarz szybko pojawił się na miejscu i kazał schować ją w torebce mężczyzny" - przekazał dziennikarz Ben Rothenberg. Na Twitterze umieścił zdjęcie rozwiniętej flagi oraz nagranie z interwencji ochrony, na którym widać pospiesznie chowany przedmiot.
Zobacz też: Rodowicz o kulisach spotkania ze Świątek. "Daria mówiła jak nakręcona"
Świadkiem podobnego zdarzenia był też korespondent Sport.pl z Rzymu, Łukasz Jachimiak. "Ciekawa sytuacja na trybunach - mężczyzna z lewej (ubrany na biało) chciał tuż po zwycięstwie Andriejewej rozwinąć flagę Rosji, na co nie pozwolił mu drugi zakreślony mężczyzna" - napisał na Twitterze.
W zeszłym miesiącu Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) poinformowała na swojej stronie internetowej, że "nie zmienia jego dotychczasowego stanowiska w sprawie zawieszeń Białoruskiej i Rosyjskiej Federacji Tenisowej, które nadal obowiązują". Oznacza to, że rosyjscy oraz białoruscy zawodnicy nie mogą prezentować swoich symboli narodowych - nie zakazano im jednak startów.
Coraz więcej rosyjskich tenisistek decyduje się więc na zmianę obywatelstwa. Niektóre, jak Daria Kasatkina, otwarcie krytykują wojnę. - Nie jestem pewna, czy ktokolwiek poza moimi rodzicami tam na mnie czeka - powiedziała niedawno reprezentantka Australii. Dla wielu zawodniczek jest to sposób na ominięcie restrykcji.