Polscy kibice przyzwyczaili się już do obecności Igi Świątek w corocznym WTA Finals - najlepsza polska tenisistka brała udział w każdej edycji tego turnieju od 2021 roku. Przypomnijmy, że zagwarantowany udział w tych zawodach ma osiem najlepszych tenisistek z danego sezonu.
Obecna sytuacja jest jednak taka, że Iga Świątek nie zakwalifikowałaby się do tych rozgrywek. To oczywiście wciąż się może zmienić, ale po Roland Garros zajmuje ona dopiero 11. miejsce w rankingu WTA Race. Świątek ma 1823 punkty. Na ósmym miejscu jest Karolina Muchova, która ma 2410 punktów. To nie jest strata nie do odrobienia, sytuacja może się zmienić całkowicie o jednym udanym turnieju wielkoszlemowym.
Doskonale o tym wie Maja Chwalińska. Tenisistka, która do Roland Garros podchodziła jako 114. zawodniczka świata, wywalczyła sensacyjny awans do finału. W nim przegrała z faworyzowaną Mirrą Andriejewą (3:6, 2:6), ale to i tak oznacza awans w rankingu WTA o kilkadziesiąt pozycji - na 21. miejsce.
Ona również ma szansę na awans do WTA Finals, jeżeli Roland Garros nie będzie jej jedynym wystrzałem w tym sezonie. Obecnie wciąż sporo brakuje - ma 1454 punkty, które na ten moment dają jej 14. miejsce w rankingu WTA Race.
Jeszcze w tym miesiącu rozpocznie się kolejny turniej wielkoszlemowy - Wimbledon. Iga Świątek będzie na nim bronić tytułu, a Maja Chwalińska... znów będzie musiała grać w kwalifikacjach. Chyba że organizatorzy postanowią dać polskiej zawodniczce dziką kartę - a na to liczy obecnie sztab polskiej zawodniczki i Polski Związek Tenisowy.