- Patrząc z perspektywy tego, jak czułam się chociażby jeszcze w Stanach na turniejach WTA 1000, to zawody w Rzymie są dla mnie krokiem do przodu. Wiadomo, że chciałabym więcej. Liczę też, że ta praca, którą wykonujemy z zespołem, przyniesie trochę więcej - mówiła Iga Świątek po meczu z Eliną Switoliną w rozmowie ze Sport.pl. Polka dość pewnie pokonywała kolejne rywalki we Włoszech, ale Ukrainka okazała się dla niej murem nie do przebicia, choć tak łatwo 24-latka wygranej nie oddała.
"Mimo wyniku tego meczu turniej w Rzymie dał nam wiele pozytywnych odpowiedzi przed zbliżającym się Roland Garros", "O Idze można powiedzieć 'nie od razu Rzym zbudowano'. Powrót na szczyt jest trudny. Teraz Paryż, a tam zawsze działy się niesamowite rzeczy z perspektywy Polki. I na to trzeba liczyć..." - pisali eksperci po występie Świątek w stolicy Włoch. A co do powiedzenia miał Tomasz Wolfke?
- Jest ewidentnie lepiej niż w marcu, aczkolwiek sezon na kortach ziemnych powoli się kończy, a sukcesów nie ma. (...) Za Rzym wystawiłbym Idze notę cztery plus, może pięć minus, bo jednak poprawa jest znacząca, a trzeba też docenić klasę Switoliny - podkreślał komentator Eurosportu w rozmowie z Interią. Choć pochwalił Polkę, to wysnuł też bardzo niepokojącą tezę. Jego zdaniem ta ma już odzwierciedlenie w rzeczywistości.
- Musimy się jednak przyzwyczaić do tego i pogodzić się z tym, że Iga nie jest dominatorką - zaczął. - Jest wciąż jedną z najlepszych zawodniczek na świecie, ale w obrębie dziesiątki każda może z nią wygrać. Jeszcze nie wiemy, co z Mboko, bo z nią nie grała, ale Andriejewa i Switolina wygrały ze Świątek i to by potwierdzało moją tezę - stwierdził wprost. - Kolejne tygodnie zdają się jednak potwierdzać to, że Iga nie jest tą największą gwiazdą, ale solidną zawodniczką dziesiątki. Oczywiście taką, która może jeszcze w tenisie dużo wygrać - dodał.
Zobacz też: Ukraińcy piszą wprost po porażce Świątek. "Królowa mączki zdetronizowana".
Co dalej z karierą Świątek? W przeszłości rządziła na kortach ziemnych, ale już od dwóch sezonów notuje na nich spadek formy. W Rzymie dała promyk nadziei. A czy tę nadzieję, a może i zwycięstwo da podczas Roland Garros? W końcu to impreza, którą wygrywała aż czterokrotnie! - Dominatorką nie jest i nie jedzie tam, jako zdecydowana faworytka - zauważył błyskawicznie Wolfke. - Jeśli dotrze do ćwierćfinału, to będzie można odtrąbić sukces. Oczywiście może wygrać, ale to będzie zależało od wielu czynników. Od dyspozycji dnia i tego, kto stanie po drugiej stronie siatki - wyliczał.
Teraz przed Świątek bardzo krótka chwila na odpoczynek. Turniej we Francji rozpocznie się już za trzy dni. Wkrótce poznamy drabinkę i potencjalne rywalki, z którymi może zmierzyć się nasza rodaczka. Czy los się do niej uśmiechnie? W poprzednim sezonie dotarła do półfinału, a tam po trzysetowej batalii uległa Arynie Sabalence. Ale zanim przeniesiemy się do Paryża, czeka nas jeszcze finał w Rzymie. Zmierzą się w nim... Coco Gauff i Elina Switolina.