- To dla mnie krok do przodu. Wiadomo że chciałabym więcej, ale wciąż sprawia mi przyjemność samo granie w tenisa, a w sumie to nie jest takie oczywiste - powiedziała Sport.pl Iga Świątek. W półfinale turnieju w Rzymie - podobnie jak w Indian Wells - przegrała z Eliną Switoliną. - Wtedy, gdy jedna z nas wygrywała, to ta druga trochę kopała się w czoło. Przepraszam za szczerość - dodała.
Iga Świątek przegrała z Eliną Switoliną 4:6, 6:2, 2:6 w półfinale turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie. Po spotkaniu jako wysłannik Sport.pl miałem okazję porozmawiać krótko z naszą tenisistką.
Spotkanie Polki z Ukrainką rozpoczęło się dopiero o godz. 22:20. Wcześniej na korcie centralnym rozgrywano ćwierćfinał singla panów Danił Miedwiediew - Martin Landaluce. Spotkanie trwało 144 minuty, a na moment zostało przerwane z powodu deszczu. Świątek i Switolina spędziły na korcie 133 minuty, a pojedynek zakończył się już w piątek - 33 minuty po północy. Jako dziennikarze akredytowani należymy do specjalnej grupy, którą organizatorzy informują, o której godzinie i gdzie odbędą się poszczególne konferencje prasowe. Tak było i tym razem.
Po czwartkowym półfinale najpierw przekazano nam, że pięć minut przed północą przyjdzie do dziennikarzy Elina Switolina. Ukrainka rozmawiała przez parę minut z kilkoma przedstawicielami mediów. Dalej jednak brakowało informacji, czy i o której godzinie zjawi się Iga Świątek. Kolejni dziennikarze zaczęli wychodzić z biura prasowego, gdy pojawił się komunikat, że Polka przyjdzie za pięć minut i zjawiła się o 1:17.
Świątek ocenia występ w Rzymie
Okazało się wówczas, że zostałem tam sam razem z ekipą Canal+ Sport, oficjalnym nadawcą transmisji turniejów WTA. Najpierw krótką rozmowę przeprowadził z nią komentator stacji Maciej Łuczak, a następnie pracownica WTA pozwoliła mi zadać kilka pytań. Zwykle na konferencjach Świątek jest tylu dziennikarzy, że nie ma możliwości stanąć z nią osobno i porozmawiać.
W tej sytuacji zapytałem naszą tenisistkę, jak ocenia swój występ w tegorocznym turnieju na kortach Foro Italico. - Patrząc z perspektywy tego, jak czułam się chociażby jeszcze w Stanach na turniejach WTA 1000, to zawody w Rzymie są dla mnie krokiem do przodu. Wiadomo, że chciałabym więcej. Liczę też, że ta praca, którą wykonujemy z zespołem, przyniesie trochę więcej - powiedziała Iga Świątek.
I dodała: - Ale wciąż sprawia mi przyjemność samo bycie na korcie, granie w tenisa, a w sumie to nie jest takie oczywiste i nie powinno się tego brać jako pewnik. Będę po prostu cisnęła dalej, żeby mieć coraz więcej okazji i grać jeszcze lepiej.
Świątek nawiązała do tego, że w stolicy Włoch pierwszy raz w tym sezonie doszła indywidualnie do półfinału (drużynowo w styczniu razem z zespołem Polski wygrała United Cup). Ponadto w ćwierćfinale na Foro Italico pokonała piątą na świecie Jessicę Pegulę, odnosząc pierwsze zwycięstwo nad przeciwniczką sklasyfikowaną w top 10 rankingu od listopada ubiegłego roku i imprezy WTA Finals w Rijadzie.
Radość, której brakowało
Wspominając USA, Iga Świątek miała na myśli występy w Indian Wells oraz Miami, gdzie przegrywała w tym roku odpowiednio w ćwierćfinale i w drugiej rundzie. Po niepowodzeniu z Magdą Linette na Florydzie zdecydowała się na rozstanie z trenerem Wimem Fissettem. Następcą Belga został Hiszpan Francisco Roig, który przez 17 lat pracował jako asystent głównego szkoleniowca w zespole Rafaela Nadala, a później trenował już sam m.in. Emmę Raducanu, Matteo Berrettiniego czy Sloane Stephens.
Iga podkreśliła kolejny raz na przestrzeni kilku dni w Rzymie, że tenis sprawia jej radość i że nie jest to rzecz oczywista. Wcześniej po wygranej z Pegulą mówiła: - Jeśli grasz dobrze, jeśli dobrze czujesz piłkę, jeśli robisz właściwe rzeczy i wszystko działa, łatwo się tym cieszyć. Tak, ja się tym cieszę. Są turnieje, które lubisz, a są turnieje, w których czujesz, że grasz fatalnie, nawet nie grasz, ale ogólnie czujesz się fatalnie. Musisz zaakceptować, że to może się zdarzyć. Na pewno czuję się tu dobrze.
Jej idol Rafael Nadal nieraz powtarzał, że wynik w tenisie jest ważny, ale jeszcze ważniejsze jest poczucie szczęścia z rywalizacji, z uprawiania sportu, bo bez tego wszystko inne traci znaczenie. Wcześniej u Polki dało się zauważyć, że tenis nie dawał jej takiej satysfakcji, co zresztą sama przyznawała.
Z jednej strony to wyniki budują podejście sportowca, a z drugiej widać wyraźnie, że mączka w stolicy Włoch to miejsce, które jest dla Polki szczególne. Zdobywała na niej tytuł już trzykrotnie - ostatni raz w 2024 roku. Kibice ją tu kochają, co widziałem na jednym z treningów. Tłumy pojawiły się na trybunach, by oglądać Polkę w akcji, a ta, jak opisywałem, przez 12 minut podpisywała autografy, robiła sobie zdjęcia z fanami. To rzadki widok na najwyższym poziomie w tenisie, by tyle czasu poświęcić fanom po treningu.
W nocy z czwartku na piątek po przegranej ze Switoliną Iga Świątek była smutna, ale nie sprawiała wrażenia załamanej. Nie unikała odpowiedzi na trudne pytania, mimo że nie był to czas i miejsce na długie rozmowy. Przedstawiciele WTA po północy i w przypadku przegrywających starają się skracać możliwie obowiązki medialne.
Widać było, że Świątek miała poczucie niedosytu, bo wydawało się, że po drugim pewnie wygranym secie 6:2 przejmuje kontrolę nad meczem. W trzeciej partii nie wykorzystała jednak swoich szans i to Ukrainka może cieszyć się z awansu do finału, w którym w sobotę zmierzy się na Foro Italico z Coco Gauff.
Lepszy mecz niż w Kalifornii
Po półfinale zapytałem także Świątek o jej poprzednie starcie ze Switoliną z marca, gdy spotkały się w ćwierćfinale w Indian Wells. Wówczas górą również była reprezentantka Ukrainy - 6:2, 4:6, 6:4. Jak była liderka rankingu z Polski porównałaby oba mecze? - Myślę, że te mecze znacznie się różniły. Grałyśmy dziś obie o wiele lepiej. W Indian Wells było tak, że gdy jedna z nas wygrywała, to ta druga trochę kopała się w czoło. Przepraszam za szczerość. Nie grałyśmy wtedy zbyt dobrze - podkreśliła.
I dodała: - Teraz zagrałyśmy spotkanie na o wiele wyższym poziomie. Żeby wygrać, zdobywać punkty, obie musiałyśmy stanąć na wysokości zadania, grać naprawdę dobrze. Szkoda tego meczu, ale Elina zaprezentowała się dziś naprawdę dobrze. Wczoraj też musiała zagrać świetnie (z Jeleną Rybakiną w ćwierćfinale - red.), chociaż nie oglądałam tego pojedynku. Widać, jak świetnie jej idzie w tym sezonie.
Dla Switoliny to najlepszy sezon od momentu, gdy wiosną 2023 wróciła do rywalizacji po urodzeniu dziecka. W rankingu live WTA Race, który obejmuje wyniki jedynie z obecnego roku, jest już czwarta. Doszła m.in. do półfinału Australian Open, wygrała zawody w Auckland, była w finale w Dubaju, w półfinałach w Indian Wells oraz w Stuttgarcie. Jeśli w sobotę pokona Gauff, dokona rzeczy niezwykłej, ogrywając w jednym turnieju zarówno Amerykankę, jak i Świątek i Rybakinę.