Od porażki Magdy Linette 4:6, 0:6 z Martą Kostiuk reprezentacja Polski rozpoczęła baraż z Ukrainą o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup. Po piątkowych spotkaniach w Gliwicach nasza drużyna została postawiona pod ścianą. Gdy porażki 2:6, 1:6 przeciwko Jelinie Switolinie doznała Katarzyna Kawa, Ukrainki objęły prowadzenie 2:0 i od awansu dzieliło je już tylko jedno zwycięstwo. O przedłużenie naszych szans mogły jednak powalczyć Maja Chwalińska i Martyna Kubka.
Nasze zawodniczki w pierwszym zaplanowanym na sobotę meczu zmierzyły się w grze podwójnej z Ludmyłą i Nadią Kiczenok. Ukrainki mimo wszystko uchodziły za zdecydowane faworytki. W rankingu deblowym zajmują odpowiednio 26. i 64. miejsce na świecie. Początek spotkania zupełnie tego nie oddawał.
Polki co prawda rozpoczęły bardzo kiepsko, bo od przegranego gema przy podaniu Kubki, ale z czasem się rozkręcały. Od stanu 0:2 zaczęły odrabiać straty i wyszły na prowadzenie 3:2. Później to one były bliżej drugiego przełamania. Przy stanie 4:3 i 5:4 długo grały na przewagi, miały w górze trzy breakpointy, w tym dwie piłki setowe. Niestety ani jednej nie wykorzystały. A to boleśnie się na nich zemściło. Przy wyniku 5:5 i serwisie Chwalińskiej to siostry Kiczenok przełamały i nasza sytuacja stała się bardzo trudna. W kolejnym, decydującym gemie nasze tenisistki nie zdołały się postawić i przegrały 5:7.
Zobacz też: Tak Sabalenka pracuje nad emocjami. "Staramy się stworzyć środowisko..."
W kolejny set nasz debel wszedł jednak znakomicie. Kubka i Chwalińska wygrały pierwszego gema do zera. Rywalizacja toczyła się cios za cios. Żadna ze stron nie była nawet w stanie wywalczyć breakpointu. Cień nadziei na sukces pojawił się, gdy Polki prowadziły 5:4 i doprowadziły do stanu równowagi w gemie. Ukrainki znakomicie wytrzymały wówczas presję, a chwilę później powtórzyła się historia z pierwszej partii.
Przy podaniu Chwalińskiej Ukrainki w końcu przełamały. W kluczowym momencie 24-latka uderzyła w aut. Ludmyła i Nadia Kiczenok musiały więc już tylko dopełnić formalności i wygrać przy swoim podaniu. Tymczasem stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Polki stawiły opór i po chwili prowadziły 40:0. Niestety błyskawicznie tę przewagę roztrwoniły. Gdy wydawało się, że zbliża się nieuchronny koniec, nagle obroniły piłkę meczową. Wtedy też wstąpiły w nie nowe siły. Raz jeszcze wywalczyły breakpoint, a efektownym smeczem wykorzystała go Kubka.
W ten sposób zrobiło się 6:6 i o losach partii zadecydował tie-break. A ten ułożył się dla naszych reprezentantek znakomicie. Choć początek był wyrównany i na tablicy wyników utrzymywał się wynik 3:3, chwilę później Polki wyprowadziły decydujące ciosy. Najpierw asem serwisowym popisała się Kubka, a zaraz po tym kapitalnie przy siatce zagrała Chwalińska. Dzięki temu było 6:3 i Polki miały piłki setowe. Przy drugiej Chwalińska raz jeszcze kapitalnie zachowała się pod siatką. Tym samym dała nam zwycięstwo 7:4 w tie-breaku i doprowadziła do trzeciej odsłony.
Nasze tenisistki poszły więc za ciosem i rozpoczęły ją od przełamania. Potem Polki prowadziły 3:2 z przełamaniem i od tego momentu przegrały aż cztery gemy z rzędu!
Przegrana w deblu kończy de facto polsko-ukraińskie starcie. Bez względu na wyniki kolejnych zaplanowanych meczów singlowych - wygrana i tak padła łupem Ukrainy, która już teraz awansowała do finałów Billie Jean King Cup. Odbędą się one w dniach 22-27 września w Chinach.