Trener Polek oddał jej najcenniejsze trofeum. "Była w szoku, nie mogła uwierzyć"

Jakub Balcerski
- W tej roli dostajesz od zawodniczek najwięcej emocji - mówi Sport.pl Theresa Koren, fizjoterapeutka i trenerka przygotowania fizycznego, ale także jedyna kobieta w nowym sztabie polskich skoczkiń, która wielokrotnie musi być także gotowa ich wysłuchać. Opowiada nam o atmosferze w drużynie i tym, czego Polkom brakowało najbardziej, gdy weszła do ich szatni po raz pierwszy.

Nie tylko Harald Rodlauer jest dla polskich skoków kobiet nową postacią. Austriak jako asystenta dobrał sobie byłego skoczka, Stefana Hulę, ale ma jeszcze dwoje współpracowników. Kadrze pomagają konsultant Alois Hasibether, specjalista ds. stymulacji mięśniowej i zajmująca się przygotowaniem fizycznym zawodniczek fizjoterapeutka Theresa Koren. To ona jest najbliżej zawodniczek, jako jedyna kobieta w sztabie, ale także ta, która najwięcej pomaga im wokół tego, co dzieje się na skoczni: czasem przekazuje uwagi trenerów, często rozmawia, a pomiędzy skokami nawet nosi narty.

Zobacz wideo Polscy skoczkowie osiągali największe sukcesy, gdy... ujarzmili osły. Tak wyglądał ich trening

Jedyna kobieta w sztabie polskich skoczkiń. "muszę się skupiać nie tylko na ciele, ale też na psychice zawodniczek"

- W tej roli dostajesz od zawodniczek najwięcej emocji - mówi Sport.pl Koren. - Jeśli na treningu, czy podczas zawodów idzie ciężko, przychodzą do mnie. Kiedy ćwiczymy, czy robię im masaż, mówią sporo. To spora część mojej pracy: muszę się skupiać nie tylko na ciele, ale też na psychice moich zawodniczek - przyznaje Austriaczka. Poza współpracą z Polkami prowadzi własny gabinet fizjoterapii. Z innymi skoczkiniami nie pracuje, ale już z innymi sportowcami jak najbardziej, głównie triathlonistami. Przyjmuje do siebie także zwykłych pacjentów po urazach.

- Uwielbiam góry. W tym roku wybrałam się na szczyt Triglav w Słowenii. Kocham też pracować na siłowni, dźwigać ciężary i uprawiać jogging - mówi o swoich pasjach. - W Polsce najbardziej spodobali mi się ludzie, są mili i czuć, jakby wszyscy byli jedną rodzinę. Już kocham tu pracować - zdradza.

To największe problemy Polek. "Są braki, których nie da się łatwo nadrobić"

To jednak wymowne, że, gdy pytamy o pierwsze wnioski z pracy z nowym zespołem, zaczyna od wskazania największego problemu. To, że praca z polskimi skoczkiniami to wyzwanie nie tylko ze względu na słabe wyniki, zwłaszcza biorąc pod uwagę poprzedni sezon, wie każdy. Także ona. - To spora różnica do najlepszych w stabilności i reakcji zawodniczek - ocenia Theresa Koren. - Dla mnie ważne było, żeby dużo z nimi nad tym pracować. W Austrii mieliśmy najlepszy zespół na świecie, ale też musieliśmy zwracać na to sporo uwagi. Tu zawodniczki nie były na to odpowiednio ukierunkowane. Pomyślałam sobie: "Okej, potrzebujemy sporo czasu, żeby to zmienić". Musisz przepracować kilka miesięcy, żeby coś zaczęło się poprawiać w twoim ciele. Na skoczni to ogromnie ważny obszar pracy. Latem poświęciliśmy wiele sesji na trening wytrzymałościowy, bo tu są braki, których nie da się łatwo nadrobić. Potrzebowały też wielu skoków, żeby najpierw zaadaptować się do wprowadzanych zmian, a potem zacząć poprawiać technikę - tłumaczy.

 

- Waga nie była kłopotem. Może w jakimś pojedynczym przypadku w którymś momencie, ale nie w pełnym obrazie sytuacji - wyjaśnia, gdy pytamy o to, jak radzą sobie z nią polskie skoczkinie, bo ten temat był w ich kwestii bardzo ważny w poprzednich latach. Do tego stopnia, że Polski Związek Narciarski wprowadził dla nich limit wartości BMI, 21. - Ten zespół miał inne problemy, zwłaszcza z psychiką. I jeśli sobie z nimi nie poradzisz, to na skoczni nie będzie to wyglądało dobrze. Żeby dojść do dobrej formy, musisz żyć sportem, dostrzegać w nim wiele elementów i dbać o wszystkie. Gdy tu przyszłam, dziewczyny nie miały rozplanowanego, co i jak jedzą. Jadły, jak chciały. A musisz dostosować dietę, czy sen, to bardzo ważne aspekty dla sportowca. Trening to jedno, ale w życiu sportowca nie można skupiać się tylko na nim. To podstawy i nad nimi mieliśmy ogrom pracy do wykonania - dodaje.

- A pierwszą zmianą w naszym zespole było podejście do pracy. Jesteśmy drużyną, nie ma w nim zawodniczki, która jest ważniejsza, lepsza od innej. A to był wielki problem w przeszłości. Zdarzało się, że przychodziły na trening i wprost mówiły sobie: "Jestem od ciebie lepsza, więc ja zrobię swoją robotę, a ty tam rób tę swoją". Było wzajemne lekceważenie. A my chcieliśmy iść jedną drogą. Jemy razem, podróżujemy, trenujemy i nikogo z tej łodzi nie wyrzucamy. Teraz to funkcjonuje o wiele lepiej, dziewczyny czują się dobrze w swoim towarzystwie i potrafią współpracować - wskazuje członkini sztabu trenera Rodlauera.

Co z liderką kadry? "Liczę, że wszystko poukłada"

W której zawodniczce widzi taką, która mogłaby zaistnieć w kobiecych skokach na dłużej? - Natalia Słowik ma potencjał na zawodniczkę z czołówki. Myślę, że dla niej możliwe byłoby wejście na wysoki poziom w dwa, może trzy lata. Ma do tego wielką motywację i świetne nastawienie: chciałaby tylko iść skakać. Ona tym żyje - przekonuje Koren.

- Nicole Konderla też ma potencjał do tego, żeby stać się świetną skoczkinią, być w światowym topie - mówi o niedawnej liderce kadry, której nie ma podczas inauguracji Pucharu Świata w Lillehammer. Pojedzie tam dopiero na Puchar Interkontynentalny, a sztab nie komentuje wyłączenia jej ze składu na pierwsze zawody. - Musi dużo popracować nad psychiką. To ona ma bardzo duży wpływ na to, jak skacze. W trakcie przygotowań w pewnym momencie miała bardzo stabilną i dobrą formę, potem pojawiły się nieco gorsze rezultaty. Kontuzje? Pracowaliśmy ciężko i nie miała wielu problemów. Teraz musiała zaleczyć niewielki uraz. Ma jednak inny kłopot. Mówię jej: Musisz pójść w jednym kierunku. Bo wiele osób może ci mówić, co masz robić, ale powinnaś mieć jedyny plan i wedle niego pracować. Dopiero później zobaczysz, czy był właściwy, czy nie. Kiedy zmieniasz coś jeszcze, zanim zobaczysz finalny efekt, to nigdy nie poczujesz się pewnie na swojej drodze. Nie dowiesz się, czy ona była dobra. Liczę, że wszystko poukłada i to będzie dla niej dobra zima - twierdzi Theresa Koren.

- Pracujemy na wyniki w tym sezonie, chcemy zobaczyć progres. Ale realnie patrząc na sytuację, musimy być gotowi na to, że właściwy rozwój ten zespół ma osiągnąć właśnie wtedy. Myślę, że ważne, żeby teraz poprawiły się w takich elementach, jak siła, dynamika, czy psychika. Wiem, że dziennikarze mogą narzucać presję, a ludzie komentować, że niewiele się zmienia. Tylko, że tu naprawdę potrzeba czasu. Nie da się sprawić, że wszystko, co tu nie grało, zniknie w trzy-cztery miesiące. Rok? Wtedy będziemy wiedzieć już więcej. A następna zima, jeśli wszystko pójdzie dobrze, powinna być naprawdę ciekawa. Ten sezon jest dla nauki - zapewnia fizjoterapeutka kadry.

Rodlauer oddał Koren Puchar Narodów. "Nie mogła uwierzyć"

Dla trenera Rodlauera Koren jest wyjątkowo ważną osobą. Żeby ją docenić w marcu po finale Pucharu Świata w Lahti postanowił dać jej niezwykły prezent. - Kazałem jej wziąć trofeum za wygraną w Pucharze Narodów. Ja miałem już w domu jedno, za poprzedni sezon - zdradza nam szkoleniowiec. - Theresa pracowała ciężko przez ostatnie dwa lata i chciałem tak jej to wynagrodzić. Jest u niej w domu, w Karyntii. Kiedy wszyscy byli zajęci świętowaniem, zakradłem się po ten puchar i go schowałem. Potem w odpowiednim momencie jej go wręczyłem. Była w szoku, nie mogła uwierzyć, że może go zabrać, ale tak zdecydowałem i to było dla mnie bardzo ważne - przytacza Rodlauer.

Puchar Narodów w domu Theresy KorenPuchar Narodów w domu Theresy Koren Fot. Theresa Koren

- W Austrii pracowało mi się z Harry'm bardzo dobrze. Gdy odszedł, ja też rozwiązałam kontrakt z austriackim związkiem, bo stwierdziłam, że chcę spędzać więcej czasu z moją rodziną. Jednak nieco po sezonie zadzwonił i mówi: "Theresa, będę pracował w Polsce, chciałbym, żebyś pojechała tam ze mną" - ujawnia Koren. - A ja od usłyszenia tych słów byłam na tak, bo Polska to jeden z największych krajów dla całych skoków. To nowy rozdział i możesz przenieść doświadczenie ze swojej pracy z czołowymi zawodnikami do nowych, marzących o dostaniu się na ten poziom. To coś wyjątkowego - opisuje.

- Zrekonstruowaliśmy tu w sumie nasz zespół z Austrii i to wspaniałe - śmieje się Theresa Koren. - Lubię pracować z profesjonalistami, więc Harry i Mathias Hafele, który długo zajmował się naszym sprzętem w Austrii, są dla nas bardzo cenni. Zrobiło mi się bardzo smutno, gdy "Hafes" odchodził z kadry rok przed nami i nam o tym powiedział. Pracuje niesamowicie i też wiele się od niego nauczyłam. - Pracy z kombinezonami? - Nie, ha, ha. Jest bardzo bezpośredni, dobry w kontakcie z zawodnikiem. Zachowuje odpowiedni dystans, wie, czego potrzeba w danej chwili. Mnie z tym zawsze było trudno. Czasem było w tym trochę za dużo emocji - przyznaje.

Rodlauer rozstał się z austriacką kadrą po wielkich sukcesach, ale i przy coraz gorszej atmosferze w zespole i złych relacjach z dyrektorem sportowym, Mario Stecherem. - Ja nie miałam problemów w relacji ze związkiem. Zespół? Nie zawsze było w porządku. Nie wszystkie sytuacje w ostatnim czasie naszej pracy w Austrii powinny być miejsce. Komunikacja w drużynie była sporym problemem. Najlepiej rozumieliśmy się z Sarą Maritą Kramer, to zawodniczka, jakiej życzę każdemu trenerowi i chciałabym, żeby wszyscy byli tak profesjonalni jak ona. Nie było z nią żadnych problemów - podkreśla Koren.

"Plan na Polskę nie różnił się od naszego systemu pracy z Austrii. Różnica jest w tym, co tutaj zastaliśmy"

- Kiedy wejdziesz na najwyższy poziom w Polsce, możesz sobie potem powiedzieć: "Jestem spełniony". W Austrii pracujesz z kimś, kto już jest dobry, chcesz sprawić, żeby był jeszcze lepszy. Zupełnie inaczej pobudzi cię zatem praca z kimś, kto jest na niższym poziomie i starasz się, żeby wszedł na ten najwyższy. Jeśli tego dokona, satysfakcja będzie ogromna, także dla nas. Bo to udowodni, jak cenna była nasza praca - wyjaśnia, jak widzi czekające ją wyzwanie w Polsce.

- Plan na Polskę nie różnił się od naszego systemu pracy z Austrii. Robimy to samo: dużo skoków, ciężka praca i odpowiednie nastawienie. Różnica jest w tym, co tutaj zastaliśmy. W Austrii nie ma jednak problemów ze stabilnością, czy mobilnością zawodniczek, rzadko też z ich motywacją. Tam największym wyzwaniem jest praca nad psychiką: dla nich trzecie, czy piąte miejsce może być już wynikiem, który podłamuje czołową zawodniczkę. Bo liczyło się dla niej tylko zwycięstwo. W Polsce więcej skupiamy się na ciele i budowaniu bazy do robienia progresu w wynikach. Zaskoczyło mnie, że będziemy tak pracować, taka jest prawda. To była i pewnie jeszcze będzie ta trudniejsza część naszej pracy, ale obyśmy powoli zbierali jej owoce - podsumowuje Theresa Koren.

Więcej o:
Copyright © Agora SA