Nowy bóg siatkówki na drodze do nieba! Porażka Polaków w nieprawdopodobnych okolicznościach!

Jakub Balcerski
Po drugim secie Polacy byli o krok od siatkarskiego nieba - finału juniorskiego mundialu i ogrania o wiele silniejszych Włochów. Ale wtedy stanęli na boisku, a gospodarzy do finału poprowadził fenomenalny Alessandro Michieletto. Polacy nie umieli ich zatrzymać i nieprawdopodobnie przegrali. W niedzielę zagrają o brąz.

Antoni Kwasigroch schował głowę w koszulkę, Maciej Nowowsiak odbił piłkę w trybuny ze złości, a reszta kadry tylko smutno patrzyła na radość Włochów. Polscy juniorzy przegrali walkę o finał mistrzostw świata w sposób niewiarygodny. Mieli w tym meczu wszystkie atuty po swojej stronie, a w górze piłkę, która mogłaby ich poprowadzić bezpośrednio do meczu o złoto.

Wszystko to jednak pomimo wielkiej walki do końca na marne. A Włosi po tym, jak niesamowicie odwrócili przebieg półfinału z Polską, w niedzielę do mistrzostwa Europy seniorów będą mogli dołożyć mistrzostwo świata w kategorii do lat 21. Długą chwilę wydawało się, że zagrają tylko o brąz i to zdominowani przez drużynę słabszą od siebie na papierze. To 2:3 (25:20, 25:20, 11:25, 21:25, 12:15) jest dla polskiej siatkówki bardzo bolesne.

Zobacz wideo Kto będzie trenerem reprezentacji siatkarzy? Jeden kandydat ma największe szanse

Ze sztabu rozległo się "Mamy ich" i Polacy zaczęli dominować

Od samego wejścia Polaków w mecz było czuć, że atmosfera w hali w Cagliari będzie gorąca. Najpierw głośne wykonanie "Il Canto degli Italiani", a potem wsparcie dla Włochów, zwłaszcza gdy dostawali punkty za decyzje na styku (podczas juniorskiego mundialu nie korzysta się z systemu challenge). Tymi nakręcali się też Polacy - Michieletto trafił ich zagrywką już w pierwszym serwisie meczu, ale piłka była bardzo blisko podbicia przez jednego z zawodników Daniela Plińskiego. Dyskusje szybko ustąpiły jednak chęci dalszej gry. Kilka piłek później sędziowie przyznali też punkt gospodarzom po tym, jak odbita od włoskiego bloku spadała w aut i miała dotknąć nogi polskiego zawodnika. 

Półfinał MŚ U-21: Polska - WłochyHorror i dramat w jednym! Polska prowadziła już 2:0 w setach i przegrała półfinał MŚ U21!

Wtedy Włosi mieli jeszcze niewielką przewagę, ale w połowie pierwszego seta, jakby ich zatkało. Zamrożeni stanęli na parkiecie i przestali posyłać potężne ataki, blokować i zagrażać zagrywką. A Polacy od stanu 10:12 wyszli na 16:12 dzięki ich błędom i swojej świetnej zagrywce. "Mamy ich" - rozległo się ze strony polskiego sztabu. I racja: to był moment, który dał drużynie Daniela Plińskiego siłę na resztę seta. Włosi mogli się denerwować o każdy kolejny zdobyty przez nich punkt, nie wytrzymywać nerwowo pod siatką, ale na Polakach nie robiło to żadnego wrażenia. Mentalnie pozostali nienaruszeni do końca partii, którą wygrali do 20. 

Włosi chcieli wachlować boisko kartoniadą z napisem "Murato". W drugim secie mogli ją schować

Włoscy kibice mieli na trybunach przygotowane kartoniki z flagą Włoch na jednej stronie i napisem "Murato" na drugiej. "Wachlowali boisko" w przypadku bloku Włochów, ale w drugiej partii mogliby po prostu te kartki schować. To oni murowali siatkę i aż pięć razy punktowali tym elementem. Wykorzystywali też świetnie siłę swojego ataku, a Włosi popełniali coraz więcej błędów. 

O tym, jak tracili rytm, najlepiej świadczyło kilka serii po trzy i cztery punkty, gdy swoją przewagę zdobywali Polacy. Włosi nie byli w stanie zatrzymywać ataków Dawida Dulskiego, czy Jakuba Strulaka, zwłaszcza gdy wszystko znakomicie wspierał polski blok, czy zagrywka Jakuba Krauta. Te dwa elementy dały drużynie Plińskiego znakomitą, płynną grę i nawet pogoń Włochów w końcówce znów nic im nie dała. Polacy drugi raz wygrali seta 25:20 i prowadzili 2:0 w meczu. Od awansu do finału dzieliła ich jedna wygrana partia. 

Michieletto włączył się "tryb bestii". Polacy chcieli, żeby Włosi się wyszaleli

I wtedy nadszedł moment, którego wszyscy się spodziewali i który trzeba w takim meczu przetrwać. "Tryb bestii" włączył się gwiazdorowi Włochów, Alessandro Michieletto. "Włoskie media nie boją się nazywać Alessandro Michieletto nowym Osmanym Juantoreną. Sam został zresztą przez niego namaszczony i udowadnia, że świetnie odnajdzie się w tej roli. Zaledwie dwa tygodnie temu w Spodku 19-latek zdobył mistrzostwo Europy z kadrą Ferdinando De Giorgiego, a teraz chce zatrzymać polskich siatkarzy, żeby sięgnąć po złoto juniorskiego mundialu" - pisaliśmy w przedmeczowym tekście o zawodniku, który już jest uważany za jednego z najlepszych na świecie. I w Cagliari tylko udowadniał, że ci, którzy go tak nazywają, się nie mylą.

Alessandro Michieletto podczas meczu Włochy-Belgia na siatkarskich mistrzostwach świata do lat 2119-letnie objawienie siatkówki zatrzyma Polaków w półfinale MŚ? Dwa tygodnie temu już zdobył złoto

W trzecim secie Polacy stanęli, a cały włoski zespół zaczął punktować jak szalony. Obok Michieletto chwilami zachwycali też Tommaso Stefani i Nicola Cianciotta, ale bohater Włochów, zwłaszcza w końcówce, był tylko jeden. To zawodnik Itas Trentino zdobył trzy z ostatnich czterech punktów dla gospodarzy, którzy na ten jeden moment dominowali. Inaczej nazwać wygranej do 11 nie można. Na nazwisku Michieletto gardło zdzierał sobie spiker, który dwa tygodnie wcześniej w podobny sposób wyróżniał jego zagrania w finale mistrzostw Europy seniorów w katowickim Spodku. Wtedy Włosi sięgnęli po złoto. W sobotę po trzecim secie nie chcieli, żeby ich rywale byli dla nich, jak Słowenia dla kadry Vitala Heynena w półfinale ME. Żeby Włosi wyszaleli się wtedy do maksimum, a ich poziom gry spadł z kosmicznego na ten ziemski, z którym można rywalizować. 

Dulski nie skończył kluczowej akcji meczu. Polacy byli podłamani

I po polskiej stronie wiele wróciło do normy. Wystarczyło przeczekać najlepszy moment Włochów w całym meczu, a u siebie poprawić przyjęcie. Już to sprawiło, że Polacy byli w stanie toczyć wyrównaną walkę z przeciwnikiem. Dołożenie mocnej zagrywki odrzucało gospodarzy od siatki, ale oni wciąż mieli Michieletto. I to w gazie. Przyjmujący wciskał Polakom kiwki, a przy płynnych akcjach potrafił uderzyć tak mocno, że nawet świetnie dysponowany libero Maciej Nowowsiak nie podbijał tych piłek. 

Kluczowy moment meczu przyszedł przy stanie 16:16. To wtedy trzypunktową serią popisali się Włosi i zyskali bardzo ważną przewagę dającą im nadzieję na doprowadzenie do tie-breaka. Wtedy Polacy się zawzięli i odrobili straty. Przy stanie 21:20 dla Włochów mieli nawet piłkę na remis, ale swój atak w aut posłał Dawid Dulski. Zawodnicy Daniela Plińskiego jeszcze przez chwilę kłócili się o to, czy nie było bloku, ale to było bezskuteczne. Dulski stał kilka metrów dalej, wyraźnie podłamany. Jak cała polska kadra, która nie zdobyła już żadnego punktu w tej partii. Włosi skończyli ją asem serwisowym i wygraną do 20, co dało im remis 2:2 w całym meczu i piątego seta.

Włosi stworzyli swój mecz od zera i wyrwali awans do finału

Wydawało się, że w tamtej chwili zdecydowały się losy meczu i tego, że Polacy doznają nieprawdopodobnej porażki. Przy 2:0 mecz wydawał się być tak bardzo pod kontrolą, jak tylko mógł być. To świetnie obrazowały reakcje trenera Daniela Plińskiego, byłego świetnego reprezentanta Polski. Szkoleniowiec skakał pod sufit przy każdej piłce, reagował, jakby był jeszcze zawodnikiem. Miał tyle luzu, ile jego zawodnicy, ale później to wszystko stracił. W tie-breaku tylko smutnym spojrzeniem patrzył, jak gra Polaków się rozlatywała. 

Swoje dokładali Włosi, a szczególnie Alessandro Michieletto. Poza błędami Polaków genialnie funkcjonowała zagrywka zawodnika Trentino i bloki jego kolegów, którzy sprawili, że włoscy kibice wrócili do "muratowej" kartoniady. Polacy byli ich w stanie zatrzymać, ale zaledwie na moment, wychodząc ze stanu 1:7 do 5:8. I wydawało się, że Włosi "dojadą" na takiej przewadze już do końca. Ale Polacy zaryzykowali na zagrywce, a pojedynczy skuteczny blok dołożył Karol Urbanowicz. Wtedy było 11:10 dla Włochów, a chwilę później zrobiło się nawet 12:12 i przez myśl mogło przejść, że ogromną walką Polacy dopną swego. Niestety, do tego nie doszło. Trzy kolejne punkty trafiły na konto Włochów, a hala w Cagliari po bloku Tommaso Rinaldiego wybuchnęła radością.

Włosi wyrwali miejsce w finale domowych mistrzostw świata juniorów, wygrywając tie-break i cały mecz. W zasadzie to stworzyli swój mecz od zera po drugim secie. Napędzili się grą tego stającego się "siatkarskim bogiem" Michieletto. Jego 22 punkty w takim meczu robią niezwykłe wrażenie. Teraz Italia powalczy o kolejne złoto po tym z mistrzostw Europy seniorów, z których na Sardynię przyleciał Michieletto. Do tego będą musieli pokonać Rosjan. 

Pozostał smutek. O krok od niewyobrażalnego sukcesu

Polskim juniorom pozostał smutek. Po ostatnich piłkach i walce do końca mogli chodzić z podniesionymi głowami. Pomimo gry bez kluczowego zawodnika - Michała Gierżota, który w trakcie turnieju doznał kontuzji, czy składu prawdopodobnie wręcz o klasę gorszego od Włochów, byli o krok od udowodnienia im, jak walecznym i charakternym są zespołem. I może tej kropli charakteru, czy doświadczenia im zabrakło.

Rosja - Argentyna w półfinale MŚ U-21Poznaliśmy pierwszego finalistę mistrzostw świata siatkarzy

Scenariusz tego spotkania pozostanie w ich myślach jeszcze na długo, bo to, jak blisko byli tak niewyobrażalnego sukcesu wciąż trudno pojąć. Ale już w niedzielę zagrają z Argentyną o brąz i nie są bez szans. A w ich przypadku każdy medal będzie ogromnym osiągnięciem. Początek meczu najprawdopodobniej o godzinie 16:00. Finał pomiędzy Rosją a Włochami powinien się rozpocząć trzy godziny później.

Więcej o: