To był majstersztyk Lewandowskiego. Tomaszewski i Boniek tego nie rozumieją

Michał Kiedrowski
Robert Lewandowski
materiały prasowe

Zbigniew Boniek mówi: "Starych drzew się nie przesadza". Jan Tomaszewski wtóruje: "Robert został zdewaluowany". Naprawdę? Przecież właśnie teraz okazuje się, że transfer Roberta Lewandowskiego do Barcelony to był majstersztyk - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl.

- Jest na pewno bardzo wartościowym piłkarzem, ale prawdopodobnie nie pasuje do stylu gry, który preferuje FC Barcelona. Przeciwko słabszym zespołom w La Liga będzie miał wpływ na grę, ale w meczach z zespołami klasy United jest mu o to trudno - skrytykował Roberta Lewandowskiego, a zarazem też Barcelonę, ekspert telewizyjny Richard Dunne, były reprezentant Irlandii w programie Virgin Media Sport.

Zobacz wideo

- Potwierdza się to, o czym mówiliśmy przy transferze, że Robert idzie do drużyny, która ma globalną markę i jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie, natomiast idzie do drużyny słabszej. Do drużyny, która jest w przebudowie. Mówiliśmy, że starych drzew się nie przesadza - stwierdził stanowczo Zbigniew Boniek w programie "Prawda Futbolu". 

- Z jednej strony mu współczuję, bo przeżył wielką katorgę, jako jeden z najlepszych piłkarzy świata, ale po tej rundzie nie będzie zaliczany do najlepszych piłkarzy świata. Z drugiej strony sam sobie taki los zgotował. Jakby został w Bayernie, to miałby komfort gry, również na mistrzostwach świata. Przy okazji transferu mówiło się: "wielka Barcelona". Jak można porównać zadłużoną Barcelonę z Bayernem, który cały czas gra w czołówce Europy? Macie tę swoją wielką Barcelonę i macie to, że Robert został już w tym roku zdewaluowany - mówił jak zwykle ostro w wywiadzie z "Super Expressem" były reprezentant Polski Jan Tomaszewski. 

Barcelona już żałuje transferu Lewandowskiego?

Wśród krytyków będącego w dołku Lewandowskiego pojawiają się też sugestie, że i Barcelona zaczyna żałować transferu Polaka: "Kilka źródeł twierdzi, że prezydent klubu w ostatnich tygodniach kwestionował to, czy inwestycja 50 milionów euro poczyniona za zawodnika się opłaci. (…) Inni krytykują również Joana Laportę za podpisanie tak długiej umowy z Polakiem, ponieważ w wieku 34 lat będzie on musiał utrzymać dobrą formę przez kolejne trzy sezony. W ostatnich miesiącach Robert Lewandowski nie był w stanie odzyskać dobrej passy, jaką miał przed mundialem, kiedy wyłaniał się jako jeden z najlepszych strzelców w La Liga" - napisała Kenya Contreras z Minutoencancha.com. 

Choć tę ostatnią autorkę trudno nazwać znaną w Hiszpanii dziennikarką, to jednak przedstawiła w swoim krótkim artykule sugestię, która po ostatniej kontuzji Polaka staje się jeszcze bardziej aktualna: czy transfer Lewandowskiego nie był biznesowym błędem? W Barcelonie naprawdę dopiero zrobi się nerwowo, gdy trzeba będzie zrobić bilans zysków i strat na koniec sezonu. Wtedy może dojść do kolejnych trudnych decyzji.

Nie ma racji ani Boniek, ani Tomaszewski

Lewandowski będzie na nie czekał spokojnie. Nie mają bowiem racji ani Zbigniew Boniek, ani Jan Tomaszewski. Przecież nie o to chodziło Lewandowskiemu w tym transferze, żeby Barcelona od razu wygrała Ligę Mistrzów. Na to mogli liczyć tylko najwięksi optymiści noszący na co dzień barwy klubu ze stolicy Katalonii. Owszem, gdyby do tego doszło, byłoby Polakowi więcej niż miło. Nie udało się, przeżył rozczarowanie i on, i Barcelona, ale to, co najważniejsze nie zmieniło się ani na jotę. Dzięki transferowi Lewandowski przedłużył sobie karierę w wielkim klubie o kolejne dwa lata – do czerwca 2025. Nie musi się martwić, co dalej. Nie musi się użerać, by umacniać swoją pozycję w drużynie, by zdobyć nową wysoką umowę. To w jego wieku wielki komfort. Dzięki transferowi zdobył też nowych fanów na TikToku i Instagramie, a w dzisiejszych czasach w piłkarskim biznesie to równie ważne, jak kolejne gole. I jeszcze przeprowadził się do pięknego miejsca. Wymarzona sytuacja.

W tym roku Polak skończy 35 lat i rośnie ryzyko, że w końcu "spadnie z klifu", czyli że jego produktywność na boisku z dnia na dzień drastycznie się obniży. Dotknęło to tak wielu sportowców, że ten angielski idiom zadomowił się w języku mediów sportowych.  

Oczywiście, biorąc pod uwagę profesjonalizm Lewandowskiego można mieć nadzieję, że jeszcze wróci do znakomitej formy. Ale kwestia tego, czy tegoroczna zniżka rozpoczęła spadanie z klifu, to już nie jest zmartwienie Lewandowskiego. I na tym polegał majstersztyk, jakim była przeprowadzka z Bayernu do Barcelony. Pini Zahavi i Robert Lewandowski zasłużyli na Złotą Piłkę, gdyby przyznawać ją w kategorii transfer roku. 

To Barcelona musi się martwić Lewandowskim i stworzyć mu optymalne warunki, by znów strzelał gole.

Niemcy niech spojrzą na Bayern. Lewandowski przynajmniej by grał

Niemieccy dziennikarze mogą sobie szydzić z Polaka, że po raz pierwszy od lat zabraknie go w najważniejszych meczach Ligi Mistrzów, ale niech lepiej spojrzą na Bayern. Mistrz Niemiec dość nieszczęśliwie wydał pieniądze, które zarobił na Polaku. Sadio Mane okazał się na razie transferowym niewypałem. Więcej się leczy niż gra. Lewandowski - nawet humorzasty i w słabej formie - byłby dla drużyny o wiele bardziej przydatny. Oczywiście nikt tego w bawarskim klubie głośno nie powie, ale po kątach na pewno wzdychają, że można było jeszcze Polaka zatrzymać na rok. 

W tej sytuacji Lewandowski - jak "Kurczak mały" z produkcji, która przyniosła Disneyowi 314 mln dolarów - może sobie po cichutku w domu zaśpiewać: "Jestem zwycięzcą, jestem zwycięzcą". Mimo kontuzji, mimo słabszej formy, mimo wpadki w pucharach, wciąż jest wygrany na tym transferze do Barcelony.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...