Już w pierwszym meczu tych drużyn mogło paść kilka goli więcej, ale w Madrycie Bayern triumfował tylko 2:1. Wydawało się, że z takim wynikiem uzyskanym na wyjeździe, Bayern u siebie będzie starał się kontrolować grę. Tylko że te plany przestały mieć znaczenie już w pierwszej minucie.
Już na początku meczu Manuel Neuer popełnił katastrofalny błąd. Bramkarz Bayernu podał piłkę pod nogi rywala. Nie da się tego usprawiedliwić. Do piłki dopadł Arda Guler, który od razu uderzył i trafił na pustą bramkę. Turek potrzebował 34 sekund na zdobycie gola - jak zauważyli komentatorzy jest to najszybsze trafienie Realu w Lidze Mistrzów.
To był szalony mecz. Bayern nie potrzebował wiele czasu na doprowadzenie do wyrównania. Już w 6. minucie do bramki trafił Aleksandar Pavlović, który wykorzystał idealne dośrodkowanie Kimmicha z rzutu rożnego. W tej sytuacji zawiódł Andrij Łunin - bramkarz Realu nawet się nie ruszył.
W kolejnych minutach Bayern grał dobrze, a na pewno lepiej od Realu, więc... stracił gola. Jedna z nielicznych kontr Realu skończyła się rzutem wolnym dla zespołu gości. Do stałego fragmentu gry podszedł Guler i po raz drugi w tym meczu uderzył tak, że Neuerowi pozostało wyciągnąć tylko piłkę z siatki.
Bayern się nie zrażał i robił swoje. W 38. minucie gospodarze dwukrotnie domagali się rzutu karnego, ale nie potrzebowali jedenastki, żeby wyrównać. Piłka trafiła do Harry'ego Kane'a, a Anglik bez większych problemów pokonał Łunina. Zrobiło się 2:2.
Tylko że na tej bramce strzelanie w pierwszej połowie się nie skończyło. Vinicius Junior i Kylian Mbappe udowodnili, że potrafią tworzyć zabójczy duet i to właśnie wspólna akcja tych zawodników doprowadziła do tego, że goście schodzili na przerwę z prowadzeniem 3:2. Taki wynik oznaczał dogrywkę.
Już na początku drugiej połowy gola mógł zdobyć Luis Diaz, ale wydaje się, że trochę za długo zwlekał z decyzją o strzale - wywalczył jedynie rzut rożny.
I choć druga połowa zaczęła się naprawdę nieźle, to kolejne minuty były już spokojniejsze. Nie oznacza to jednak, że nie działo się nic. W 55. minucie świetnie interweniował Neuer, który instynktownie obronił uderzenie Mbappe i tym samym trochę zadośćuczynił kolegom z zespołu za pierwszego straconego gola.
W 62. minucie powinno być 3:3, ale Diaz jakimś sposobem dał sobie odebrać piłkę w idealnej sytuacji do strzelenia gola - Kolumbijczyk nie oddał nawet strzału.
W drugiej połowie oba zespoły grały bardziej zachowawczo, choć przewagę raczej mieli gospodarze. Wszystko wskazywało na to, że mecz będzie zmierzał do dogrywki. Wtedy sędzia Slavko Vincić - którego polscy kibice doskonale pamiętają z meczu ze Szwecją - podjął kluczową decyzję.
W 87. minucie Eduardo Camavinga - zawodnik, który na boisku pojawił się niecałe pół godziny wcześniej - zobaczył drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska. Ta decyzja arbitra miała ogromne konsekwencje, bo już dwie minuty później bramkę na 3:3 zdobył Diaz. To oznaczało awans Bayernu do półfinału.
Real rzucił jeszcze wszystkie siły do ataku, ale to nic nie dało. Mecz zakończył się w 94. minucie bramką Michaela Olise. Francuz przymierzył idealnie i nie pozostawił żadnych wątpliwości - Bayern w tym dwumeczu zasłużył na zwycięstwo. Jednocześnie można sobie zadać pytanie, czy sędzia nie pospieszył się z czerwoną kartką. Tym bardziej że - jak sugerowali również komentatorzy Canal+ - początkowo wyglądało to tak, jakby zapomniał, że wcześniej ukarał Camavingę.
Te dyskusje pewnie jeszcze będą trwać, ale tu już nic się nie zmieni. Po fantastycznym meczu w Monachium poznaliśmy wszystkich półfinalistów Ligi Mistrzów. Z Bayernem o finał powalczy PSG, a w drugim dwumeczu zmierzą się Atletico Madryt i Arsenal. Finał 30 maja na Puskas Arenie w Budapeszcie.