Mecze Lecha Poznań z Legią Warszawa zawsze elektryzują piłkarską Polskę. W tym sezonie obie ekipy walczą o zupełnie coś innego. Lech prowadzi w tabeli i ma duże szanse na obronę mistrzostwa kraju. Legia z kolei szybko odpadła z Ligi Konferencji i krajowego pucharu. Zimę spędziła na przedostatnim miejscu w PKO Ekstraklasie. Pod wodzą Marka Papszuna gra zespołu wygląda zdecydowanie lepiej. Po przegranej z Koroną Kielce (1:2) na otwarcie rundy wiosennej nastąpiła seria dziesięciu spotkań bez porażki. Martwić mógł jedynie nieduży procent zwycięstw w tym czasie (40 proc.).
To właśnie sprawia, że Legia wciąż nie może być pewna utrzymania w PKO Ekstraklasie. W Poznaniu drużyna Marka Papszuna chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - przybliżyć się do pozostania w najwyższej klasie rozgrywkowej i zabrać punkty Lechowi, który walczy o tytuł.
Ta sztuka jednak się nie udała. Już w trzeciej minucie do siatki trafił Ali Gholizadeh. Lech kapitalnie rozegrał tę akcję i można się zastanawiać, czy piękniejsza była wymiana podań między zawodnikami, czy też gol reprezentanta Iranu.
W 21. minucie czerwoną kartkę otrzymał Rafał Augustyniak, po czym Legia już kompletnie się rozsypała. Do przerwy dwukrotnie do siatki trafił Mikael Ishak, a swojego gola dołożył też Michał Gurgul. Lech zdobył zatem cztery bramki i szybko rozstrzygnął losy spotkania.
Gra Legii wyglądała źle, ale drużyna cały czas mogła liczyć na wsparcie kibiców. Ci żywiołowo dopingowali swój zespół nawet, gdy przegrywał 0:4. Nagranie pokazał w mediach społecznościowych dziennikarz Łukasz Ciona.
To klasowe zachowanie fanów, którzy nie odpuścili kibicowania przy fatalnym wyniku. Piłkarze mają na pewno nadzieję też na to, że gorące wsparcie od kibiców popłynie także w następnej kolejce, kiedy Legia zagra na własnym stadionie z Widzewem Łódź.
Czytaj także: Nagłe wieści ws. Lewandowskiego. "Jest sygnał"
To bardzo ważne starcie w kontekście sytuacji w tabeli. Obecnie Wojskowi mają punkt więcej od czterokrotnych mistrzów Polski.