Wisła Płock jest absolutnym objawieniem tego sezonu Ekstraklasy. Tegoroczny beniaminek traci najmniej goli w lidze. Przez moment był nawet liderem tabeli. Po 29 kolejkach zajmował znakomite czwarte miejsce, dające prawo gry w europejskich pucharach. W niedzielę mógł nawet awansować na trzecie. Warunkiem była wygrana przed własną publicznością z Radomiakiem Radom.
Pierwsza połowa nie zwiastowała jednak, by taki scenariusz się ziścił. Nie dostarczyła bowiem kibicom zbyt wielu emocji. Stosunkowo najwięcej działo się na samym jej początku i to za sprawą graczy Radomiaka. Już w 5. minucie znakomitą sytuację wypracował sobie Rafał Wolski. Wpadł w pole karne i uderzył minimalnie obok słupka. Później dwa razy celnie główkował Jan Grzesik, ale w obu przypadkach za słabo i wprost w bramkarza. Przez większość czasu gra toczyła się więc na połowie Wisły Płock. Ba, gospodarze przez pierwsze 45 minut ani razu nie zmusili bramkarza Radomiaka do interwencji. Goście jeszcze jedną okazję na otwarcie wyniku mieli w 33. minucie. Wówczas z ostrego kąta uderzał Elves Balde, ale lepszy znów okazał się Rafał Leszczyński.
Do przerwy było zatem 0:0. Tuż po niej w końcu obudzili się piłkarze Wisły. Najpierw fantastyczny rajd skrzydłem wykonał Wiktor Nowak, minął Jeremy'ego Blasco i posłał dośrodkowanie spod końcowej linii. Do piłki dopadł zaś Giannis Niarchos, ale minimalnie spudłował. W 53. minucie zespół Mariusza Misiury nareszcie oddał pierwszy celny strzał, a konkretnie uczynił to Dion Gallapeni. Chwilę później ta sama sztuka udała się Nowakowi. Wynik pozostawał jednak bez zmian.
Stroną przeważającą mimo wszystko dalej był Radomiak. Nie potrafił jedynie potwierdzić tego bramką. Nie tworzył nawet klarownych sytuacji. Najlepszą zmarnował Zie Outtara, który potężnie huknął z woleja wprost w Leszczyńskiego. Niemoc udało się przełamać dopiero w 73. minucie. Wtedy to prawdziwe wejście smoka zaliczył Maurides. Brazylijski napastnik, który dosłownie sekundy wcześniej zameldował się na murawie, uderzył głową po dośrodkowaniu Rafała Wolskiego z rzutu rożnego. Piłka odbiła się wówczas od słupka, ale ostatecznie wpadła do siatki. Dla Mauridesa był to pierwszy kontakt z piłką w tym meczu.
Tym sposobem Radomiak wyszedł na prowadzenie, a to sprawiło, że mocniej do ataku ruszyli gracze Wisły. Problem w tym, że niewiele z tego wynikało. Wisła z trudem przedostawała się w pole karne rywala i nie oddała nawet celnego strzały. Wynik 0:1 utrzymał się więc do samego końca.
Porażka sprawia, że Wisła Płock z dorobkiem 45 punktów zajmuje piąte miejsce w tabeli. Radomiak zaś awansował aż o sześć pozycji i obecnie jest 8. (40 punktów). Liderem pozostaje Lech Poznań, który ma 49 oczek - tyle, co drugi Górnik Zabrze.