Kabaret i obelgi podczas meczu Legii. A potem Vuković zażartował na widok dziennikarzy

Dominik Wardzichowski
Osiem goli, kabaret w obronie Górnika Zabrze, niedowierzający Jan Urban, szalejący przy linii Aleksandar Vuković i obrażany, ale przede wszystkim bezradny Lukas Podolski. Mecz Legii z Górnikiem 5:3 miał być zwykły, a był niezwykły. - Skromniutko, chyba się nie spierdo*** z ligi - żartował na spotkaniu z dziennikarzami Vuković.
Zobacz wideo Marek Papszun powrócił do tematu Legii. "To była moja decyzja"

"Od tego trzeba zacząć rzecz. Lecę, bo zgubiłem się" - śpiewał Robert Gawliński. Tekst po meczu Legia - Górnik trzeba zacząć, od tego, że - jak wyliczył portal EkstraStats - ostatni raz sześć goli w pierwszej połowie ekstraklasowego meczu padło 14 marca 2015 roku w spotkaniu Górnika Zabrze z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Ale nie tylko dlatego piątkowy mecz przy Łazienkowskiej był wyjątkowy. Działo się na boisku, działo się na trybunach. A przecież przed spotkaniem niewiele na to wskazywało.

Sześć goli do przerwy, pierwszy już w 25 sekundzie, efektowna gra Legii i kabaret w obronie Górnika Zabrze - tak w skrócie można podsumować wygraną 5:3 Legii z Górnikiem. Ale warto przyjrzeć się też temu, co w telewizji nie było tak jasne i czytelne.

Jan Urban aż nie dowierzał

Po czwartym gongu w pierwszej połowie Jan Urban aż nie dowierzał w wyczyny swoich piłkarzy. Do tego stopnia, że bezradnie uśmiechnął się w kierunku wiwatującego przed ławką Legii Jana Muchy. Wcześniej się wściekał, podpowiadał, ale bez efektów, bo grę Górnika w obronie można określić jednym słowem: kabaret!

Karolina Biedrzycka i Jarosław KrólewskiJarosław Królewski: Nie mogę spać. Miewam stany przeddepresyjne

- Kurde, lepiej ten mecz nie mógł ułożyć się dla Legii - zaczął pomeczową konferencję trener Górnika. - Strzeliliśmy trzy gole, a ja nie miałem nawet poczucia, że jesteśmy blisko remisu. Legia wygrała większą agresywnością - kontynuował Urban. A gdy zapytaliśmy go, czy mógłby podsumować grę defensywną swojego zespołu, odpowiedział: Mógłby, ale nie za dobrze - i lekko uśmiechnął się pod nosem. Później doprecyzował, mówił o błędach doświadczonych graczy, nie tłumaczył ich, ale szczerze analizował. Z sali konferencyjnej wyszedł jednak z postawą adekwatną do wyniku, czyli z lekko spuszczoną głową.

Co innego ludzie Legii, dla których piątkowy mecz był jakby rekompensatą za nieudany sezon. Jacek Zieliński, który przez niemal całą pierwszą połowę rozmawiał z różnymi ludźmi w sektorze działu sportowego na stadionie Legii, cieszył się po kolejnych golach, jakby Legia pieczętowała kolejne mistrzostwo Polski. Niewzruszony wydawał się chyba tylko Aleksandar Vuković. Był skoncentrowany na meczu, podskakiwał przy linii, a po straconych golach pokazywał, co można było zrobić lepiej.

Udana misja Vukovicia

Po jednym z błędów Artura Jędrzejczyka w drugiej połowie trener Legii aż złapał się za głowę, a przecież jego zespół prowadził już wtedy 4:2. Serb wyglądał, jakby doskonale wiedział, że mecz z Górnikiem Zabrze był jego przedostatnim w roli pierwszego trenera Legii przy Łazienkowskiej. Przynajmniej na razie, bo to, że kiedyś wróci do Legii, jest w zasadzie pewne. Raz, że pomógł Legii w trudnym momencie, a dwa, że zrobił to w całkiem niezłym stylu.

- Skromniutko, chyba się nie spierdo*** z ligi. Ale dobrze, wolę mieć prawie pustą salę konferencyjną, niż pełną dziennikarzy czekających na katastrofę Legii - śmiał się Vuković, gdy tylko zobaczył 10 dziennikarzy czekających na oficjalną konferencję prasową po meczu z Górnikiem. To było jego show. Później rzeczowo analizował, mówił, że utrzymanie Legii w takich okolicznościach to sukces większy niż mistrzostwo Polski i chciałby, żeby jego praca została doceniona. Bo po zwycięstwie 5:3 z Górnikiem już z niemal stuprocentową pewnością można stwierdzić, że misja Vukovicia zakończyła się sukcesem, czyli utrzymaniem w ekstraklasie. Zespół Jana Urbana był tego pewny już przed meczem, ale to i tak nie tłumaczy żenującej postawy piłkarzy. Od Grzegorza Sandomierskiego po Lukasa Podolskiego. Kilka składnych akcji i trzy gole to za mało, choć oczywiście do ofensywy Górnika można mieć mniej pretensji niż do defensywy. Gdyby Legia była bardziej skuteczna, to aż strach pomyśleć, jakim wynikiem zakończyłoby się piątkowe spotkanie.

Legia WarszawaBoruc może się pożegnać z Legią dopiero po sezonie. Gdy już nie będzie Vukovicia

Bezradny i obrażany Podolski

Gorąco było też na trybunach. Race, stroboskopy, flagi - to wszystko ze strony Legii. Kibice Górnika pojawili się na stadionie dopiero w drugiej połowie. Nie słyszeli obelg w kierunku Podolskiego. - Ch** ci na imię, Podolski ch** ci na imię - krzyczeli kibice Legii w pierwszej połowie. - C**l Podolski, zdrajca Polski - kontynuowali. Aż w końcu zaintonowali w kierunku mistrza świata: volksdeutsch, Podolski volksdeutsch. Podolski odpowiedział najlepiej jak mógł: golem. Nie dał się ponieść emocjom, dał Górnikowi kontakt z Legią, ale przez większość meczu zespół Urbana był po prostu bezradny. A sam Podolski zaliczył kilka prostych strat i niecelnych podań. Często cofał się do rozegrania, momentami był ustawiony jak defensywny pomocnik, ale zarówno on jak i cały Górnik nie miał argumentów. Był po prostu słabszy w każdym aspekcie gry, w defensywie wręcz żenujący.

Więcej o: