Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa wyciąga rękę do klubów. Chce pomóc w walce z koronawirusem

1,6 miliona złotych, czyli po 100 tysięcy złotych dla każdego. Tyle Ekstraklasa S.A. chce przekazać klubom na walkę z koronawirusem.

Przed wznowieniem poprzedniego sezonu, czyli w maju za wszystkie testy piłkarzy i członków sztabów drużyn ekstraklasy zapłacił PZPN. Nowy sezon rusza za niespełna dwa tygodnie, ale wciąż nie było wiadomo, kto tym razem zapłaci za testy. Wiadomo było za to, że testy odbyć się muszą. I przed startem ligi (dwukrotnie, w odstępie 5-7 dni), i potem regularnie, w trakcie sezonu, odbywać mają się przynajmniej raz w miesiącu.

Zobacz wideo Lech może sprowadzić kolejnego piłkarza. "Lech powinien mieć trzeciego napastnika"

Ekstraklasa zapłaci za testy

PZPN już zadeklarował, że przed sezonem opłaci przesiewowe badania (z krwi) klubom z pierwszej i drugiej ligi oraz w zespołach z niższych lig, które biorą udział w Pucharze Polski. A co z Ekstraklasą? Tutaj z pomocą chce przyjść liga, która przekaże 1,6 miliona złotych, czyli po 100 tys. zł na każdy klub. To będą pieniądze przeznaczone bezpośrednio na testy - na nic innego. Wymazowe, a nie przesiewowe, które są dokładniejsze, a co za tym idzie - także droższe, cena jednego testu sięga nawet 500 zł.

Pieniądze na ten cel zostały już wykrojone z budżetu Ekstraklasy. Zatwierdzić to jeszcze musi Rada Nadzorcza (zbiera się w poniedziałek), ale z tym nie powinno być problemu.

A co z pieniędzmi na kolejne testy, które mają odbywać się przynajmniej raz w miesiącu? Jednorazowe wykonanie testów na obecność koronawirusa dla całej drużyny to w tej chwili koszt około 20 tysięcy złotych, dlatego pieniądze z Ekstraklasy powinny rozwiązać ten problem do końca roku. Tym bardziej że za dodatkowe testy, które są wymagane przed meczami polskich drużyn w europejskich pucharach, koszty ponosi UEFA.

Czy PZPN pójdzie śladem UEFA?

PZPN kilka dni temu opublikował rekomendacje medyczne na sezon 2020/21. Ma być bardzo podobnie jak w końcówce poprzedniego sezonu. Wróci reżim sanitarny dla wybranych osób, wrócą codzienne raporty do Komisji Medycznej i wspomniane testy, które odbywać się mają przynajmniej raz w miesiącu. W klubach Ekstraklasy twierdzą jednak, że te regulacje powinny być dużo bardziej precyzyjne. Ostatni przykład? Mecz o Superpuchar Polski, który się nie odbył, bo w Legii przeoczony został test jednego z masażystów, u którego wykryto podejrzenie zakażeniem koronawirusem.

Legia w pośpiechu zrobiła kolejne badania, które nie potwierdziły zakażenia masażysty, ale Związek i tak zalecił - zgodnie z powszechnie obowiązującymi przepisami - powtórzenie badań za kilka dni (najprawdopodobniej stanie się to we wtorek). - Powtórzenie badań w odstępie kilku dni to są procedury sanepidu, które obowiązują dla zwykłych ludzi. Piłkarze są objęci ścisłym reżimem sanitarnym, mają wyznaczone strefy zero i inne zabezpieczenia. Dlatego jeśli nadal będziemy korzystać z tych ogólnych procedur, to zaraz może się okazać tak, że nawet nie tyle nie dokończymy sezonu, ile nie zagramy w ogóle żadnego meczu, liga zostanie sparaliżowana - słyszymy przy Łazienkowskiej.

Niewykluczone jednak, że te procedury zostaną uściślone. PZPN pójdzie śladem UEFA, która właśnie dopuściła Atletico Madryt do gry w Lidze Mistrzów, mimo że w niedzielę wykryto koronawirusa u dwóch piłkarzy: Angela Correi i Sime Vrsaljko. Tam procedury są takie, że testy - które UEFA sama finansuje i sama wskazuje laboratorium do ich przeprowadzenia - odbywają się 48 godzin przed meczem u siebie i 72 godziny przed meczem na wyjeździe. Jeśli wynika z nich, że masz w zespole 13 zdrowych piłkarzy, mecz się odbywa. - U nas takich konkretnych regulacji nie ma. Nawet przed Superpucharem nie było obowiązku przeprowadzania i raportowania testów - mówią nam w Legii.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .