Oczekiwaliśmy od reprezentacji Polski, że wygra u siebie z Rumunią, która przed tym spotkaniem miała na koncie 0 punktów. Było to kluczowe w walce o co najmniej utrzymanie w Dywizji B Ligi Narodów. Rzeczywistość okazała się bardzo przyjemna. Nasza kadra wykorzystała fakt, iż rywale od 22. minuty grali w dziesiątkę, a poza tym byli całościowo naprawdę bardzo słabi. Jeszcze do przerwy graliśmy ociężale i prowadziliśmy tylko 1:0. Jednak w drugiej połowie zafundowaliśmy gościom masakrę, wygrywając ostatecznie 6:0.
Oczywiście nie był to test o wysokim poziomie trudności, bo Rumuni byli szokująco beznadziejni, a w dodatku osłabieni. Jednak nawet grając w przewadze wbicie sześciu goli to duży wyczyn, za który Polaków należy chwalić. Zresztą pochwał nie brakowało. Zwłaszcza pod adresem Roberta Lewandowskiego (hattrick), Piotra Zielińskiego czy Wiktora Nowaka (tytaniczna praca w środku pola). Po meczu na antenie Polsatu Sport głos zabrał Tomasz Hajto. Ocenił, że Polacy potrafią pokazać jakość. Jednak przede wszystkim wtedy, gdy nie ma już takiej presji.
- Czy był karny, czy nie, sędzia zagwizdał, Robert wykorzystał i jakby puściło nas. Puściło wielu zawodników. Zaczęliśmy pewniej grać z minuty na minutę. Ta druga bramka to już w ogóle nas poderwała. Można powiedzieć, że każdy zaczął pokazywać, że jak nie ma takiego kapelusza, presji, to potrafimy pokazać te umiejętności. Że potrafimy grać w piłkę. Że potrafimy piłkę rozegrać - podsumował Hajto. Dla naszych rywali nie miał litości. - Zespół rumuński nie jest konsekwentny i to pokazuje w tych wszystkich meczach, które rozegrał w tej grupie. Z minuty na minutę jakby ta taktyka, strategia się rozchodzi - ocenił.
Były reprezentant Polski wystawił też swoje oceny za to spotkanie. Na najwyższą (8 w skali 1-10) zasłużył Robert Lewandowski. Było też kilka siódemek (m.in. dla Nicoli Zalewskiego czy Wiktora Nowaka), a nikt nie zszedł poniżej 6. Nikt z piłkarzy, bo najniższą notę otrzymał selekcjoner Jan Urban (5).
Przed Polakami teraz arcyważny mecz z Bośnią i Hercegowiną na wyjeździe. Jeśli go wygramy, a Rumunia przegra u siebie ze Szwecją, będziemy pewni co najmniej utrzymania w Dywizji B. Nasza kadra, która pierwsze starcie z Bośniakami zremisowała 0:0, zagra z nimi ponownie w poniedziałek 5 października o 20:45 (mecz Rumunia - Szwecja w tym samym czasie).