Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wydali 330 mln na prawa do najlepszych meczów, ale w ramach protestu ich nie pokażą

Kolejny zgrzyt z prawami do Ligue 1 we Francji. Ich historyczny nadawca, Canal+ nie chce mieć z tymi rozgrywkami nic wspólnego. Tym razem poszło o 60 mln euro. Poprzednio, gdy z nabytych praw zrezygnowało MediaPro, o dużo większe pieniądze.

Dwa lata temu władze Ligue 1 cieszyły się z najbardziej lukratywnego kontraktu telewizyjnego. Miał on pchnąć Ligue 1 w kierunku kwot uzyskiwanych wtedy przez Serie A, zmniejszyć finansowy dystans do Bundesligi. Z 780 mld euro sezonowych wpływów od wchodzącego na francuski rynek MediaPro, który zgarnął najlepszy ośmiomeczowy pakiet i 330 mln od Canal+, któremu zostały dwa mecze w kolejce, Ligue 1, cieszyła się z 60-procentowego wzrostu swej wartości na krajowym podwórku. Przebiła barierę miliarda euro rocznych wpływów. Cieszyła się krótko, bo takich pieniędzy nigdy nie zobaczyła. Obecne próby powetowania sobie strat, mogą skończyć się dla niej jeszcze gorzej - i finansowo i wizerunkowo. Canal+, który był jej partnerem historycznym, po ostatnich wydarzeniach w końcu sam trzasnął drzwiami i oznajmił, że z Ligue 1 po niemal 40 latach, nie chce mieć nic wspólnego. Dlaczego?

Zobacz wideo Włosi zachwycają na Euro 2020. "Ta reprezentacja jest najlepszą wizytówką włoskiego futbolu"

Jedni dali 330 mln za kawałek, drudzy 250 za niemal wszystko

Aby lepiej zrozumieć sytuacje, trzeba przytoczyć kilka faktów: Rekordowy przetarg, o którym pisaliśmy powyżej i wejście MediaPro do Francji zakończyło się klapą, niesmakiem i stratami. Nadawca co prawda otworzył redakcję, zrobił ciekawe studio i uruchomił kanał Telefoot, na którym pokazywał ligowe mecze, ale trwało to kilka miesięcy. Nagle oznajmił, że nie zapłaci drugiej w sezonie raty kontraktu i że chce go renegocjować. MediapPro tłumaczył, że przeliczył się z liczbą zakładanych subskrybentów, a jego finansowej sytuacji nie ułatwiał też pandemiczny kryzys. Tak czy inaczej, z rynku zaczął uciekać. Władze LFP musiały wypowiedzieć spółce umowę, a zamiast ciągać się po sądach, podpisano porozumienie, wedle którego stacja zobowiązała się zapłacić za mecze już zaprezentowane i dorzucić drobną cześć kary za przedwczesne zakończenie umowy (łącznie ok. 120 mln euro). Do tej pory mimo upłynięcia terminu, nie zapłacono ostatniej części tej kwoty.

BeIN SportSportowe piractwo wszech czasów, ukradli już wszystko, co możliwe. Straty to już miliard dolarów

Władze Ligue 1 wróciły na rynek ze zwolnionymi przez MediaPro prawami (8 meczów kolejki), ale trudno im było znaleźć porozumienie z potencjalnymi nadawcami. Canal+ chciał kompletnie nowego przetargu, tłumaczył, że on już wyłożył znaczną kwotę za raptem dwa spotkania, rywalizując z nadawcą, który za prawa przepłacił i uciekł. Ostatecznie po wielomiesięcznych negocjacjach C+ zgodził  się dopłacić kilkadziesiąt milionów i pokazywać całą Ligue 1 do końca poprzedniego sezonu, tak by widzowie po wyjściu MediaPro, nie zostali pozbawieni dostępu do transmisji. Ustalono, że w maju i czerwcu strony wrócą do rozmów. Wróciły. Ligowa spółka została przy opcji powtórnego przetargu tylko na "opuszczony" przez Hiszpanów i bardzo wartościowy pakiet ośmiu meczów, podobnie zresztą zrobiono z pakietem 8 meczów Ligue 2. Canal+ złożył zatem swoją ofertę na Ligue 1, a beIN Sports na Ligue 2, bo ten drugi nadawca miał już kupiony dwa lata temu pakiet dwóch meczów tych rozgrywek (wydał na nie rekordowe 30 mln euro).

To była oferta łączona. Kwoty oferowane teraz przez nadawców za wracające na rynek pakiety nie były wysokie. Ci liczyli, że spółka będzie miała świadomość, że dostaje już od nich spory zastrzyk gotówki i potraktuje przetarg komplementarnie z przetargiem z czasów MediaGroup. Do gry wyczuwając okazję, wszedł jednak Amazon. Internetowa platforma, która niedawno zakupiła we Francji prawa do turnieju Rolanda Garrosa, postanowiła pozyskać też widzów piłkarskich. Również nie wyłożyła fortuny, ale dała więcej niż za "opuszczony" pakiet zaproponowali dotychczasowi gracze. Władze spółki dodały miliony, które mają od Canal+ i be IN Sports, do nowo zaproponowanych milionów i ogłosiły, że przyznają prawa do 8 meczów kolejki Ligue 1 i Ligue 2 właśnie Amazonowi. Wyliczyły, że łącznie zarobią na kontrakcie ok. 660 mln euro. Nad Sekwaną jednak rozpętała się burza.

Kluby się nie zemściły, poszło o 60 mln

Canal + i beIN Sports wyszły bowiem na całym zamieszaniu i specjalnym, częściowym przetargu jak Zabłocki na mydle. Okazało się, że Amazon za 8 meczów Ligue 1 w kolejce zaoferował 250 mln euro. Canal+ został z prawami do 2024 roku do dwóch meczów kupionymi niegdyś za 330 mln euro! W podobnej sytuacji jest beIN Sports, która za 2 mecze Ligue 2 dała 30 mln, a Amazon właśnie dostał wolny slot 8 meczów za 9 mln. "Nie ma szans, by nasza firma w takim układzie dalej płaciła 330 mln" - zacytował jednego z przedstawicieli poszkodowanych nadawców RMC Sport. Canal + i beIN Sports idą w tym sporze ramie w ramie. Szef tej pierwszej firmy Maxime Saada już zapowiedział, że przygotowuje się do wejścia na drogę sądową. Do mediów dochodzą sygnały, że C+ nie chce mieć z Ligue 1 nic wspólnego i nie zamierza w tych warunkach wypełniać dotychczasowego kontraktu, uznając go jako "uciążliwy" i "mający zdestabilizować rynek". Stacja wydała zresztą komunikat, w którym informuje, że od najbliższego sezonu nie będzie w ogóle pokazywał francuskich rozgrywek.

"Canal+ wyraża ubolewanie z powodu decyzji LFP o przyjęciu propozycji Amazona ze szkodą dla swoich historycznych partnerów Canal+ i beIN Sports. Canal+ nie będzie zatem transmitować Ligue 1" - czytamy w piśmie. Władze nadawcy podkreślają, że skupią się na Lidze Mistrzów, do której mają częściowe prawa, czy rozgrywkach Premier League, ale też Top14 (francuska liga rugby), Formule 1, czy MotoGP.

Piłka nożna dramatycznie traci widzów. Zatrważające wyniki Euro 2020Piłka nożna dramatycznie traci widzów. Zatrważające wyniki Euro 2020

Z 1,15 mld euro, które LFP miała obiecane kilkanaście miesięcy temu, przez 660 mln, na które liczy teraz, po 250 mln, które zapłaci tylko Amazon, a skończywszy na walce prawników ze swym historycznym partnerem - czy tak zakończy się sprawa praw do Ligue 1 nad Sekwaną?

Prezes LFP Vincent Labrune, wyjaśnił w rozmowie z "L'Equipe", że czerwcowa wspólna oferta C+ i beIN byłaby przez spółkę przyjęta, gdyby oba podmioty dołożyły jeszcze łącznie ok. 60 mln euro za sezon. Że te 180 mln na trzy lata, to były dla "wyczerpanych" przez pandemie klubowych kas ważne środki. Labrune, przekazuje, że szefowie telewizji wiedzieli o oczekiwaniach, że przeciągali rozmowy i ryzykowali. Nie ma odczucia, że kluby na dwóch nadawcach "zemściły się". Według niego nie ma zagrożenia, że spółka nie dostanie 330 mln za dwa mecze.

"Jeśli kupujesz mieszkanie, a dwa lata po tym rynek nieruchomości się załamie, to nie możesz nagle powiedzieć temu kto ci je sprzedał, że było za drogie. Musisz być poważny – obrazuje Labrune.

Złożoności całej sprawy dodaje fakt, że dwa mecze za 330 mln euro, oryginalnie kupił od LFP beIN Sports i to z nim spółka ma podpisaną umowę. To w wyniku późniejszych odsprzedaży i sublicencji pakiet wszedł w posiadanie Canal+.

Nowy sezon Ligue 1 rusza 8 sierpnia, choć nikt we Francji znów nie ma pewności, gdzie go będzie oglądał.

Więcej o: