Kucharski przerywa milczenie. "Lewandowski prowokował mnie. Zawsze go to bolało"

- Nigdy nie szantażowałem Roberta Lewandowskiego. Zarzuty i to, co się dzieje wokół mnie, to piramidalna bzdura. Jestem niewinny i wkrótce to udowodnię - mówi "Gazecie Wyborczej" Cezary Kucharski.

To być może przełomowy moment w ciągnącej się od tygodni sadze między Robertem Lewandowskim, a jego byłym menedżerem Cezarym Kucharskim. Oskarżony o szantaż menedżer postanowił odnieść się do zarzutów swojego byłego klienta.

Przypomnijmy. W ubiegłym tygodniu Cezary Kucharski, były menedżer Roberta Lewandowskiego, usłyszał w Prokuratorze Regionalnej w Warszawie zarzuty. Zdaniem śledczych działania Kucharskiego noszą znamiona szantażu, za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Prokurator zdecydował także o zastosowaniu środków zapobiegawczych - poręczenia majątkowego w kwocie 4,6 miliona złotych, zakazu zbliżania się do pokrzywdzonego i jego żony oraz kontaktowania się z nimi. Kucharski ma zakaz opuszczania kraju, a także dozór policji.

Rzekomy szantaż miał polegać na żądaniu od Lewandowskiego 39 mln zł w zamian za milczenie dotyczące - raz jeszcze - rzekomych oszustw podatkowych polskiego piłkarza.

Zobacz wideo Grosicki wróci do Ekstraklasy? "Jeden klub w Polsce stać na Grosickiego. Rozmowy już były" [SEKCJA PIŁKARSKA #70]

Kucharski odpowiada na zarzuty. "Nigdy nie szantażowałem Roberta Lewandowskiego"

Kucharski długo nie odpowiadał na zarzuty dotyczące rzekomego szantażu. Aż do teraz. - Nigdy nie szantażowałem Roberta Lewandowskiego, nigdy nie domagałem się takiej kwoty. Zarzuty i to, co się dzieje wokół mnie, to piramidalna bzdura. Jestem niewinny i wkrótce to udowodnię - przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Jednym z głównych dowodów w śledztwie jest rozmowa Lewandowskiego z Kucharskim, którą w ukryciu nagrał reprezentant Polski. Niedawni partnerzy spotkali się w styczniu 2020 r. w restauracji Baczewski przy al. Szucha, by negocjować sposób rozstania.

Z nagrania, które opublikował Business Insider, wynika, że agent rzeczywiście żąda od Lewandowskiego 20 mln euro. "O jakiej my emocjonalnie mówimy kwocie?" - pyta Lewandowski. "To jest 20 milionów euro" - odpowiada mu były menedżer i upewnia się: "Tyle jest jakby warty myślę twój spokój, nie?".

 - Od trzech lat negocjuję zakończenie wspólnego biznesu z Robertem Lewandowskim - odpowiada w rozmowie z "Wyborczą" Kucharski. - Nad bardzo skomplikowanym porozumieniem zamykającym współpracę na różnych płaszczyznach pracowało wielu specjalistów: kilka kancelarii prawnych, które wspierały się analizami międzynarodowego audytora EY - mówi były piłkarz Legii. I dodaje, że w tej sprawie z Lewandowskim spotykał się dwa razy - we wrześniu 2019 r. w Monachium, a potem w Warszawie.

Na nagraniu słychać odpowiedź Lewandowskiego, który twierdzi, że Kucharskiemu nie należy się nic. "Zero euro" - mówi piłkarz. - Dziś rozumiem jego nieracjonalną postawę podczas spotkań i te prowokacyjne słowa. Chciał mnie wpasować do zaplanowanej tezy o szantażu, którą już wcześniej rozpowszechniał wśród dziennikarzy. Nagrywał mnie i rozmowę prowadził w taki sposób, aby wykazać, że go szantażuję - odpowiada Kucharski.

Kucharski w rozmowie z "GW" burzy również mit o jego przyjaźni z Lewandowskim. - Przez wiele lat media opisywały nas jako przyjaciół. Z Robertem dla wspólnego dobra i naszych interesów nie zaprzeczaliśmy tej kreacji. Jednak nigdy przyjaciółmi nie byliśmy - mówi.

Kłótnia zamiast szampana w siedzibie Bayernu

Ich relacje popsuły się w 2016 r., gdy Lewandowski przedłużał umowę z Bayernem. Kucharski wynegocjował dla swojego gracza pięcioletni kontrakt wart 100 mln euro (obowiązująca umowa była zaś warta 30 mln euro płatne w trzy lata). - Rozmowy były bardzo trudne, chodziło o najwyższy kontrakt w historii niemieckiego futbolu - mówi "Wyborczej" Kucharski.

I dodaje: - Po wielu miesiącach wreszcie doszliśmy do porozumienia. W siedzibie Bayernu zaplanowano uroczyste podpisanie kontraktu – byli przedstawiciele władz klubu, przygotowano szampana, fotograf czekał w gotowości. Formalność, bo Robert miał tylko złożyć podpis pod umową, której warunki i treść znał wcześniej.

- Pamiętam, że wszedł, usiadł i zaczął kartkować kontrakt, który miał ponad 30 stron. Nagle stwierdził: “Ale w tej umowie jest milion euro rocznie mniej niż miałem dostać. Kiedyś zapisałem sobie tę kwotę na karteczce i teraz mi się to nie zgadza". Byliśmy zdezorientowani. Rummenigge, Barthel, prawnicy i ja patrzyliśmy na siebie zszokowani. Pomyślałem: co on za głupoty wygaduje? Nikt nie rozumiał tego zachowania.

W końcu szefowie Bayernu postawili Lewandowskiemu ultimatum - albo podpisze nową umowę, albo klub wycofa propozycję. Lewandowski umowę podpisał. - Jednak nadal miał pretensje do nas o ten milion euro za sezon - dodaje Kucharski.

Wówczas skończyli współpracę, a Lewandowski związał się z Pinim Zahavim. - Koledzy [Lewandowskiego] zaczęli doradzać Robertowi. Przyjęli złą strategię. Przez media wywierali presję na Niemców, aby sprzedali go do Realu. Z Bayernem tak nie można działać - mówi "Wyborczej" Kucharski.

Publikacje niemieckiego tygodnika impulsem do powiadomienia organów ścigania?

Cezary Kucharski nie przyznaje się więc do winy. Wśród dowodów są także zeznania Lewandowskiego i świadków. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w imieniu Lewandowskiego mecenas Siemiątkowski złożył 7 października w Prokuraturze Krajowej. Ta zaś skierowała ją do stołecznej Prokuratury Regionalnej. Zdaniem dziennikarzy Business Insider, "impulsem do powiadomienia organów ścigania" były publikacje "Der Spiegel". - Materiał dowodowy dotyczy przede wszystkim pana Cezarego Kucharskiego i jego twierdzeń na temat innych osób, w tym przedstawiciela zagranicznych mediów. Rolą prokuratury będzie ustalić, czy twierdzenia te były konfabulacją, blefem, czy też prawdą. Faktem jest, że połączenie wiedzy dowodowej z publikacjami i ich chronologią budzi uzasadnione skojarzenia, które z pewnością wymagają wyjaśnienia - twierdzi Siemiątkowski.

Kucharski i Lewandowski po raz pierwszy mieli negocjować warunki rozstania się we wrześniu 2019 r. w hotelu w Monachium. Jak twierdzi "Rzeczpospolita", już wtedy Kucharski miał przekazać Lewandowskiemu, że posiada informacje, które mogą mu zaszkodzić. "Bardzo byś ucierpiał wizerunkowo" – miał stwierdzić Kucharski, cytowany przez "Rz". Wtedy po raz pierwszy wspomniał o kwocie 20 mln euro, o której rozmawiał Rafaelem Buschmannem.

18 i 25 września - w tych dniach "Der Spiegel" opublikował liczące kilkanaście stron reportaże śledcze o rzekomych nieprawidłowościach finansowych Lewandowskiego. W obu wśród autorów wymieniony jest Buschmann. - Co do kwestii podatkowych, chcę wyraźnie podkreślić, że pan Robert Lewandowski w pełni współpracuje ze stosownymi organami zarówno w Polsce, jak i w Niemczech w celu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości. Niemieckie organy podatkowe są w posiadaniu pełnej dokumentacji. W międzyczasie pan Robert Lewandowski dodatkowo zlecił renomowanej kancelarii prawniczej w Niemczech kompleksowy audyt finansowo-podatkowy działalności spółki RL Management, obejmujący szczególnie okres, w którym prezesem spółki był pan Cezary Kucharski. Wyniki tego audytu będą wkrótce znane - dodaje mecenas Siemiątkowski.

Jak czytamy w Businessinsider, kilka dni po złożeniu zawiadomienia w prokuraturze, adwokat Lewandowskiego wysłał list do redaktora naczelnego "Spiegla". Treść pisma publikuje inna niemiecka gazeta "Die Welt". Z artykułu wynika, że prof. Siemiątkowski próbował wyjaśnić dziennikarzom całą sytuację i poinformował, że jego klient był szantażowany przez Kucharskiego i że istnieją na to dowody. Według listu prawnika, opisywanego przez "Die Welt", wskazują one, że Kucharski przez kilka miesięcy był w kontakcie z dziennikarzem "Spiegela" - Rafaelem Buschmannem.

Redakcja nie odniosła się do pisma mecenasa Lewandowskiego. - W zamian trafiły do mnie pytania od dziennikarki tego tygodnika, które odnosiły się między innymi do treści listu. Byłem tym mocno zdziwiony, bo list miał charakter poufny i w mojej ocenie jako taki nie powinien zostać przekazany do prac redakcyjnych. Nie będę jednak wnikał w ocenę takich standardów pracy - wyjaśnił Siemiątkowski.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.