Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Kucharski przerywa milczenie. "Lewandowski prowokował mnie. Zawsze go to bolało"

- Nigdy nie szantażowałem Roberta Lewandowskiego. Zarzuty i to, co się dzieje wokół mnie, to piramidalna bzdura. Jestem niewinny i wkrótce to udowodnię - mówi "Gazecie Wyborczej" Cezary Kucharski.

To być może przełomowy moment w ciągnącej się od tygodni sadze między Robertem Lewandowskim, a jego byłym menedżerem Cezarym Kucharskim. Oskarżony o szantaż menedżer postanowił odnieść się do zarzutów swojego byłego klienta.

Przypomnijmy. W ubiegłym tygodniu Cezary Kucharski, były menedżer Roberta Lewandowskiego, usłyszał w Prokuratorze Regionalnej w Warszawie zarzuty. Zdaniem śledczych działania Kucharskiego noszą znamiona szantażu, za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Prokurator zdecydował także o zastosowaniu środków zapobiegawczych - poręczenia majątkowego w kwocie 4,6 miliona złotych, zakazu zbliżania się do pokrzywdzonego i jego żony oraz kontaktowania się z nimi. Kucharski ma zakaz opuszczania kraju, a także dozór policji.

Rzekomy szantaż miał polegać na żądaniu od Lewandowskiego 39 mln zł w zamian za milczenie dotyczące - raz jeszcze - rzekomych oszustw podatkowych polskiego piłkarza.

Zobacz wideo Grosicki wróci do Ekstraklasy? "Jeden klub w Polsce stać na Grosickiego. Rozmowy już były" [SEKCJA PIŁKARSKA #70]

Cezary Kucharski i Robert Lewandowski podczas nadania piłkarzowi tytułu ambasadora UNICEF w 2014 rokuJest oficjalne oświadczenie adwokatów Cezarego Kucharskiego. "Zabrano dzieciom komputery"

Kucharski odpowiada na zarzuty. "Nigdy nie szantażowałem Roberta Lewandowskiego"

Kucharski długo nie odpowiadał na zarzuty dotyczące rzekomego szantażu. Aż do teraz. - Nigdy nie szantażowałem Roberta Lewandowskiego, nigdy nie domagałem się takiej kwoty. Zarzuty i to, co się dzieje wokół mnie, to piramidalna bzdura. Jestem niewinny i wkrótce to udowodnię - przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Jednym z głównych dowodów w śledztwie jest rozmowa Lewandowskiego z Kucharskim, którą w ukryciu nagrał reprezentant Polski. Niedawni partnerzy spotkali się w styczniu 2020 r. w restauracji Baczewski przy al. Szucha, by negocjować sposób rozstania.

Z nagrania, które opublikował Business Insider, wynika, że agent rzeczywiście żąda od Lewandowskiego 20 mln euro. "O jakiej my emocjonalnie mówimy kwocie?" - pyta Lewandowski. "To jest 20 milionów euro" - odpowiada mu były menedżer i upewnia się: "Tyle jest jakby warty myślę twój spokój, nie?".

 - Od trzech lat negocjuję zakończenie wspólnego biznesu z Robertem Lewandowskim - odpowiada w rozmowie z "Wyborczą" Kucharski. - Nad bardzo skomplikowanym porozumieniem zamykającym współpracę na różnych płaszczyznach pracowało wielu specjalistów: kilka kancelarii prawnych, które wspierały się analizami międzynarodowego audytora EY - mówi były piłkarz Legii. I dodaje, że w tej sprawie z Lewandowskim spotykał się dwa razy - we wrześniu 2019 r. w Monachium, a potem w Warszawie.

Na nagraniu słychać odpowiedź Lewandowskiego, który twierdzi, że Kucharskiemu nie należy się nic. "Zero euro" - mówi piłkarz. - Dziś rozumiem jego nieracjonalną postawę podczas spotkań i te prowokacyjne słowa. Chciał mnie wpasować do zaplanowanej tezy o szantażu, którą już wcześniej rozpowszechniał wśród dziennikarzy. Nagrywał mnie i rozmowę prowadził w taki sposób, aby wykazać, że go szantażuję - odpowiada Kucharski.

Kucharski w rozmowie z "GW" burzy również mit o jego przyjaźni z Lewandowskim. - Przez wiele lat media opisywały nas jako przyjaciół. Z Robertem dla wspólnego dobra i naszych interesów nie zaprzeczaliśmy tej kreacji. Jednak nigdy przyjaciółmi nie byliśmy - mówi.

Kłótnia zamiast szampana w siedzibie Bayernu

Ich relacje popsuły się w 2016 r., gdy Lewandowski przedłużał umowę z Bayernem. Kucharski wynegocjował dla swojego gracza pięcioletni kontrakt wart 100 mln euro (obowiązująca umowa była zaś warta 30 mln euro płatne w trzy lata). - Rozmowy były bardzo trudne, chodziło o najwyższy kontrakt w historii niemieckiego futbolu - mówi "Wyborczej" Kucharski.

I dodaje: - Po wielu miesiącach wreszcie doszliśmy do porozumienia. W siedzibie Bayernu zaplanowano uroczyste podpisanie kontraktu – byli przedstawiciele władz klubu, przygotowano szampana, fotograf czekał w gotowości. Formalność, bo Robert miał tylko złożyć podpis pod umową, której warunki i treść znał wcześniej.

- Pamiętam, że wszedł, usiadł i zaczął kartkować kontrakt, który miał ponad 30 stron. Nagle stwierdził: “Ale w tej umowie jest milion euro rocznie mniej niż miałem dostać. Kiedyś zapisałem sobie tę kwotę na karteczce i teraz mi się to nie zgadza". Byliśmy zdezorientowani. Rummenigge, Barthel, prawnicy i ja patrzyliśmy na siebie zszokowani. Pomyślałem: co on za głupoty wygaduje? Nikt nie rozumiał tego zachowania.

W końcu szefowie Bayernu postawili Lewandowskiemu ultimatum - albo podpisze nową umowę, albo klub wycofa propozycję. Lewandowski umowę podpisał. - Jednak nadal miał pretensje do nas o ten milion euro za sezon - dodaje Kucharski.

Wówczas skończyli współpracę, a Lewandowski związał się z Pinim Zahavim. - Koledzy [Lewandowskiego] zaczęli doradzać Robertowi. Przyjęli złą strategię. Przez media wywierali presję na Niemców, aby sprzedali go do Realu. Z Bayernem tak nie można działać - mówi "Wyborczej" Kucharski.

Robert Lewandowski i Cezary KucharskiNowe światło na konflikt Lewandowskiego i Kucharskiego. Miał bardzo ucierpieć wizerunkowo

Publikacje niemieckiego tygodnika impulsem do powiadomienia organów ścigania?

Cezary Kucharski nie przyznaje się więc do winy. Wśród dowodów są także zeznania Lewandowskiego i świadków. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w imieniu Lewandowskiego mecenas Siemiątkowski złożył 7 października w Prokuraturze Krajowej. Ta zaś skierowała ją do stołecznej Prokuratury Regionalnej. Zdaniem dziennikarzy Business Insider, "impulsem do powiadomienia organów ścigania" były publikacje "Der Spiegel". - Materiał dowodowy dotyczy przede wszystkim pana Cezarego Kucharskiego i jego twierdzeń na temat innych osób, w tym przedstawiciela zagranicznych mediów. Rolą prokuratury będzie ustalić, czy twierdzenia te były konfabulacją, blefem, czy też prawdą. Faktem jest, że połączenie wiedzy dowodowej z publikacjami i ich chronologią budzi uzasadnione skojarzenia, które z pewnością wymagają wyjaśnienia - twierdzi Siemiątkowski.

Kucharski i Lewandowski po raz pierwszy mieli negocjować warunki rozstania się we wrześniu 2019 r. w hotelu w Monachium. Jak twierdzi "Rzeczpospolita", już wtedy Kucharski miał przekazać Lewandowskiemu, że posiada informacje, które mogą mu zaszkodzić. "Bardzo byś ucierpiał wizerunkowo" – miał stwierdzić Kucharski, cytowany przez "Rz". Wtedy po raz pierwszy wspomniał o kwocie 20 mln euro, o której rozmawiał Rafaelem Buschmannem.

18 i 25 września - w tych dniach "Der Spiegel" opublikował liczące kilkanaście stron reportaże śledcze o rzekomych nieprawidłowościach finansowych Lewandowskiego. W obu wśród autorów wymieniony jest Buschmann. - Co do kwestii podatkowych, chcę wyraźnie podkreślić, że pan Robert Lewandowski w pełni współpracuje ze stosownymi organami zarówno w Polsce, jak i w Niemczech w celu wyjaśnienia wszystkich wątpliwości. Niemieckie organy podatkowe są w posiadaniu pełnej dokumentacji. W międzyczasie pan Robert Lewandowski dodatkowo zlecił renomowanej kancelarii prawniczej w Niemczech kompleksowy audyt finansowo-podatkowy działalności spółki RL Management, obejmujący szczególnie okres, w którym prezesem spółki był pan Cezary Kucharski. Wyniki tego audytu będą wkrótce znane - dodaje mecenas Siemiątkowski.

Jak czytamy w Businessinsider, kilka dni po złożeniu zawiadomienia w prokuraturze, adwokat Lewandowskiego wysłał list do redaktora naczelnego "Spiegla". Treść pisma publikuje inna niemiecka gazeta "Die Welt". Z artykułu wynika, że prof. Siemiątkowski próbował wyjaśnić dziennikarzom całą sytuację i poinformował, że jego klient był szantażowany przez Kucharskiego i że istnieją na to dowody. Według listu prawnika, opisywanego przez "Die Welt", wskazują one, że Kucharski przez kilka miesięcy był w kontakcie z dziennikarzem "Spiegela" - Rafaelem Buschmannem.

Redakcja nie odniosła się do pisma mecenasa Lewandowskiego. - W zamian trafiły do mnie pytania od dziennikarki tego tygodnika, które odnosiły się między innymi do treści listu. Byłem tym mocno zdziwiony, bo list miał charakter poufny i w mojej ocenie jako taki nie powinien zostać przekazany do prac redakcyjnych. Nie będę jednak wnikał w ocenę takich standardów pracy - wyjaśnił Siemiątkowski.