Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sędziowie bawią się z Lewandowskim. Wystawiają na próbę. "Mógł wycisnąć więcej"

W trzech meczach tegorocznej edycji Ligi Mistrzów Lewandowski już trzy razy podchodził do rzutu karnego. Dwa razy został zatrzymany, tyle że przez arbitrów. Za trzecim razem sędziowie wreszcie dali Polakowi strzelić. Gol ze stałego fragmentu, a potem też z gry przyczynił się do wygranej Bayernu Monachium z FC Salzburg 6:2. Trudno jednak uznać, że nasz snajper w Austrii zagrał równo.

Na pierwszego gola w tej edycji Ligi Mistrzów Robert Lewandowski czekał długo. Długo, bo w ostatnich trzech sezonach na listę strzelców wpisywał się już w pierwszym spotkaniu Bawarczyków. W ubiegłym roku po dwóch meczach w Champions League miał na koncie nawet trzy trafienia. W obecnej edycji prestiżowych rozgrywek - przynajmniej do meczu z Salzburgiem - Polak tylko patrzył, jak z trafień cieszą się jego koledzy. Patrzył sześciokrotnie. W Austrii to się zmieniło, choć po perypetiach. Trochę jakby sędziowie z etatowym egzekutorem rzutów karnych Bayernu się bawili, a przynajmniej wystawiali go na próbę.

Zobacz wideo Grosicki wróci do Ekstraklasy? "Jeden klub w Polsce stać na Grosickiego. Rozmowy już były" [SEKCJA PIŁKARSKA #70]

Deja vu z Moskwy

Lewandowski w Salzburgu przeżył deja vu z Moskwy. Na boisku Lokomotiwu też już ustawił sobie piłkę na wapnie i odmierzał kroki potrzebne do rozbiegu. Gdy Polak stał w opustoszałym polu karnym, sędzia wycofał się z podjętej decyzji o karnym. Do weryfikacji skłonił go sygnał od arbitra VAR. W Salzburgu było podobnie. "Lewy" w 12. minucie też ustawił sobie piłkę na 11. metrze i czekał na gwizdek, ale arbiter wyganiający piłkarzy z pola karnego, piłkę ostatecznie przekazał gospodarzom. Karnego anulowano.

Robert Lewandowski w meczu z SalzburgiemRobert Lewandowski w meczu z Salzburgiem Screen

Kiedy 9. minut później Holender Danny Mekkelle znów gwizdnął i wskazał na wapno, Lewandowski lekko się uśmiechnął, jakby chcąc się upewnić czy i tym razem cała ceremonia karnego nie okaże się daremna. Co do faulu jednak nie było wątpliwości. Napastnik mistrza Niemiec karnego wykonał na dwa tempa. Poczekał aż Cican Stanović rzucił się w swą prawą stronę i uderzył w przeciwną, lekko i tuż przy słupku. Co do karnych - tu Polak wciąż jest maszyną nie do zatrzymania. Od sześciu lat żaden bramkarz nie obronił jego strzału z tego elementu gry, a Lewy trafił 46 z czterdziestu ośmiu "jedenastek". W tym czasie przestrzelił tylko dwie. W Salzburgu był pewny swego, choć niekoniecznie może się to odnosić do całego meczu.

Lewandowski strzela pierwszego gola w tym sezonie LMTak Lewandowski strzelił pierwszego gola w tym sezonie Ligi Mistrzów

"Mógł wycisnąć dużo więcej"

W Salzburgu Lewandowski mógł umieścić piłkę w siatce już w 8. minucie gry. Polak dostał długą piłkę, przyjął ją kierunkowo i wbiegł w pole karne gospodarzy. Sytuacja była znakomita i pierwsza tak dobra w tym meczu dla przegrywającego wówczas 0:1 Bayernu. Nasz napastnik posłał jednak piłkę nad poprzeczkę, ale w tej sytuacji i tak był spalony.

Po trzydziestu minutach gry Lewandowski dostał piłkę w środku pola karnego, stojąc tyłem do bramki. Przyjęciem podrzucił ją jednak za wysoko. Musiał kombinować. Choć przymierzał się do przewrotki, ostatecznie chciał chyba uderzyć z woleja. Trafił nogą w rywala, a sędzia odgwizdał przewinienie. - Źle to przyjął. Nie wiadomo, co chciał potem zrobić. Mógł wycisnąć z tej akcji dużo więcej, bo okazja na trafienie była znakomita - punktował komentujący mecz w Polsacie Sport Premium Jerzy Engel.

Lewandowski został przez niego też nieco skarcony kilka minut później. Choć miał sporo miejsca na linii pola karnego to po przełożeniu sobie piłki na lewą nogę uderzył z 18 metrów dość niecelnie - znów nad poprzeczkę.

-Można to było wykończyć spokojniej. Chyba powinien podawać. Koledzy mogą mieć do niego pretensje, byli nieźle ustawieni - punktował w telewizji były selekcjoner reprezentacji Polski dziwiąc się, że piłka nie poleciała nawet w światło bramki.

Lewandowski chwile potem wziął jednak udział w bramkowej akcji Bayernu z 44. minuty. To on z pierwszej piłki zagrywał do Thomasa Muellera, który dobiegł w okolice końcowej linii boiska i z ostrego kąta zdobył gola. Uczynił to przy pomocy obrońcy gospodarzy - Rasmusena Kristensa. Bayern, który spotkanie zaczął słabo, na przerwę schodził zatem z prowadzeniem.

Dwa strzały celne, dwa gole

Po przerwie goście z Monachium dalej częściej atakowali i w tych atakach widoczny był też Polak. Tyle że przed dłuższy czas nic z tego nie wynikało.

Lewandowski dwa razy próbował szczęścia z rzutów wolnych, wykonywanych w podobnych okolicznościach, bo przy piłce ustawionej na dwudziestym metrze. Dwa razy jego strzał został jednak zablokowany, uderzał za nisko. Kiedy Polak próbował ożywić ofensywę Bayernu, wbiegając z piłką w pole karne, akcję zakończył za linią końcową. - Nic się nie stało, jest dobrze - sygnalizował mu trener Bayernu Hansi Flick.

Dobrze jednak nie było, gdy potem Lewandowski stracił piłkę w na środku boiska, w chwili, w której Bayern próbował wyprowadzać kontrę. Tyle że zamiast okazji dla Niemców, gola strzelili Austriacy. Piłka wyłuskana od Polaka od razu została posłana w pole karne Bawarczyków, a do ich bramki wpakował ją Masaya Okugawa.

Robert Lewandowski w meczu z SalzburgiemRobert Lewandowski w meczu z Salzburgiem Screen

Kwadrans przed końcem meczu nadal był remis 2:2, ale potem niezwykle skutecznie i ładnie dla oka zagrali goście. Wbili gospodarzom kolejne cztery gole, jeden z nich był uwieńczony przez Polaka. W 88. minucie po podaniu Javiego Martineza Lewandowski wyskoczył nad obrońców Salzburga i zdobył bramkę głową. Bardzo ładną bramkę, która sprawiła mu zresztą sporo radości. To było jego 70. trafienie w Lidze Mistrzów i ostatni wkład w spotkanie z Salzburgiem. Spotkanie jak na niego nieco nierówne, zakończone w statystykach z tylko dwoma celnymi strzałami, jedną próbą niecelną, czterema kluczowymi podaniami i dwoma wygranymi pojedynkami (z dziewięciu). Co ciekawe i rzadkie Lewandowski ani razu nie został przez rywali sfaulowany, choć często miał podwajane krycie. Polak znów sporo podawał, znów dużo truchtał na 40. metrze. Znów bił brawa trafiającym kolegom, choć tym razem ci klaskali także jemu. Wynik 6:2 znów pokazał siłę Bayernu, który prowadzi z kompletem zwycięstw w grupie A. Tym razem jednak strzeleckie liczby Bawarczyków w Champions League rozkładają się na całą drużynę. Bayern wygrywa nie tyle dzięki brylującemu w polu karnym Lewandowskiemu, co coraz bardziej łaknących trafień jego kolegów. W Austrii pięknym golem popisał sie Leroy Sane, ręce w geście triumfu wznieśli też Javi Hernandez czy Jerome Boateng. We wcześniejszych meczach trafiali Kingsley Coman, Leon Goretzka, Corentin Tolisso czy Joshua Kimmich. Wygląda na to, że w tym sezonie o tytuł najlepszego snajpera Ligi Mistrzów Polakowi łatwo nie będzie, ale Bayern znów będzie mocny.

Robert Lewandowski strzela gola w meczu Ligi Mistrzów przeciwko SalzburgowiTak Lewandowski dobił Salzburg! Bayern rozniósł rywali w Lidze Mistrzów [WIDEO]