Mecz Korei Południowej z Czechami (2:1) większość kibiców w Polsce przespała - odbywał się o 4:00 rano. Ale ci fani, którzy włączyli telewizory, mogli zobaczyć, że stadion w Guadalajarze nie jest wypełniony do ostatniego miejsca. Puste miejsca były widoczne doskonale na całej długości głównej trybuny.
Jednak według FIFA na tym meczu było aż 44 985 osób. Stadion w Guadalajarze może pomieścić 45 664 kibiców, więc taka frekwencja to niemal komplet. W oficjalne dane nie uwierzył prestiżowy "The Athletic" i trudno mu się dziwić. Bo czy tak wygląda stadion wypełniony do niemal ostatniego miejsca?
Rzecznik FIFA nie potrafił odpowiedzieć na pytania dziennikarzy. Jednak nie szkodzi, bo FIFA w końcu znalazła wyjaśnienie dla tych pustek. Według federacji winni są kibice, którzy... stali na korytarzach, zamiast siedzieć na swoich miejscach. Proste.
"Oficjalne dane dotyczące frekwencji odzwierciedlają liczbę zeskanowanych biletów oraz liczbę widzów przebywających na terenie stadionu, a nie wizualną ocenę zajętych miejsc w dowolnym momencie meczu. FIFA ściśle współpracuje z władzami stadionu i zespołami odpowiedzialnymi za sprzedaż biletów, aby zapewnić, że wszystkie publikowane dane opierają się na zweryfikowanych danych operacyjnych" - czytamy w oficjalnym komunikacie.
"Podczas wczorajszego meczu w Guadalajarze można było zauważyć wielu kibiców posiadających bilety, którzy przez cały czas trwania meczu przebywali na korytarzach zamiast na przydzielonych im miejscach" - dodano.
W piątkowym meczu Kanada - Bośnia i Hercegowina również nie udało się zapełnić stadionu. Na pierwszym meczu gospodarzy turnieju pojawiło się 43 002 kibiców - według oficjalnych danych. To blisko 3000 wolnych miejsc - trudno to nazwać inaczej niż kompromitacją FIFA.
Sytuacja w kolejnych meczach fazy grupowej raczej nie będzie lepsza. Trudno spodziewać się, żeby takie mecze jak Iran - Nowa Zelandia czy Austria - Jordania wypełniły stadiony. Nie przy tak wysokich cenach, które przystępne są tylko zdaniem szefa FIFA Gianniego Infantino.