Mecz Bośni i Hercegowiny z Kanadą był do tej pory najlepszym na tym turnieju. Od pierwszej minuty spotkania piłkarska jakość była po stronie gospodarzy. A jednak to oni stracili pierwszego gola. W 21. minucie goście dali radę zaskoczyć Kanadyjczyków po rzucie rożnym. Bośniacy, mający zdecydowaną przewagę wzrostu, wyszli na prowadzenie po golu głową Jovo Lukicia.
Po tym golu obraz meczu się nie zmienił. Wciąż dużo lepsi - choć nieco chaotyczni w swoich atakach - byli Kanadyjczycy. Bośnia i Hercegowina momentami broniła się rozpaczliwie - jak wtedy, gdy Sead Kolasinac w ostatniej chwili wybijał piłkę zmierzającą do bramki. Długo przynosiło to efekty. Gospodarze dali radę zdobyć gola na 1:1 dopiero w 78. minucie. I ostatecznie oba zespoły musiały zadowolić się jednym punktem.
Sergej Barbarez - selekcjoner reprezentacji Bośni i Hercegowiny - przyznał po meczu, że jego zespół miał szczęście.
- Kiedy prowadzisz na 10 minut przed końcem meczu, zawsze jest żal, że nie udało się wygrać, ale mieliśmy szczęście. Trzeba patrzeć realistycznie, a remis 1:1 to wynik sprawiedliwy. Dla nas to dobry punkt przed kolejnymi meczami - powiedział po zakończeniu spotkania, cytowany przez portal oslobodjenje.ba.
- To nam otwiera drogę do awansu. Nie będziemy się bawić w matematykę po pierwszym meczu, ale musimy próbować wygrywać następne mecze, wtedy zobaczymy, co się stanie - dodał.
Selekcjoner bośniackiej kadry docenił też głównego bohatera swojego zespołu - strzelca bramki Jovo Lukicia.
- Każdy z chłopaków ma pracę do wykonania i po to tu są. To świetne uczucie, gdy ktoś ci się odpłaca na boisku, ale tak po prostu musi być, taka jest zasada. Gol Jovo był ważny, bo jest napastnikiem i dla takich momentów żyje - powiedział trener.
Teraz przed reprezentacją Bośni i Hercegowiny mecz z kadrą Szwajcarii. To spotkanie odbędzie się 18 czerwca o 21:00. Szwajcarzy swoje pierwsze spotkanie rozegrają dopiero dzisiaj - w sobotę 13 czerwca - o 21:00. Ich rywalem będzie Katar.