Zero wątpliwości. Marciniak napisze historię na Euro. "To as w talii UEFA"

Szymon Marciniak znalazł się w centrum uwagi po tym, co zrobił w meczu Ligi Mistrzów pomiędzy Bayernem Monachium a Realem Madryt. Jego decyzja wywołała olbrzymie kontrowersje, zwłaszcza w Niemczech, które ugoszczą Euro 2024. Polski sędzia będzie obecny na tym turnieju i okazuje się, że nadal może marzyć o najważniejszych meczach i zapisaniu się w historii. Według ustaleń portalu WP SportoweFakty UEFA nie ma do niego zastrzeżeń po niedawnych kontrowersjach. - Zachowanie Niemców było "pijarową" zagrywką - ocenił Michał Listkiewicz.

Szymon Marciniak zalicza się do najlepszych sędziów piłkarskich na świecie. Prowadził już finał mistrzostw świata w Katarze, a także finał Ligi Mistrzów (2022/23), Klubowych Mistrzostw Świata (2023) oraz mecz o Superpuchar Europy (2018). Znalazł się również w gronie arbitrów wyznaczonych do prowadzenia spotkań Euro 2024. I tam może dostąpić kolejnego zaszczytu, czym zapisałby się w historii.

Zobacz wideo Lewandowski podszedł do kibiców i się zaczęło! Totalne szaleństwo w Niemczech

Szymon Marciniak walczy o finał Euro 2024. Listkiewicz mówi wprost. "To jeden z faworytów"

Polak ma szanse posędziować finał mistrzostw Europy. Wtedy stałby się pierwszym arbitrem, który poprowadził wszystkie mecze o najważniejsze trofea (MŚ, ME, finał LM i KMŚ, Superpuchar Europy). Najbliżej takiego wyczynu był Szwajcar Gottfried Dienst, który prowadził finał MŚ 1966, ME 1968, a także Pucharu Europy (poprzednik LM) w sezonach 1960/61 i 1964/65.

Zdaniem byłego sędziego międzynarodowego Marciniak ma "realne" szanse na poprowadzenie finału. - Jest w ścisłej czołówce, a może ciągle nawet najlepszym sędzią na świecie, co potwierdzają Pierluigi Collina (szef sędziów FIFA - red.) oraz Roberto Rosetti (szef sędziów UEFA - red.). To taki as w talii komisji sędziowskiej UEFA. Są też inni arbitrzy wysokiej klasy, ale bez wątpienia Marciniak to jeden z faworytów do prowadzenia finału - powiedział w rozmowie z WP SportoweFakty. Wśród najpoważniejszych konkurentów Polaka wymienia się Slavko Vincicia, Istvana Kovacsa czy Danny'ego Makkeliego, a Listkiewicz widzi nawet pięciu lub sześciu kandydatów do sędziowania meczu o tytuł.

Wiele będzie zależało od tego, jak poszczególni arbitrzy będą spisywać się w trakcie turnieju. Marciniak z pewnością ma swoje atuty, które będzie musiał zaprezentować. - Jest mistrzem w zarządzaniu, świetnie łapie kontakt z piłkarzami i posiada duży autorytet wśród nich. Ważne także, żeby poradzić sobie tak długo, jak można, bez kartek czy dziwnych zdarzeń. Na tym polega sztuka sędziowania - wytłumaczył Listkiewicz.

Szymon Marciniak "rozgrzeszony" przez UEFA. Uratowały go trzy centymetry

Wątpliwości wokół polskiego arbitra pojawiały się ze względu na to, co wydarzyło się w półfinale LM pomiędzy Realem Madryt a Bayernem Monachium. Wtedy Marciniak pospieszył się z gwizdkiem w akcji Bayernu, która zakończyła się wbiciem piłki do bramki. W efekcie nie dość, że gol na wagę dogrywki nie mógł zostać uznany, to jeszcze sytuacji nie mógł sprawdzić VAR.

Jednak według ustaleń WP SportoweFakty po "skrupulatnym" przeanalizowaniu sytuacji UEFA dopatrzyła się trzycentymetrowego spalonego Joshuy Kimmicha, przez co decyzję polskich sędziów uznała za prawidłową. Nie miała również zastrzeżeń co do momentu, w którym zagwizdał Marciniak.

"Zalecenia są bowiem takie, by sędzia nie zwlekał z użyciem gwizdka za każdym razem, gdy tylko jest pewny swojej decyzji. Władze UEFA pilnują płynności gry i sugerują korzystanie z VAR tylko w razie wątpliwości. Ponadto zasada "wait and see" (ang. czekaj i patrz) obowiązuje, gdy drużyna atakująca może znaleźć się w dogodnej sytuacji bramkowej. Uznano, że w tym przypadku nie miała zastosowania" - wyjaśniono.

Sytuacja z tamtego meczu wywołała burzę w Niemczech. W związku z tym pojawiły się duże wątpliwości, czy Marciniak poprowadzi mecz otwarcia Euro 2024 w Monachium pomiędzy gospodarzami a Szkotami. Ostatecznie padło na Francuza Clementa Turpina, aczkolwiek nie wydaje się, by UEFA kierowała się przy tym stanowczymi opiniami z niemieckich mediów.

- Zachowanie Niemców po meczu było "pijarową" zagrywką i próbą odwrócenia uwagi od bardzo słabego sezonu. Problem byłby dla Szymona Marciniaka, gdyby ta podjęta decyzja była zła, lecz wiemy, że była dobra - podsumował Listkiewicz.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.