Poważne trzęsienie ziemi w Barcelonie. Miarka się przebrała. Chcą obalić Laportę

FC Barcelona od lat tkwi w sporym kryzysie finansowym i organizacyjnym, który nie zawsze daje się przykryć wynikami sportowymi. Obecny prezes Joan Laporta jest chaotyczny w swoich decyzjach, a kondycja finansowa "Dumy Katalonii" się nie poprawia. Według katalońskich mediów powstała silna grupa opozycyjna względem Laporty, złożona głównie z młodych działaczy. Jej celem jest obalenie obecnego zarządu i uratowanie klubu przed katastrofą.

Ostatnie tygodnie przyniosły bardzo wiele zmian w drużynie Barcelony. Przede wszystkim zmienił się trener. Xavi został zastąpiony przez byłego szkoleniowca m.in. Bayernu Monachium Hansiego Flicka. Jednak cały proces zmiany poprzedzony był kontrowersyjnym postępowaniem prezesa Joana Laporty. Ten bowiem bardzo długo walczył o to, by Xavi pozostał jednak na stanowisku, mimo wcześniejszej decyzji o odejściu. Gdy faktycznie udało mu się przekonać go do pozostania, po kilku tygodniach... zwolnił go. Laportę rozwścieczyć miała szczera wypowiedź legendy klubu dotycząca kiepskiego stanu finansowego Blaugrany i trudności w konkurowaniu z Realem Madryt.

Zobacz wideo Cezary Kulesza ujawnia! Ależ reakcja na kontuzje kluczowych piłkarzy

Xavi mówił o zaledwie wierzchołku góry lodowej

Xavi niejednokrotnie podkreślał, że z pieniędzmi w Barcelonie nadal jest krucho. Jak informuje kataloński dziennik La Vanguardia, do podobnych wniosków dojść miała grupa działaczy, która za cel postawiła sobie przejęcie władzy w klubie. Na jej czele stać ma Juan Camprubii Montal. To wnuk byłego prezesa Barcelony Agustiego Montala, który rządził w zespole w latach 1969-1977. Wraz z nim najaktywniej udzielają się też m.in. były prezes Katalońskiej Federacji Piłki Nożnej Jordi Rocha czy wieloletni pracownik klubu na szczeblu dyrektorskim Evarist Murtra.

Zdaniem katalońskich dziennikarzy, grupa ta zdecydowała się na zintensyfikowanie swoich działań, jako że wszystkie wskaźniki pokazują, że ogólna sytuacja Barcelony jest krytyczna. "Chcą zerwania z pokoleniem, które zarządza Barça od 2003 roku, którego częścią są Joan Laporta i Sandro Rossell. Decyzja o pojawieniu się na scenie jest odpowiedzią na potrzebę wywarcia presji na obecny zarząd, aby zapobiec sytuacji, w której ekonomiczny, sportowy, społeczny i instytucjonalny kryzys, mógłby zagrozić obecnemu modelowi własności klubu" - pisze dziennik.

Laportę czeka wotum nieufności? 

Członkowie grupy zwracają tu uwagę na możliwe przekształcenie klubu w spółkę akcyjną. Joan Laporta ma to co prawda wykluczać, ale do odejścia Leo Messiego też miało nigdy nie dojść. Możliwe jest wotum nieufności wobec obecnego rządu, choć póki co sytuacja ma jeszcze temu nie sprzyjać. "Jeśli chodzi o możliwość wystąpienia z wnioskiem o wotum nieufności, ta wschodząca grupa opozycyjna uważa, że jest to obecnie bardzo skomplikowane ze względu na brak możliwości zmobilizowania członków na Camp Nou i ryzyko ekonomiczne związane z paraliżem zarządu klubu. Nie wyklucza tego jednak, ponieważ jest to mechanizm ustawowy służący członkom klubu do wyrażenia swojego sprzeciwu" - informuje La Vanguardia.

Interesy opozycyjnej grupy mają póki co nie pokrywać się z planami głównego krytyka i potencjalnego kontrkandydata Laporty w następnych wyborach na prezesa, czyli Victora Fonta. Katalońscy dziennikarze zwracają jednak uwagę, iż takiej współpracy nie da się w pełni wykluczyć. Tak czy inaczej, Barcelonę może czekać potężny sztorm, a nad Joanem Laportą i jego zarządem powoli zbierają się czarne chmury. 

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.