Podczas niedawnej gali w Londynie Tyson Fury miał jasny plan. Pokonać w swoim powrocie po ponad rocznej nieobecności Arslanbeka Makhmudova, a potem wziąć do ręki mikrofon i wyzwać do walki kogoś znacznie mocniejszego. Wszystko zrealizował w stu procentach, bo Rosjanina zdominował nawet bez pokazywania swego absolutnie najlepszego boksu, a potem zwrócił się do siedzącego nieopodal ringu Anthony'ego Joshuy.
"AJ" postanowił nie dać się sprowokować i nawet nie stanął z Furym oko w oko w ringu, a na wyzwanie do walki odparł tylko, że to on jest szefem i czeka na oficjalną ofertę od "Gypsy Kinga". Przy czym krótko po walce transmitujący starcie Fury - Makhmudov Netflix potwierdził, że brytyjsko-brytyjska potyczka się odbędzie. Jesienią bieżącego roku, ale dokładnej daty jeszcze nie znamy. Wiadomo było, że o ten temat przy pierwszej okazji zostanie zapytany mistrz świata Ołeksandr Usyk, który zarówno Joshuę, jak i Fury'ego pokonywał po dwa razy. Można się zresztą spodziewać, że zwycięzca takiej walki zapewne poprosi o trzecią szansę.
Ukrainiec dostał o to pytanie na konferencji prasowej przed jego nadchodzącą walką o pas WBC z legendą kickboxingu Rico Verhoevenem. - Joshua wygra. To jest przyszły niekwestionowany mistrz - powiedział Usyk. Słowa te dziwić nie mogą, bo w ostatnim czasie "AJ" sporo z Ukraińcem trenował. - On na pewno wygra. Nie wiem, czy go znokautuje, ale wygra. Widziałem go w sparingach i jest bestią. Powinien być gotowy do walki, choć potrzebujemy jeszcze nieco czasu. Anthony odczuwa jeszcze skutki wypadku - ocenił Usyk w rozmowie z dziennikiem "The Independent". Odniósł się tym samym do wypadku samochodowego Brytyjczyka z grudnia, w którym zginęło dwóch jego przyjaciół, a on sam trafił do szpitala.
Sam Usyk do akcji powróci 23 maja, gdy zmierzy się ze wspomnianym Verhoevenem. Co się tyczy Joshuy, jego ostatni raz w boju widzieliśmy 19 grudnia zeszłego roku, gdy w 6. rundzie znokautował youtubera-pięściarza Jake'a Paula. Zaś jego ostatni pojedynek o dużym znaczeniu dla układu sił w wadze ciężkiej zakończył się dla "AJ'a" źle, bo we wrześniu 2024 roku znokautował go Daniel Dubois.