Deontay Wilder tuż po walce wskazał kolejnego rywala. "Jest tu gdzieś?"

- Wszyscy chcą się ze mną bić, a później widzą mój występ, mój nokautujący cios i nagle zapada cisza. Wszyscy się chowają. A jestem gotów na każdego. Czy to będzie Andy Ruiz, czy Usyk. Niech się dzieje! - oświadczył Deontay Wilder po efektownej wygranej.

Do końca pierwszej rundy zostało zaledwie kilka sekund. Zapędzony w narożnik Deontay Wilder wyprowadził kontratak prawą ręką. Był to pierwszy celny cios Amerykanina, który spotkał się z twarzą Fina. Ale tyle wystarczyło, by ponad 20 kg cięższy Robert Helenius padł na deski. "Nordycki Koszmar" odzyskał przytomność dopiero po kilku minutach. Aż trudno sobie wyobrazić, z jaką siłą uderzał Wilder, skoro nie był to technicznie zadany cios, a i tak zgasił światło przeciwnikowi.

Zobacz wideo Andrzej Wawrzyk zaliczył mocny nokaut. Wracał do ringu po 6 latach

Ależ nokaut Planta! Anthony Dirrell na deskach To nie Wilder popisał się najlepszym nokautem gali. A potem prostackie gesty [WIDEO]

Wilder, który ważył 97,3 kg, a więc najmniej od 2018 roku, w kolejnej walce ma zawalczyć z Andym Ruizem Juniorem. Amerykanin zaczął jednak wyzywać także Ołeksandra Usyka.

- Cudownie być znowu na Brooklynie. To mój drugi dom. Słyszałem o Usyku. Ale widzę, że go tu nie ma. Jest gdzieś Usyk? Wiecie, jak to jest. Wszyscy chcą się ze mną bić, a później widzą mój występ, mój nokautujący cios i nagle zapada cisza. Wszyscy się chowają. A jestem gotów na każdego. Czy to będzie Andy Ruiz, czy Usyk. Niech się dzieje! - oświadczył 36-letni Wilder.

- Jak tylko wysiadłem z samolotu i postawiłem tu stopę, to poczułem wielką energię. Czułem miłość i wsparcie, więc jak wchodziłem do ringu, to wiedziałem, że to będzie wspaniałą noc. Mam za sobą świetny obóz. Musieliśmy sprawić, żeby treningi były zabawą, a nie pracą. Żeby znowu odzyskać radość. Udało się i to wieczorem się nam opłaciło - podsumował Wilder.

Powrót Wildera, na jakiego czekali kibice

Deontay Wilder przez długi czas nie mógł znaleźć godnego rywala. Po 40 walkach miał na koncie 40 zwycięstw i aż 39 nokautów. Pierwsze poważne problemy w karierze napotkał w styczniu 2018 roku, gdy zremisował z Tysonem Furym. Zremisował, choć uczciwie trzeba sobie powiedzieć, że sędziowie mu nieco pomogli, bo de facto więcej rund wygrał Fury.

Jack Burke kontra Andy Bowen Miał dwie złamane ręce, a dotrwał do 110. rundy. Najdłuższa walka w historii boksu

Następnie dość gładko znokautował Dominica Breazeale'a oraz Luisa Ortiza. Po dwóch zwycięstwach przyszły kolejne dwie walki z Furym. Obie przegrane. Najpierw padł w siódmej rundzie, później w jedenastej. I nie dość, że stracił pasy, to jeszcze więcej stracił w oczach kibiców. Ale nie chodziło o porażki. Tylko o fakt, że nie potrafił się z nimi pogodzić.

Nokaut na Heleniusie to pierwszy jego nokaut od 2019 roku, gdy po jego bombach nie umiał wstać Luis Ortiz.

Usyk i Ruiz. Kto trudniejszym rywalem?

Ołeksandr Usyk najpierw wyczyścił wagę cruiser, pokonując m.in. Krzysztofa Głowackiego, Marco Hucka, Mairisa Briedisa i Murat Gasijewa, a następnie wziął się za podbój królewskiej dywizji. W wadze ciężkiej nie dał mu rady ani Derek Chisora, ani Anthony Joshua. Tego ostatniego Ukrainiec zbił dwukrotnie. Najpierw odbierając mu pas, a później skutecznie broniąc mistrzostwa. Łącznie Usyk ma na koncie 20 walk i 20 zwycięstw.

Z kolei Andy Ruiz Junior zyskał renomę, gdy pokonał Anthony'ego Joshuę, ale potem przegrał w rewanżu. Meksykanin, znany z krępej sylwetki, ma na koncie 35 zwycięstw i dwie porażki (z Joshuą i Parkerem). Ostatnio Ruiz pokonał Luisa Ortiza. 

Obaj byliby wielką przeszkodą dla Wildera, ale wydaje się, że Usyk byłby bardziej wymagającym rywalem.

Więcej o: