Zamiast play-offów walka o utrzymanie. Prezes wini sędziego. "Dramatyczna sytuacja"

ROW Rybnik mógł w ostatnim biegu odwrócić losy meczu z Aforti Startem Gniezno, ale wyścig został przerwany przez sędziego. W konsekwencji ROW przegrał i w oczy zajrzało mu widmo spadku. - W Gnieźnie na pewno nie wygrał żużel, ale błąd sędziego. Najgorsze jest to, że on może mieć katastrofalne skutki - stwierdził prezes ROW-u Krzysztof Mrozek.

W czwartek w żużlowej eWinner 1. Lidze odbył się mecz Aforti Start Gniezno – ROW Rybnik. Przed ostatnim biegiem Start prowadził 42:40. W decydującym wyścigu znakomity start zaliczyli jednak obaj zawodnicy z Rybnika – Andreas Lyager i Grzegorz Zengota. Gdyby obaj dojechali do mety na dwóch pierwszych miejscach, to ostateczny wynik brzmiałby 45:43 dla ROW-u. Radość kibiców i zespołu trwała jednak krótko. Sędziujący to spotkanie Ryszard Bryła przerwał wyścig i zaczął analizować to, co działo się na starcie. W końcu dopatrzył się ruchu na starcie Zenoty. Otrzymał on ostrzeżenie, ale niestety było ono drugim w tym meczu, więc został wykluczony. To spowodowało, że mecz w zasadzie się zakończył, bo osamotniony Lyager nie był w stanie odwrócić losów spotkania. Wygrał bieg, ale Aforti Start Gniezno wygrał 45:43.

Zobacz wideo Ile może zarobić topowy żużlowiec?

Michael Palm Toft zaliczył niesamowicie groźny wypadek, ale wstał po nim o własnych siłach.Przerażający wypadek na torze, kibice zakrywali oczy. Za chwilę zaskoczenie [WIDEO]

Prezes nie zgadza się z decyzją sędziów. "Niszczenie ducha sportu"

Decyzja o wykluczeniu Zengoty była mocno kontrowersyjna. Jeżeli rzeczywiście był ruch, to był on mikroskopijny. - Mikroskopu powinno się używać w szkole lub w laboratorium, a nie w żużlu – twierdzi prezes ROW-u Krzysztof Mrozek w rozmowie z Przeglądem Sportowym. - Tak naprawdę, gdyby podejść po aptekarsku, to milimetrowe ruchy by można dostrzec u każdego z czwórki zawodników, ale czy powinniśmy iść w tę stronę? To był bieg o ogromnym ciężarze gatunkowym. W takich sytuacjach sędzia powinien 10-15 razy przemyśleć każdą swoją decyzję. Tymczasem zdecydował się na przerwanie biegu przy naszym prowadzeniu 5:1 z kompletnie błahego powodu. Dla mnie to jest ogromna kontrowersja i niszczenie ducha sportu, a najgorsze, że nie mamy żadnej możliwości czegoś z tym zrobić – dodał. Chwilę później stwierdził, że po rozmowie z przedstawicielami Głównej Komisji Sportu Żużlowego podejmie decyzję, czy złoży protest w tej sprawie.

Więcej treści sportowych znajdziesz również na Gazeta.pl

Decyzja sędziego może być katastrofalna w skutkach. ROW po tej porażce spadł na ostatnie miejsce w tabeli i zamiast myśleć o play-offach, musi skupić się na walce o utrzymanie. - Potrzebowaliśmy punktów jak tlenu. To nie nastąpiło. Nasza sytuacja jest teraz naprawdę dramatyczna. Będziemy jechać pod wysokim ciśnieniem w każdych zawodach. Na pewno nie zamierzam jednak wykonywać nerwowych ruchów. Czeka nas mecz z Polonią i zapewniam, że będziemy walczyć – zapowiedział prezes cytowany przez WP Sportowe Fakty.

23 czerwca 2012 r. w Gorzowie odbyła się jubileuszowa 150. runda cyklu Grand Prix. To był turniej pełen sensacji. W wielkim finale pojechało aż dwóch debiutantów. Wygrał ten starszy - Słowak Martin Vaculik, który zastępował kontuzjowanego Jarosława Hampela, za nim na mecie Australijczyk Chris Holder i 17-letni Bartosz Zmarzlik! Gdy żużlowcy wybierali pola startowe na decydującą rozgrywkę, zaczęło mocno padać i nasi trochę się pogubili. Vaculik natychmiast uciekł daleko do przodu, a Holdera próbował naciskać Zmarzlik. Nie udało się. Ostatni w finale został Tomasz Gollob. Junior ze Stali Gorzów jechał wtedy w żółto-niebieskich, klubowych barwach. - To dla ciebie tato! Mój prezent na Dzień Ojca! I dla wszystkich kibiców Polski oraz Stali - wykrzyczał młodzieniec przez wejściem na podium.Zmarzlik ma poważnego rywala w GP Polski. "Już dwa razy mi się to udało"

- Moim zdaniem w Gnieźnie na pewno nie wygrał żużel, ale błąd sędziego, który został popełniony w wyścigu 15. Najgorsze jest to, że on może mieć katastrofalne skutki. Sytuacja w lidze jest taka, że o utrzymaniu może zdecydować przecież jeden punkt – podsumował Mrozek.

Więcej o: