Czwartkowe zmagania w Australian Open okazały się bardzo trudne dla najlepszych tenisistek. Nad ranem Iga Świątek (1. WTA) stoczyła morderczy bój z Danielle Collins (62. WTA), który ostatecznie wygrała 6:4, 3:6, 6:4. Kilka godzin później z turniejem pożegnała się Jessica Pegula (5. WTA). Amerykanka gładko przegrała z Clarą Burel (51. WTA) 4:6, 2:6.
Kolejną czołową tenisistką, która zameldowała się w Melbourne Park była Jelena Rybakina (3. WTA). Kazaszka już w pierwszej rundzie stoczyła trudny mecz z Karoliną Pliskovą (38. WTA), w którym musiała bronić trzech piłek meczowych. Ostatecznie wygrała 7:6(8-6), 6:4 i w drugiej rundzie zmierzyła się z Anną Blinkową (57. WTA).
Kluczowy moment dla losów pierwszego seta miał miejsce w trzecim gemie przy serwisie Rybakiny. Wtedy Blinkowa wykorzystała pierwszego i jedynego w całym secie break pointa. We wcześniejszych gemach i kolejnych obie panie pewnie utrzymywały swój serwis, a Kazaszka nie potrafiła znaleźć sposobu na przełamanie rywalem. Tym samym Blinkowa wygrała pierwszą partię 6:4.
Drugi set był podobny do pierwszego. Blinkowa znowu przełamała Rybakinę na początku, serwowała na 3:1, ale wtedy wreszcie finalistka Australian Open sprzed roku potrafiła wygrać gema przy podaniu rywalki. Było 2:2 i znowu - która tenisistka serwowała, ta pewnie wygrywała gema. Tak było do momentu 5:4 dla Rybakiny. Wtedy przy stanie 30:15 Blinkowa całkowicie straciła panowanie nad swoim serwisem, co wykorzystała Kazaszka, zwyciężając seta 6:4.
Początek trzeciego seta? Powtórka z pierwszego i drugiego, gdy Blinkowa przełamała rywalkę i prowadziła 2:1. Wtedy, po trwającym ponad sześć minut gemie, Rosjanka utrzymała swój serwis, miała wynik 3:1 i była o trzy gemy od sprawienia sensacji. Jednak przy stanie 4:3 i 30:0 Blinkowa wyciągnęła pomocną dłoń do Rybakiny, popełniając podwójny błąd serwisowy i wyrzucając kilka piłek w aut. Było 4:4, ale w kolejnym gemie to Kazaszka nie popisała się przy własnym serwisie. Miała 30:0, ale potem kilka błędów i było 5:4 dla Blinkowej.
Rosjanka miała szansę, żeby zamknąć mecz przy własnym serwisie, który tak dobrze jej wychodził przez cały mecz. Efekt? Błędy, usztywnienie, złe decyzje i przegrana gema do zera oraz wynik 5:5 w rozstrzygającej partii. I w drugą stronę - Rybakina nie wykorzystała okazji, znowu przegrała gema i musiała odrabiać straty. Udała jej się ta sztuka, chociaż musiała bronić piłki meczowej. Jak przez dwa sety przełamań nie było dużo, to ostatnich pięć gemów trzeciego seta to pięć przegranych serwisów. Dodatkowo wydawało się, że Rybakina od jakiegoś czasu grała z drobnym urazem, na co wskazywać mogły jej okazjonalne podskoki i skrzywienia.
W ten sposób obie panie dotarły do super tie-breaka. Rozpoczęło się od prowadzenia Blinkowej 4-1, ale po chwili było już 5-4 dla Rybakiny. Wreszcie było 6-6 i nie sposób było wtedy przewidzieć, jak zakończy się to spotkanie. Wtedy Blinkowa zaryzykowała w końcówce, miała 9-7 i dwie piłki meczowe! I znowu Rybakina się wybroniła, więc trzeba było grać na przewagi. Niesamowite sceny miały miejsce na Rod Laver Arena w Melbourne. Blinkowa miała kolejne piłki meczowe, ale żadnej nie wykorzystała. Miała też je Rybakina. Przy stanie 18-17 dla Kazaszki rozegrany został prawdopodobnie najlepszy dotychczas punkt turnieju. Blinkowa siłą woli dobiegała do każdej z piłek, wymuszając błąd rywalki. Kibice i sędzia meczu nie wierzyli w to, co dzieje się na korcie. Po ponad półgodzinnym super tie-breaku, po obronieniu sześciu piłek meczowych Anna Blinkowa wykorzystała dziesiątego meczbola, wygrała cały mecz 6:4, 4:6, 7:6(22-20), wyeliminowała finalistkę sprzed roku i zarazem trzecią rakietę świata.
W meczu trzeciej rundy Australian Open Rosjanka zmierzy się z Włoszką Jasmine Paolini (31. WTA).