Awantura w US Open. Gwiazdy debla wykluczone. "Żyję w jakimś koszmarze"

Awantura o koronawirusa w US Open weszła już w ten etap, na którym niczego nie można być pewnym. Kristina Mladenović i Timea Babos, najwyżej rozstawiona para w kobiecym deblu, zostały wykluczone z turnieju, dzień po tym jak będący w podobnej sytuacji Adrian Mannarino dostał po wielkim zamieszaniu zgodę na grę.
Zobacz wideo Czy tegoroczny US Open ma sens? "Tenis najbardziej ucierpiał na pandemii"

- Żyję w jakimś koszmarze – mówiła Kristina Mladenović po meczu pierwszej rundy US Open w singlu. – Czuję się jak więzień, jak przestępca. Mam tylko jedno pragnienie: odzyskać wolność – mówiła po odpadnięciu w drugiej rundzie singla o swoim turniejowym życiu: zakazie opuszczania pokoju hotelowego poza wyjazdami na treningi i mecze, testach na koronawirusa codziennie, a nie co cztery dni jak większość uczestników. Teraz Mladenović, jedna z 10 osób objętych w US Open szczególnym nadzorem sanitarnym po kontakcie z zakażonym koronawirusem Benoitem Paire, odpadła też z turnieju deblowego. Ale nie na korcie, tylko decyzją władz sanitarno-epidemiologicznych hrabstwa Nassau na Long Island.  

Wkroczyły władze hrabstwa Nassau i trzeba było zmienić reguły. Już drugi raz. 

To w Nassau jest hotel, w którym podczas US Open mieszkają tenisiści. I władze hrabstwa nagle, z tygodniowym opóźnieniem, wkroczyły w turniejowe reguły  sanitarne i unieważniły kompromis wypracowany po przypadku Benoita Paire: że ci, którzy mieli z nim bliski kontakt, a nie mają pozytywnego wyniku testu, muszą podpisać specjalne umowy, że zostają w turnieju pod warunkiem przestrzegania ścisłych reguł. Francuzka zdążyła rozegrać dwa mecze singla i jeden w deblu, zanim władze Nassau uznały, że jej mecze są zagrożeniem dla zdrowia publicznego. Wykluczenie nie oznacza oczywiście, że teraz Mladenović będzie mogła, jak mówiła, „odzyskać wolność”. Musi pozostać w Nowym Jorku na kwarantannie do 12 września. A jej partnerka deblowa Timea Babos nie musi, odleciała z USA tuż po decyzji o wykluczeniu z turnieju, nie chciała ryzykować, że jednak ktoś znowu zmieni zdanie i zmusi ją do pozostania.  

Francuzka i Węgierka to gwiazdy debla, zwyciężczynie Australian Open 2018 i 2019, ubiegłorocznego Roland Garros, w US Open doszły do finału w 2018. W tym roku w pierwszej rundzie pokonały pewnie parę Kaitlyn Christian-Giuliana Olmos, ale mecz drugiej rundy z Gabrielą Dabrowski-Alison Riske musiały oddać walkowerem. – Ta decyzja zapewne pozbawiła nas tytułu w US Open – powiedział „New York Timesowi” trener tej pary Michael Joyce, który też w pośpiechu odleciał do siebie na Florydę. 

Mannarino też miał odpaść bez gry, ale po negocjacjach wyszedł na kort 

Mladenović i Babos zostały wykluczone, choć dzień wcześniej Adrian Mannarino, kolejny z grupy „Paire’s Eleven”, jak nazwano tych objętych zaostrzonymi wymogami sanitarnymi, mógł zagrać mecz z Alexandrem Zverevem. Ten mecz opóźnił się o trzy godziny, po tym jak władze Nassau  zakwestionowały decyzje wypracowane przez organizatorów turnieju razem z władzami epidemiologicznymi miasta Nowy Jork i stanu Nowy Jork i zabroniły Mannarino opuszczania hotelu. W negocjacje włączył się m.in. reprezentujący tenisistów Novak Djoković, udało się doprowadzić do meczu. Mannarino zagrał i odpadł.  

Ta "jedenastka Paire" to oprócz niego, wykluczonego z turnieju z pozytywnym wynikiem testu jeszcze przed pierwszą rundą, siedem osób skierowanych do ściślejszego reżimu sanitarnego, oraz trzy objęte mniej ścisłym nadzorem (muszą się codziennie badać, ale mogą wychodzić z pokoju). W tej pierwszej grupie byli: Mladenović, Mannarino, Kirsten Flipkens, Ysaline Bonaventure, Gregoire Barrere, Richard Gasquet, Edouard Roger-Vasselin. W mediach ta grupa jest opisywana jako ci, którzy zagrali z Paire w karty w hotelowym lobby niedługo przed startem turnieju, ale analiza elektronicznego systemu śledzenia kontaktów wykazała, że to nie był jedyny ich kontakt z Paire. Jest też grupa, która miała z Paire kontakt, ale nie tak bliski, i teraz musi się badać codziennie, ale może bez ograniczeń poruszać się po częściach wspólnych turniejowych obiektów. W tej grupie są Danił Miedwiediew, Damir Dzumhur i Nicolas Mahut. 

Mladenović: - Gdybym wiedziała, moja noga by tu nie postała. Mannarino: - Mam szofera, jedzenie mi dostarczają, mogę grać na sto procent 

 – Gdybym wiedziała, że 40 minut gry w karty, przy założonej maseczce, tak się dla mnie skończy, moja noga by tu nie postała – mówiła Mladenović po spektakularnej zapaści w meczu drugiej rundy singla, gdy wypuściła z rąk prowadzenie 6:1, 5:1, zmarnowała piłki meczowe i przegrała decydującego seta 0:6 i przyznawała, że jest kłębkiem nerwów. Zastrzegła, że nie przegrała przez zaostrzone reguły koronawirusa, zdecydowały jej błędy. Ale od początku najgłośniej krytykowała koronawirusowe reguły turnieju („L’Equipe” napisała, że organizatorzy US Open udawali, że mają antykoronawirusową bańkę jak w NBA, ale tam to kosztuje 1,5 mln dolarów dziennie, a w Nowym Jorku zrobili niskobudżetową wersję i prosili się o problemy). Mannarino np. mówił, że taka hotelowa izolacja ma swoje zalety. – Mam swojego szofera, jedzenie dostarczają mi do pokoju. Mogę trenować, mam kontakt z fizjoterapeutą. Mogę grać na sto procent – mówił po drugiej rundzie, jeszcze przed zamieszaniem wokół meczu ze Zverevem. Barrere też nie narzekał. – Z anonima w Wielkich Szlemach stałem się jak Roger Federer, mam swój samochód, swoich ochroniarzy, skierowali mnie do innego pokoju, standard prawie jak u najwyżej rozstawionych – śmiał się. Flipkens, która odpadła w Nowym Jorku w drugiej rundzie singla i po pierwszym meczu debla, mówiła, że obostrzenia „nie są zabawne, ale uzasadnione”. Po wykluczeniu Mladenović nie ma już w turniejach singla ani debla żadnej z osób objętych najbardziej ścisłymi procedurami. Z trójki objętej mniej ścisłym reżimem gra jeszcze Miedwiediew, finalista ubiegłorocznego US Open.  

Przeczytaj także: