Młody zespół podbija europejską scenę. Może podważyć hegemonię G2 Esports i fnatic

W 2019 roku trudno było na europejskiej scenie League of Legends o lepszych kandydatów do tytułu mistrza, niż G2 Esports i fnatic. Oba zespoły przez długi czas w fazie zasadniczej utrzymywały się na szczycie i dwukrotnie spotkały się w finale, zarówno wiosennej jak i letniej edycji LEC. Stary Kontynent miał jednak w 2019 roku trzy bilety na Mistrzostwa Świata i wielu ekspertów spekulowało, że ten trzeci wpadnie w ręce Origen.

Pod koniec sierpnia, kiedy to rozpoczęła się walka o ostatnie miejsce na najważniejszym turnieju w roku, to nie Origen, a Splyce, wyszło zwycięsko. Formacja spod szyldu węża prezentowała na tamten czas dosyć nietypowy styl gry. Pierwsze dwa kwadranse były bardzo defensywne, pasywne, a po przekroczeniu 30. minuty kompozycja zazwyczaj osiągała swój szczytowy moment i miażdżyła rywali po maksymalnie dwóch bójkach.

Zobacz wideo

To podejście wywalczyło Markowi "Humanoid" Brázdzie i spółce aż ćwierćfinały na Mistrzostwach Świata, w których polegli, stawiając czoła mistrzom Korei, T1. Trudno było oczekiwać innego rezultatu przeciwko takiemu gigantowi. Niemniej jednak, dojście do play-offów Worldsów dla takiej formacji było ogromnym sukcesem, na którym można było budować przyszłość. Niestety, skład się nieoczekiwanie rozpadł. Kiss "Vizicsacsi" Tamás zawiesił myszkę, Andrei “Xerxe” Dragomir przeszedł do Origen, Kasper "Kobbe" Kobberup uciekł do Ameryki w pogoni za pieniędzmi, a Tore "Tore" Eilersten, widząc kompletny rozpad obiecującej piątki, znalazł alternatywę w Excel Esports.

Jakby tego było mało, samą organizację czekał rebranding. W takim wypadku lojalnego, lecz samotnego na pokładzie Humanoida czekała nie tylko nowa osoba na każdej linii, a także zmiany w strukturze samego Splyce, które od listopada 2019 znane jest jako MAD Lions.

Szalony, bezsensowny ruch? To nie wyglądało za dobrze

Jak co okienko transferowe, które wypada na zimę każdego roku, na rynku było mnóstwo wolnych agentów. Wielkich nazwisk, które wraz z doświadczonym Czechem, były w stanie stworzyć giganta. Włodarze organizacji, która posiada niemałe środki w portfelu, zdecydowali się jednak na ściągnięcie czterech rekrutów, których doświadczenie z największą europejską sceną, było równe zeru.

Ruch ten był określany szalonym, bezsensownym, negatywnych określeń tego typu na forach istniało sporo. Inwestycja w przyszłość? Możliwie, ale żeby potencjalnie na nią zmarnować cały sezon, aby nowe nabytki mogły się zaaklimatyzować. No, krótko mówiąc, nie wyglądało to za dobrze.

Nadzieja matką głupców, mówi stare dobre przysłowie. Ludzie odpowiedzialni jednak za te posunięcie z pewnością nie mogą być nazywani głupcami, a geniuszami, wszak Lwy radzą sobie wyśmienicie. W wiosennej edycji obecnego sezonu League of Legends European Championship, MAD Lions skończyło na trzecim miejscu, pokonując w fazie pucharowej G2 Esports. Co prawda, stało się to na samym otwarciu w play-offów, a Marcin “Jankos” Jankowski i spółka zemścili się w finale dolnej drabinki. Niemniej, był to sukces, którym nie mogła się pochwalić żadna inna drużyna, nawet fnatic.

Przygotowując się do letniej rundy LEC, media ponownie skupiły się naturalnie na G2 i fnatic, ale kiedy mowa była o pretendencie do psucia krwi faworytom, na ustach wszystkich pojawiły się Origen i Rogue. Cały świat jakby zapomniał o niecodziennym triumfie MAD Lions z poprzedniej edycji, jakoby zakładając, że był to jedynie pojedynczy wybryk, niżeli przebłysk fantastycznej formy, zrozumienia gry i naprawdę świetnie dogadującego się zespołu.

Co zrobiła ekipa Humanoida? Po cichutku, bez większej arogancji, przełknęli ten stan rzeczy i czekali na pierwsze spotkania tego lata. Matyáš "Carzzy" Orság, strzelec drużyny, w materiale promocyjnym ligi powiedział "wierzę, że możemy być naprawdę dobrym zespołem, naprawdę chciałbym zagrać na Mistrzostwach Świata”. Tą wypowiedzią podkreślił skromność przejawianą przez skład, a jednocześnie jego wiarę we własne umiejętności i w ponowne zagoszczenie organizacji na najważniejszym wydarzeniu tego roku.

Piątkowego słonecznego popołudnia, 12 czerwca, odbyła się inauguracja letniego sezonu rozgrywek na Starym Kontynencie. Dla MAD Lions pierwszy mecz okazał się druzgocącą porażką, na nikogo innego, niż na G2 Esports. Hejterzy aspirującego składu Lwów zaczęli się cieszyć, jak gdyby jeden przegrany pojedynek był zwiastunem pozostałych siedemnastu.

Nadzieję niedowiarków okazały się być zupełnie nietrafione. Pierwsza przegrana okazała się być do tej pory jedyną, wszak formacja Carrzy’ego od tamtej pory zwyciężyła w sześciu spotkaniach, plasując się obecnie na samotnej pozycji lidera. Warto wspomnieć, że nie były to łatwe mecze, gdyż przyszło jej się już zmierzyć między innymi z fnatic, Origen czy Rogue, czyli trójce, która zawsze była stawiana w rankingach wyżej od niej. Dodatkowo, nie sposób ukryć, że styl gry MAD Lions nie jest nudny, jak zeszłorocznego Splyce. To agresywne od pierwszych minut, wybuchowe strategie, na które z niecierpliwością czekam każdego weekendu i oglądam z ogromną przyjemnością.

Lwy to żywy dowód na to, jak młody, niesprawdzony talent, może okazać się ewenementem całej ligi. Przykład tego, jak pod odpowiednim okiem można rozwinąć aspirujących zawodników w liczących się na scenie konkurentów. Mowa tutaj nie tylko o sztabie trenerskim, który wykonuje świetną robotę, ale o samym Humanoidzie. Czech jeszcze kilka miesięcy temu bezprecedensowo był określany najlepszym elementem swojej formacji, a dzisiaj śmiało można powiedzieć, że tak nie jest. W pół roku nauczył nowych kolegów więcej, niż niejedni weterani sceny w ciągu całej swojej kariery.

MAD Lions podważą hegemonię G2 Esports i fnatic?

Młode lwiątka wyrosły i z pewnością są gotowe na podbój Europy i podważenie wieloletniej hegemonii G2 Esports i fnatic. Faza zasadnicza okazała się być dla nich bułką z masłem, w play-offach pokazali już, że potrafią dotrzymać tempa najlepszym. Wciąż oczywiście istnieją kontrargumenty. Czy uda im się pokonać swój kryptonit, jakim jest zespół Jankosa? Czy w nadchodzących rozgrywkach w fazie pucharowej nie zje ich stres i ogromne oczekiwania, które zapewne do tamtego czasu potężnie wzrosną? Wierzę, że jeżeli przez dumę nie zboczą z obecnego toru, to zdecydowanie nie. Wierzę, że w następnym roku nie będziemy już mówić o europejskiej “wielkiej dwójce”, tylko że ta cyfra wzrośnie o jeden. To już nie nadzieja, a wielce prawdopodobna teza.

Więcej o: